piątek, 5 stycznia 2018

Wąskimi uliczkami Kościerzyny

Kościerzyna leży na Pojezierzu Kaszubskim, w województwie pomorskim. Miasto liczy niecałe 24 tysiące mieszkańców, więc nie jest to zbyt wielka miejscowość. Ma jednak w sobie urocze zakątki, które można zwiedzić w czasie krótkiego odpoczynku w trasie. Wersja niespieszna, ale mało szczegółowa to kilkadziesiąt minut spaceru, a jeśli ktoś ma więcej czasu - także się nie będzie nudził. Cztery Muzea (m. in. jedno z trzech w Europie Muzeum Akordeonów oraz Ekspozycja Niewypałów I i II Wojny Światowej), centrum kultