poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Pomiechówek - mazowiecki etap Poltripu


Jak mówiłam, na Mazowszu nie tylko Warszawa jest ciekawa. Cudne są również jej okolice. W tym roku dzięki uprzejmości Natalii, miałam okazję odwiedzić Pomiechówek oraz Pomiechowo, po drodze zahaczając o Legionowo. Dodam, że w Legionowie byłam już trzeci raz i dla mnie to miasto ma jakąś niebywałą magię, ale o tym za chwilę ;-)

Pomiechowo jest najstarszą częścią wsi Pomiechówek. Od Warszawy oddalona jest o około 50 km. Miejscowość ta miała ogromne znaczenie w przeszłości, leżąc na skrzyżowaniu ważnych szlaków komunikacyjnych. Jeszcze w XIX wieku Pomiechówek był częścią pierścienia obronnego Twierdzy Modlin.


Jak w każdej szanującej się wsi, w Pomiechowie/Pomiechówku znajduje się kościół oraz cmentarz. Są też domy mieszkalne, ale przecież norma :>
Korzystając z pięknej pogody, a także okazji do spotkania się z Natalią, postanowiłyśmy, że wspólny dzień spędzimy na łonie natury. A miejsca było aż nadto. Spod kościoła św. Anny, gdzie zaparkowałyśmy, wzdłuż wału przeciwpowodziowego doszłyśmy do wiaduktu kolejowego, którym przeprawiłyśmy się na drugi brzeg Wkry. Idąc brzegiem rzeki doszłyśmy do Księżej Góry i tam spoczęłyśmy - podziwiając panoramę wsi i płynącą rzekę. Tam na spokojnie mogłyśmy nacieszyć się swoją obecnością i spokojnie porozmawiać. Miasta są piękne, ale po bardzo eksploatującym tygodniu w Krakowie aż chciało się spocząć i odpocząć. Odetchnąć i nacieszyć się naturalnym pięknem Polski.

Kościół pw. św. Anny
Klekotki ;)
Widok z Księżej Góry na Pomiechowo
Widok z dołu na Marchevkę :-D
Photo by Natalia.
Płynie Wisła, płynie...
To nie Wisła, to Wkra :)
Photo by Natalia.
Po słodkim lenistwie nad rzeką, postanowiłyśmy zebrać się i wrócić do Legionowa po nowozaślubionego męża Natalii (na weselu też byłam, początkiem czerwca :-D Zabawa udana do białego rana!). Pojechaliśmy na obiad. Takich kebabów jak w Legionowie, nie widziałam nigdzie indziej. Zaprawdę, jakby mi ktoś powiedział, że mogę się najeść warzywami w naleśniku, to bym nie uwierzyła. Spróbowałam - zaręczam, że legionowskimi można do syta ;-) A zdjęcia z Legionowa zostały zrobione w czerwcu, porankiem po weselu. Nie miałam aparatu, tylko telefon. Ale i tak nie przeszkodziło mi to zrobić kilku fotek na pamiątkę. Z tym miastem mam kilka przemiłych wspomnień. To miasteczko jest takie... Magiczne. Spokojne, bez turystycznych tłumów, ale z kilkoma przyjemnymi miejscami. No i ludzie - pierwszym poznanym mieszkańcem Legionowa był Tadeusz. Później Natalia i cała jej ferajna: mąż i najbliżsi znajomi.
Świetne miasto i cudowni ludzie. Aż chce się tam wracać!

Fontanna na rynku w Legionowie
Plan miasta...
Zdjęcie z serii: "Robione kotletem sojowym"
(czyli telefonem).
Źródło wody oligoceńskiej na rynku w Legionowie.

I tak to minął kolejny dzień, praktycznie ostatni z mazowieckich wojaży. Następne dni spędziłam w rodzinnym gronie, ciesząc się z każdej chwili tam spędzonej - kolejne spotkanie najwcześniej dopiero za rok. A już niedługo - Rumia i komplikacje turystyczno-kulinarne.

Pozdrawiam :D

5 komentarzy:

  1. Och, jak tam pięknie malowniczo! :D ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i co ja mam teraz napisać? Bo mój mąż mieszka w Pomiechówku, a ja tam jeszcze nie byłam...(korek115)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj koniecznie trzeba to zmienić :) Nie to, żeby Pomiechówek był jakąś wielką atrakcją, ale uważam, że jeśli jest okazja i najlepiej nieco więcej czasu, niż my miałyśmy, to warto się tam wybrać;) To taki prequel Ranczo - Wilkowyje! :D

    OdpowiedzUsuń

Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna. Dziękuję :)

Obserwatorzy