wtorek, 22 września 2015

Cmentarz wojenny w Wierszach, czyli wspomnienie majówki ;)

Na szlak wyruszyliśmy około 8 rano, a wszystko po to, żeby zachować jakąś przyzwoitość, bo zarówno ja, jak i tata, jesteśmy rannymi ptakami i na nogach byliśmy już po 6 rano. Ale na spokojnie zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy kawę i niecierpliwiąc się, ledwo wysiedzieliśmy do 8 w domu. Gdyby przed nami była dłuższa droga, zapewne nie wytrzymalibyśmy, ale przed nami było tylko 20 km. Miejscem docelowym naszej wycieczki był cmentarz wojenny w Wierszach. Szybka konsultacja telefoniczna z autochtonem, czyli wujem i już, lecimy. Słońce ni to było, ni nie było. Jadąc przez Zaborówek, podziwiałam stare mazowieckie drewniane chaty. Jeszcze trochę ich zostało, a duża część z nich nadal jest zamieszkana.



Do Wierszy dojechaliśmy bez większego problemu i błądzenia. Zdziwiłam się, gdy pod pomnikiem… zobaczyłam piach. Piasek taki jak nad morzem, a że las był iglasty, poczułam się jak na wydmie w Dźwirzynie ;) Dokładnie obejrzeliśmy pomnik, a następnie weszliśmy na teren cmentarza. Już kiedyś pisałam, że staram się przed wyjazdem nie oglądać zdjęć w Internecie, bo się albo nastawię niepotrzebnie na jakieś megaprzeżycia, albo jak już zobaczę, to tracę ochotę na wycieczkę, bo po co? Odnośnie cmentarza w Wierszach – wiedziałam, że jest, na grupach tematycznych na fb widziałam jakieś zdjęcia, ale nie wczuwałam się w nie. Pojechałam, zobaczyłam. Cmentarz jest mały, a w porównaniu z palmirskim – wręcz mikroskopijny. Położony w lesie, ładnie utrzymany, z solidnym ogrodzeniem i furtką.







Żeby jednak nie wracać tą samą drogą, pojechaliśmy dalej, Traktem Partyzanckim przez Janówek. Napotkanego przy drodze leśnika pytaliśmy o drogę na Gać Zaborowską, ale okazało się, że od miejsca, w które można dojechać samochodem trzeba wędrować piachem pustynnym jeszcze około 1,5 km. Zrezygnowaliśmy głównie przez brak czasu, bo czekały nas jeszcze spotkania z rodziną. Dojechaliśmy do krajowej siódemki, by po kilku kilometrach skręcić w stronę Palmir. Miejsce to odwiedziłam trzy lata temu i opisałam je TUTAJ, więc teraz się tam nie zatrzymywaliśmy.

Jadąc dalej brukową drogą w środku lasu, minęliśmy dwa przydrożne krzyże, a dalej dotarliśmy do Krzyża Jeżyków koło Pociechy, gdzie zrobiliśmy krótki przystanek na zdjęcia i mały spacer.
Jeszcze trochę poplątaliśmy się po puszczańskich duktach, dojechaliśmy też do owego szlabanu w Gaci Zaborowskiej i wróciliśmy do Zaborowa. Z 20 km zrobiło się nam sporo więcej, ale warto było. Jeszcze kiedyś naprawdę przejadę puszczę rowerem! ;)

Dopisek Savy: Kochani, Marchevka prosiła o przekazanie wiadomości, że wszystko u niej dobrze i serdecznie Was pozdrawia :)

sobota, 12 września 2015

Marchevkowo na folkowo - Podhale


Jak to gdzie? U podnóża Tatr, w dorzeczu Dunajca! Myślę, że akurat z lokalizacją Podhala problemu nie powinien mieć nikt. To chyba jedyny region w Polsce, co do którego granic także nie ma wątpliwości. Od północy graniczy z Gorcami, od południa zaś obszar wyznacza m.in. Zakopane, Bukowina i Kościelisko. Tę część nazywa się też „Skalnym Podhalem”. Sercem regionu jest Nowy Targ, natomiast nie można tu pominąć ważnej roli Zakopanego, Białki Tatrzańskiej czy Poronina.
Podhale jest za to dość ciekawe z etnograficznego punktu widzenia. Z jednej strony często uważane za oderwane od polskości poprzez podatność na wpływy zza Tatr, z drugiej zaś brane za ostoję pierwotnych piastowskich korzeni. Jak to zwykle bywa, w każdej plotce jest ziarnko prawdy, tak i tutaj znajdziemy zarówno czysty, polski, regionalny folklor, wzmocniony i uzupełniony innymi kulturami dzięki kontaktom z geograficznymi sąsiadami.
Nazwa regionu wzięła się rzecz jasna od jego lokalizacji oraz dawnego sposobu określania gór. Wincenty Pol pisał: Cała ta okolica, u stóp Tatrów położona, nazywa się Podhalem, czyli krainą u stóp hal albo alpejskich pasz leżącą, a Górale w Nowotarskiej Dolinie osiedli, nazywają siebie z chlubą Podhalanami.” Ksiądz Michał Głowacki ps. Świętopełk, folklorysta, 28 lipca 1830 roku w swoim dzienniku z podróży napisał, że „opuszcza on Hale i pod hale”. Z czasem drugie określenie zaczęto pisać łącznie.[1]
Podhalański strój ma długą, a co ciekawsze – udokumentowaną tradycję. Dzięki ikonografii i opisom można wyróżnić co najmniej pięć etapów jego rozwoju, a nawet i teraz ubiór ulega dalszym transformacjom. Na wzornictwo i krój stroju duży wpływ miały m.in. dwa ważne wydarzenia, które odmieniły zarówno styl życia mieszkańców, jak i postrzeganie regionu przez przyjezdnych. W latach siedemdziesiątych XIX wieku znany lekarz i miłośnik przyrody, Tytus Chałbiński, rozpropagował Zakopane jako miejscowość uzdrowiskową. Zakopane zaczęto nawet nazywać polskimi Atenami. Swoje dołożył też Witkacy dzięki stylowi zakopiańskiemu, związanemu z budownictwem i pamiątkarstwem. Nie mogło się to nie odbić na tym co noszono i jak noszono, zwłaszcza jeśli chodzi o ubiór kobiecy, mężczyźni byli bardziej konserwatywni.
Obserwując szykowne stroje dam przyjeżdżających z dużych miast, góralki chciały je naśladować. Turyści oznaczali większą gotówkę, za którą kobiety mogły nabywać gotowe chusty i kolorowe tkaniny, z których potem szyły coraz to śmielsze ubiory. Na głowach noszono chusty zwane szmatkami, wkładały je obowiązkowo mężatki, w ciepłe dni panny nie przykrywały włosów. Chusty wiązano pod brodą, ale nasza Marchevka chciała pochwalić się prawdziwymi koralami, które były szczególnie cenione i przekazywane z córki na matkę, dlatego też chusta zawiązana jest z tyłu. Wzór jest jedynie symboliczny. Ilość posiadanych chust świadczył o zamożności kobiety, kolor natomiast dobierano do rodzaju uroczystości. Na pogrzeby, w okresie Wielkiego postu i adwentu noszono szmatki skromne, w ciemniejszych barwach, natomiast w czasie wesel i świąt wybierano żywsze, kolorowe chusty. Na białą koszulę o przyramkowym kroju zakładano zwykle serdak lub gorset, który podkreślał figurę, a z dołu miał doszyte klapki zwane kaletkami. Różnobarwne gorsety z późniejszego okresu wyszywano haftem koralikowym. Lilia, chryzantema i dziewięćsił były głównym motywem haftu. Popularne stało się sznurowanie gorsetu grubą, czerwoną wstążką, zawiązywaną w kokardę. Po tym, jak zaprzestano noszenia zapasek, zaczęto szyć kolorowe spódnice gęsto marszczone pod paskiem. Najpopularniejszym rodzajem obuwia były kierpce, noszone zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Kierpce wykonywano z jednego kawałka świńskiej lub wołowej skóry ułożonego w ten sposób, że obuwie miało tylko dwa szwy: jeden z przodu, a drugi z tyłu. Na szczególne okazje zakładano sznurowane półbuty na obcasie. Oba rodzaje obuwia szanowane były na tyle, że drogę do kościoła przebywano boso, a buty wkładano dopiero w jego pobliżu. Oprócz korali kobiety nosiły także mosiężne lub bakfunowe pierścienie, kupowane od wędrownych handlarzy lub na targach.
Strój męski zachował więcej cech dawnego ubioru w porównaniu do stroju kobiecego. Od drugiej połowy XIX wieku noszono charakterystyczny, czarny kapelusz z wąskim rondem i wypukłą główką. Z czasem elementem dekoracyjnym stały się kostki, czyli małe muszelki ślimaka porcelanki (lub ich imitacja) naszyte na pas czerwonego rzemienia. Filcowy kapelusz natłuszczano masłem, żeby nie przepuszczał wilgoci. Na Podhalu mawia się, że w kapeluszu można nieść wodę z potoku i nie uroni się nawet kropli. Góral tak był przywiązany do swojego kapelusza, że zdejmował go niechętnie nawet w kościele. Białe, proste koszule, na początku gładkie, potem nieco zdobione haftem, pod szyją zapinano metalową spinką w kształcie rombu, którą z czasem zastąpiły guziki. Portki, czyli góralskie białe spodnie, były dość mocno dopasowane, więc z boku miały przypory, to znaczy rozcięcia umożliwiające wkładanie spodni. Na początku XX wieku powszechne stało się wyszywanie na portkach motywu zwanego parzenicą, o barwnym, sercowym kroju. Motyw ten mają także nasze nagłówki. Nakryciem wierzchnim noszonym na co dzień były serdaki szyte z baraniego futra. Gdy było sucho, noszono je runem do wewnątrz, a jeśli padał deszcz  – runem do wierzchu. Najwyżej ceniono serdaki o czarnym runie. Na wierzch nakładano też cuchy (cuhy) szyte z sukna. Białe stanowiły zwykle element stroju codziennego, od święta nosili je juhasi (młodzi pasterze, pomagający i podlegający bacy). Czarne cuchy nosili przy święcie zamożni bacowie (organizatorzy wypasu owiec na halach, wyrabiający sery) i gazdowie (gospodarze, właściciele ziemi i zagrody). Odświętne, dekorowane cuchy szyli specjaliści, ale niekiedy i sami górale. Słynny Sabała, czyli Jan Krzeptowski, muzykant, gawędziarz i pieśniarz, mawiał: Nim baba śniadanie uwarzi, to ja zatela cuche se uszyje. Białe cuchy zarzucano na ramiona, a rękawy czasami związywano na dole sznurkiem i w ten sposób uzyskiwano coś w rodzaju kieszeni do przechowywania różnych przedmiotów. Cuchę spinano na piersiach łańcuszkiem, rzemykiem lub czerwoną wstążką przewleczoną przez pętelki przyszyte od spodu. Na Podhalu noszono trzy rodzaje pasów: rzemienny wąski bez ozdób, szerszy z ozdobami i szeroki opasek zwany zbójnickim lub bacowkim. Opasek zszywano z dwóch warstw skóry, pomiędzy którymi było miejsce na dokumenty i pieniądze. Pas chronił przed zimnem i przepukliną. Na stopy mężczyźni wsuwali kierpce mocowane nawłokami, czyli sznurami lub paskami rzemiennymi. Od początku XX wieku rozpowszechnił się dwojaki sposób wiązania nawłoków: pod portkami lub na zewnątrz. Z czasem kierpce zyskały zelówki, a wersja damka miała nawet niewielki obcas. Uzupełnieniem stroju męskiego była ciupaga (codzienna i świąteczna) oraz nóż z drewnianym trzonkiem obkładanym paskiem blachy z mosiężnymi ćwiekami lub inkrustowanym cyną.[2]

Charakterystycznym i bardzo pięknym zwyczajem jest na pewno to, że na wszelkie uroczystości kościelne Podhalanie zakładają swoje odświętne, regionalne stroje, które dodatkowo podnoszą rangę wydarzeń i pokazują szacunek, jaki mieszkańcy mają dla tradycji. Szczególnie uroczyście świętowane jest Boże Narodzenie i Boże Ciało. Ponadto czczony jest kult Maryi wyrażany poprzez bogate obchody Święta Matki Boskiej Zielnej. Także wydarzenia życiowe, takie jak wesele, chrzciny czy I Komunia Święta mają piękną oprawę, jednak te wszystkie wymienione wydarzenia świętowane są w całym kraju, różniąc się tylko regionalnymi drobiazgami.
Całkowicie unikatową na skalę kraju są święta typowo góralskie, wynikające ze specyfiki trybu życia wiedzionego u podnóża gór. Do takich zwyczajów należy redyk. Tym mianem nazywano uroczyste wyprowadzenie owiec na pastwiska, które odbywało się w połowie maja, a także powrót do zagród na koniec września. Kiedy utworzono Tatrzański Park Narodowy, owce zaczęto wypasać dalej, w Pieninach, a niekiedy nawet w Bieszczadach. Na dalekie odcinki zwierzęta przewożone były pociągami, natomiast na bliższe odległości stada po prostu pędzono. Całym przedsięwzięciem kierowali bacowie z pomocą juhasów oraz honielników. Zapanować nad stadem pomagały także psy pasterskie.
Święto bacowskie obchodzone jest w drugiej połowie kwietnia w Sanktuarium Maryjnym w Ludzimierzu. Podczas uroczystości święcone są owce oraz drewno, a także woda, którą bacowie będą mogli poświęcić na halach pozostałą część stada. Z poświęconego drewna rozpala się pierwsze w sezonie ognisko, które będzie paliło się nieprzerwanie przez cały okres wypasania.
We współczesnej formie kontynuowane są zwyczaje przedwojenne, takie jak na przykład Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich. Jedną z głównych atrakcji jest konkurs kapel ludowych, w którym nagrodą są złote, srebrne i brązowe ciupagi przyznawane przez międzynarodowe jury. Niegdyś integralną częścią MFFZG był także Jarmark Podhalański w Nowym Targu, który dzisiaj jest samodzielną imprezą folklorystyczną. Obywa się w ostatni weekend sierpnia, a jego celem jest propagowanie dziedzictwa miasta i regionu. Zabawę otwiera uroczysta parada dorożek.
Podhale jednoznacznie kojarzy się z oscypkiem, jednak obok niego istnieje kilka innych specjałów. Bundz wyrabiany jest z owczego mleka z dodatkiem podpuszczki. Uzyskaną masę serową podgrzewa się, a następnie zostawia na całą dobę do ocieknięcia z serwatki, po czym leżakuje ona przez około dwa tygodnie. W czasie dojrzewania nabierze charakterystycznego, kwaskowatego smaku. W podobny sposób wyrabiana jest bryndza, z tą różnicą,  że może zawierać nie więcej niż 40% domieszki mleka krowiego od krów rasy polskiej czerwonej. Swój charakterystyczny smak zawdzięcza bryndza specyficznej roślinności Podhala, która nie rośnie w innych regionach kraju. Osławiony oscypek jest znany chyba wszystkim i tego pana przedstawiać nie trzeba. Początkowy etap jego produkcji wygląda tak samo, jak produkcja bundzu, ale w czasie odciskania zamacza się go w gorącej wodzie, a po uformowaniu w oscypiorce, przez dobę leżakuje w solance, która ma właściwości bakteriobójcze oraz „wyciąga” z sera pozostałą wodę. Po tym procesie powstający oscypek przechowywany jest na górnych półkach w bacówce. Ulega procesowi wędzenia poprzez dym wiecznie płonącej watry.
Nie samym serem jednak góral żyje, do pracy zabierał więc często moskola. Moskol to podłużny placek o wymiarach około 7x10 cm i grubości 1 cm, pieczony z ziemniaków, owsa, kapusty i jarzca. Podawano go z masłem, bryndzą lub wędzoną słoniną. Często podgrzewano go nad ogniskiem.
Zupa zaproska nazywana była też biedną zupą ze względu na prostotę składników i ich ogólną dostępność. Głównymi jej składnikami były m.in. suszone grzyby, gałązki mięty, ziele angielskie, liść laurowy, marchewka i koperek. Niegdyś przyrządzana w każdym domu w Wielkim Poście oraz na Wigilię, dzisiaj gotowana tylko w nielicznych gospodarstwach.
W związku z nieurodzajnymi ziemiami Podhala, ziemniaki były nielicznymi uprawami dającymi plony, przez co stanowiły ważny element góralskiej kuchni. Wykonywano z nich np. tarcioki, czyli kluski gotowane w osolonej wodzie. Ciasto wykonywało się tak jak na dzisiejsze placki ziemniaczane, czyli do startych ziemniaków dodawano surowe jajko i mąkę, przy czym krochmal odcedzano od ziemniaków przed dodaniem pozostałych składników, a wszystko razem łączono ponownie tuż przed gotowaniem. Danie podawano ze skwarkami.
Tkactwo
W prawie każdym domostwie znajdował się warsztat tkacki, a umiejętność przędzenia wełny z owczego runa przekazywana była z pokolenia na pokolenie po linii żeńskiej. Z uzyskanej wełny wytwarzano ubrania oraz materiały użytku codziennego.






Kuśnierstwo
Na Podhalu do dziś działa okołu 400 zakładów produkcyjnych. Zaprzecza to tezie, jakoby moda na kożuchy czy inne produkty z owczej skóry przeminęła. Należy zauważyć też, że mimo ogólnego postępu technologii, zakłady kuśnierskie działają na tej samej zasadzie, co kiedyś, jedynie nieznacznie unowocześniono maszyny, jednak zasada ich działania jest nadal taka sama.
Gwara podhalańska należy do rodziny gwar małopolskich. Jest obecnie najlepiej zachowaną gwarą w Polsce. Do jej popularyzacji niewątpliwie przyczynił się swoimi wierszami Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Do cech charakterystycznych gwary podhalańskiej zaliczamy:
  1. Mazurzenie;
  2. Udźwięcznienie głosek bezdźwięcznych: skoroś – skoroź;
  3. Wymawianie o i u jako ł, najczęściej na początku wyrazów;
  4. Wymawianie ch jako k;
  5. Konstrukcja pluralis maiestaticus, czyli zwracanie się do osób starszych w 2 osobie liczby mnogiej;
  6. Wyraźny wpływ języka słowackiego w zastępowaniu polskich ą i ę jako u i wymianę g na h: rąbać - rubać, kogut – kohut;
  7. Słownictwo rodzime, typowe dla Podhala, zawierające unikatowe określenia dla zjawisk występujących tylko w tym regionie, ale także nazwy rzeczowników zdecydowanie różniące się od nazw używanych na pozostałym obszarze kraju.
Najbardziej znanym i charakterystycznym tańcem podhalańskim jest oczywiście zbójnicki. Tańczony przez co najmniej 4 mężczyzn i składa się z 6-10 figur. Zaczyna się od marszu, w czasie którego tancerze tworzą krąg. Następnie, po przyśpiewce, wykonywane są kolejne figury: wysokie skoki, przysiady z naprzemiennym wyrzucaniem nóg do przodu, krzesanie, czyli podskoki z klaskaniem rąk po stopach i różne kombinacje z wykorzystaniem ciupagi. Zbójnicki jest bardzo wyczerpujący, dlatego też marsze między figurami stanowią nie tylko przejście między kolejnymi elementami tańca, ale także okazję do krótkiego odpoczynku.


Muzyka góralska, podobnie jak ta z innych regionów Polski, tworzona była spontanicznie i anonimowo. Twórcy czerpią inspirację z autentycznej potrzeby serca oraz tego, co w duszy gra. To niekoniecznie artystyczne wynurzenia, skupiające się na tym, co jest częścią kultury Podhala, m.in. o Tatrach czy też zbójnickich opowieściach.

W skład tradycyjnej góralskiej kapeli niegdyś wchodziły gęśle, dudy i fujarki. Obecnie tworzy ją czterech muzyków, z których głównym jest prymista prowadzący melodię. Gra on na skrzypcach, opierając je na barku lub piersi i dzięki swoim umiejętnościom może zastąpić każdego członka zespołu, natomiast sam ma dwóch lub trzech zastępców, tzw. przeręcacy.
Sekunda to drugie skrzypce, tworzące wraz z basami rytm i akompaniament muzyki góralskiej. Basy zaś to instrument z drzewa jesionowego (niekiedy też jaworowego bądź świerkowego), przypominający mały kontrabas ze strunami wykonanymi z owczych jelit.

Do postaci Stanisława Ignacego Witkiewicza „Witkacego” żywię raczej obojętność zbliżoną niechęci. Dwukrotnie miałam okazję obejrzeć wystawę jego prac w słupskim Muzeum Pomorza Środkowego i zupełnie mnie owe dzieła nie urzekły, jednak twórcom z zakopiańskiego Teatru im. St. I. Witkiewicza należy się słówko wspomnienia za dobrą robotę, jaką wykonują i za to, że poszli pod prąd, kiedy zupełnie nikt na nich nie stawiał.
Teatr inauguracyjne przedstawienie wystawił 24 lutego 1985 roku, wcześniej żadna tego typu instytucja nie utrzymała się na dłużej. Zakopane uważane było za miejscowość sezonową, idealną dla teatrzyków obwoźnych, bez perspektyw dla przedsięwzięć stacjonarnych. A jednak... Przeczytajcie, jak początki istnienia Teatru zostały opisane na stronie internetowej instytucji:
Czy grupie adeptów krakowskiej szkoły teatralnej uda się przełamać tę fatalną tradycję? Okoliczności przemawiały raczej za tym, że czeka ich podobny los do poprzedników. Był początek roku 1985. Trudny czas dla wszystkich, a zwłaszcza dla tych, którzy próbowali przełamać panującą od stanu wojennego społeczną apatię i inercję. U decydentów budzili zrozumiałą obawę, że mogą zrobić coś nieprawomyślnego, z czego trzeba będzie się tłumaczyć wyższym czynnikom. Władze Zakopanego chyba tym się kierowały i nie ułatwiały im startu, licząc po cichu na to, że młodzi z powodu trudnych warunków szybko się zniechęcą i poszukają miejsca gdzie indziej. Nawet ci, którzy życzyli im jak najlepiej, brali także pod uwagę taki koniec, pamiętając o wielu podobnych zespołach, które w naturalny sposób rozpadały się po jakimś czasie.
A jednak stał się cud! Cud św. Witkacego, który co prawda często płatał figle i tzw. szpryngle, to jednak dla młodych zapaleńców, którzy – na przekór jego czarnej legendzie pokutującej w Zakopanem – wzięli go za patrona, okazał się dobrym duchem opiekuńczym. Premiery Autoparodii, Życia snem, Dr Faustusa, a zwłaszcza Cabaretu Voltaire, były wydarzeniami, których rozgłos i powodzenie przerosły oczekiwania zespołu. Ci, którzy oglądali wielogodzinny „seans dadaistyczno-surrealistyczny”, jakim był Cabaret Voltaire, do dziś pamiętają niezwykłą atmosferę beztroskiej, nieco zwariowanej i absurdalnej zabawy, która w tamtym ponurym okresie zarażała nas śmiechem i działała niemal jak katharsis. Publiczność nie chciała puścić aktorów ze sceny, a ci ochoczo powtarzali po kilka razy ulubione piosenki (...) i niektóre nonsensowne skecze. Przedstawienie przedłużało się nieraz do samego świtu, a widzowie opuszczając w końcu teatr nucili Żegnaj smutku. (...)
Teatr stał się modny, wypadało w nim bywać, dla krytyki był przez kilka lat beniaminkiem. Po roku 1990 sytuacja radykalnie się zmieniła. Większość krytyków odwróciła się od niego, zniechęciły się elity, odżegnało się nowe pokolenie twórców. Pojawiły się ostre głosy krytyczne i zachęty do wyboru innej drogi. Na szczęście Andrzej Dziuk i jego zespół okazali się odporni nie tylko na tego rodzaju perswazje, ale także na różnego rodzaju mody i techniczno-inscenizacyjne nowinki. Pozostali wierni sobie. Oczywiście zmieniał się profil repertuarowy, odchodzili aktorzy, pojawiali się inni, były wzloty i upadki. I tak, podążając własną drogą, teatr wkroczył w wiek dojrzały. Na mapie teatralnej kraju ma swoje odrębne miejsce jako teatr „osobny”, w którym – wbrew panującym tendencjom – szanuje się tekst i najważniejszy jest aktor. Terminem „osobny” Marta Fik określiła teatry autorskie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku działające na obrzeżach teatru oficjalnego. Teatr Witkacego wiele z nimi łączy. Przede wszystkim to, że piętno „osobności” nadaje mu jego twórca i dyrektor, który od początku niezmienne kieruje się określonym systemem wartości, stanowiącym fundament postawy światopoglądowej. Jej wykładnią były najważniejsze przedstawienia w tym teatrze od Wielkiego teatru świata, przez Sonatę b Witkacego, do Barabasza Lagerkvista, które mieszczą się w szerokiej formule współczesnego teatru misteryjnego. Trzeba mieć odwagę, aby uprawiać taki teatr w postmodernistycznym świecie, w którym relatywizacji i degradacji ulegają wszystkie wartości.[3]
Podhale inspirowało i „ściągało” w swoje strony wielu artystów. Góry bowiem wyzwalały w nich poczucie wolności oraz pomagały niemal namacalnie poczuć potęgę natury. Jednym z większych pasjonatów regionu był urodzony w Ludzimierzu Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Większość jego wierszy to liryki poświęcone Tatrom. Wydał 5 tomów „Na Skalnym Podhalu”, w których podjął się spisania w oryginalnej gwarze góralskich gawęd i podań ludowych. Jego twórczość tak bardzo wrosła w świadomość nie tylko Podhalan, ale i wszystkich Polaków, że dzisiaj nie wszyscy wiedzą, że niektóre popularne przyśpiewki nie są ludowymi utworami, ale wierszami właśnie Kazimierza Przerwy-Tetmajera.
Hala
Cudna, złota jutrzenko wśród mroków granitu!
Senna zatoko pośród spiętrzonych fal cieśni!
jasne kwiecie wśród lasu; cicha słodka pieśni
wśród szumu trąb grzmiącego pod sklepy błękitu... 
O halo górska! oczy omdlały z zachwytu -
twój widok rozśpiewi duszę i rozesni
i marzyć na twym łonie zielonym bezkreśniej,
niż tam - na czole skalnej piramidy szczytu. 
Tu oczy obróciwszy ku złotemu słońcu
i ku białym obłokom na błękitnym niebie,
można świata zapomnieć i zapomnieć siebie - 
utopić duszę całą w wód i lasów szumie
i w tej upadającej bezkreśnej zadumie
chcieć śnić do życia końca i po życia końcu... 
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Kornel Makuszyński wsławił się satyrami na temat aktualnych problemów Zakopanego jeszcze przed I wojną światową, a później w okresie międzywojnia. Do dziś odbywa się zainaugurowany przez pisarza bieg narciarski z przeszkodami nazywany Biegiem Koziołka Matołka.
Z Podhalem związany był także Jan Kasprowicz, poświęcając wiele miejsca w swej twórczości Tatrom i Podhalu, a przez szereg lat zatrzymywał się w Poroninie, gdzie tworząc, przetrwał początkowy okres I wojny światowej.
Władysław Orkan, którego prawdziwe imię i nazwisko brzmiały Franciszek Smaciarz, urodził się w Gorcach, ale młodość i późniejsze życie spędził na Podhalu. Jego twórczość, także prozatorska, opisywała życie na gorczańskiej wsi oraz podhalańską biedotę. Najważniejszym jego dziełem, a wręcz biblią Podhala, stały się „Wskazania synów Podhala” opublikowane w 1930 r.
Legenda ta pochodzi z czasów, kiedy Tatry były porośnięte gęstą, nieprzebraną puszczą. Trudny dostęp do tych obszarów skutecznie blokował osadnictwo. Jedyne osady na tych ziemiach znajdowały się w dolinie rzek Białego i Czarnego Dunajca. Mimo iż puszcza tatrzańska, była bogata w owoce leśne, zwierzęta i ryby, zapuszczali się w nią jedynie myśliwi.
I to też tylko na jej obrzeża, aby nie zabłądzić i by móc powrócić do domu. Górale tęsknie patrzyli na majestatyczny szczyt góry, marząc, aby osiedlić się na jej zboczach. Wśród nich żył Piotr, młody gazda z Szaflar. Jak wielu innych, tak i on chciał żyć blisko tej wspaniałej góry. Pewnego dnia Piotr postanowił opuścić rodzinny dom i spełnić swoje marzenie. Zabrał niezbędną ilość jedzenia, ciupagę i kilka przydatnych narzędzi i udał się w góry. Jego podróż nie trwała długo, dotarł w końcu na niewielką polanę leżącą przy potoku. Zachwycony swoim znaleziskiem postanowił, że tym miejscu wybuduje swoją własną chatę i tutaj będzie żył.
Przez kolejne dni Piotr ciężko pracował. Wyrąbywał las, suszył drzewo, budował dom, wypalał pnie i palił gałęzie, aby użyźnić ziemię. Na wylesionych terenach uprawiał ziemniaki, siał zborze i warzywa. Praca była ciężka i zajmowała Piotrowi sporo czasu, młodzieniec zmężniał, dorósł i wyprzystojniał. Marzenia Piotra spełniały się dzięki jego poświeceniu, czasem młody gazda odwiedzał wioski w dolinie Dunajców.
W owych wioskach z powodu jego pasiastego odzienia nazywano Piotra Gąsienicą. Ta przywara nie tylko nie przeszkadzała Piotrowi, ale i bardzo się spodobała, sam często o sobie mówił Piotr Gąsienica. Polanę, na której mieszkał, nazywano natomiast „Kopana”, ze względu na to, że została przekopana przez młodego gazdę.
Pewnego dnia Piotra w jego domu odwiedził starszy brat Jędrzej, który spędził u niego kilka dni. W tym czasie sporo rozmawiali, wspólnie pracowali. Jędrzej opowiedział Piotrowi o pięknej dziewczynie imieniem Kasia, mieszkającej w jego wsi. Kiedy Jędrzej miał wracać do siebie, zaproponował, że zabierze Piotra ze sobą i zapozna z urodziwą Kasią, młodzieniec z radością przyjął propozycję.
Gdy dotarli na miejsce i trochę odpoczęli, Jędrzej przedstawił Kasię swemu bratu. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, a i rodzicom Panny spodobał się taki pracowity zięć. Niedługi czas po pierwszym spotkaniu młodzi otrzymali błogosławieństwo i wzięli ślub. Zamieszkali w domu Piotra na Kopanej. Ludzie zaczęli powiadać, że dziewczyna „Poszła za Kopane”, a z czasem nazwa ta przyjęła się do miejsca w którym mieszkali Piotr i Kasia wraz ze swoimi dziećmi. Po kilkunastu latach ich dzieci wybudowały własne domy i założyły rodziny, potem ich wnuki i prawnuki. Do dziś powiada się, że „W Zakopanem kapusta nie urośnie, bo za dużo jest Gąsieniców.”[4]
Dla naszych milusińskich wycinanka do pobrania TUTAJ ze specjalnymi życzeniami powodzenia w nowym roku szkolnym!
  1. Boże Narodzenie po góralsku to Godniy Świynta. Nie dawano prezentów z tej okazji, co prawdopodobnie jest ewenementem na polską skalę.
  2. Wytwarzane sery podhalańskie, oprócz oczywistego przeznaczenia żywieniowego, stanowiły także zapłatę juhasom za pracę na halach.
  3. Przełęcz Kondracka Wyżna nazywana jest Herbacianą Przełęczą dzięki góralkom, które przez długie lata sprzedawały w tym miejscu herbatę oraz kwaśne mleko.
  4. Najpiękniejsze mundury w polskich służbach mundurowych mają funkcjonariusze Orkiestry Reprezentacyjnej Straży Granicznej z Nowego Sącza. Miałam okazję oglądać ich występ w czasie Centralnych Obchodów Święta Straży Granicznej w Kołobrzegu w 2005 roku. TUTAJ link do galerii orkiestry, mundury nawiązują do strojów góralskich.
Moja obecność na Podhalu ograniczyła się do tegorocznego spaceru z widokiem na góry, jednak czy to aby na pewno były Tatry, to pewności już nie mam, bo w linii prostej byłam od owych gór jakieś 100 km. Ale było ładnie, było miło, więc przyjmijmy, że faktycznie były to Tatry, a ja żegnałam dzień spoglądając w stronę Nowego Targu. A teraz idę się oddać radosnej twórczości własnej, bo jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się turystycznie pisać o czymś, czego na oczy nie widziałam. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz ;-)


Zakopane
Uważane jest za polską stolicę sportów zimowych, ze szczególnym uwzględnieniem narciarstwa, jednak nie tylko. Jest tutaj tor saneczkowy, a także skocznia narciarska. Niegdyś był także stolicą polskiego hokeja, jednak pałeczkę tuż przed II wojną światową przejął Nowy Targ. Ale poza zimą także w Zakopanem jest co robić, bo poza oczywistymi malowniczymi szlakami turystycznymi, w miejscowości mieści się około 10 galerii i muzeów.

 
Poronin
Z Poroninem historia jest taka: kiedyś latem widziałam pociąg bezpośredni z Kołobrzegu do Poronina i wymyśliłam sobie, iż któregoś dnia zrobię tak, że pojadę takim pociągiem do tego Poronina, połażę tam, nawdycham się świeżego powietrza górskiego i wrócę nad morze jeszcze tego samego dnia ;-)

Nowy Targ
Stolica Podhala, polskiego hokeja oraz... motocyklowego trialu! Od 1974 roku odbywa się tutaj Międzynarodowy Rajd Tatrzański im. Kazimierza Jurkowskiego organizowany przez nowotarski Auto Moto Klub Gorce działający od 1950 roku. W mieście znajdziemy także trochę zabytków, ale przede wszystkim, jak to w górach, prym wiodą liczne szlaki turystyczne.

Tekst
Marchevka i Sava przy wykorzystaniu następujących źródeł:
  1. E. Piskorz-Brenekowa, Polskie stroje ludowe [1], [2];
  2. Polskatradycja.pl bezpośredni cytat [4];
  3. SerwisPodhalański;
  4. Podhale. Trzy epoki, praca zbiorowa;
  5. Wikipedia.org;
  6. Witkacy.pl bezpośredni cytat [3].
Redakcja tekstu – Sava

Materiały graficzne
Ubrania państwa Marchevków – Sava:
Strój damski
- chusta – sklep internetowy z folkowymi strojami, po modyfikacjach;
- koszula, kołnierzyk, korale – projekt autorski;
- gorset – sklep internetowy z folkowymi strojami, po modyfikacjach;
- spódnica –  polalech.pl, po modyfikacjach;
- kierpce – sklep internetowy z folkowymi strojami, po modyfikacjach.

Strój męski
- kapelusz – E. Piskorz-Brenekowa, Polskie stroje ludowe, po modyfikacjach;
- cucha – sklep internetowy z folkowymi strojami, po modyfikacjach;
- pas – polalech.pl, po modyfikacjach;
- koszula – sklep internetowy z folkowymi strojami, po modyfikacjach;
- portki – sklep internetowy z folkowymi strojami, po modyfikacjach;
- kierpce – sklep internetowy z folkowymi strojami, po modyfikacjach.

Zdjęcia:
  1. Warsztat tkacki – archiwum własne, Kraków 2015;
  2. Pozostałe zdjęcia są skanami ilustracji książki „Podhale. Trzy epoki”.
Nagłówki – Sava;
Wycinanka – Sava;
Mapka konturowa – Marchevka.

Obserwatorzy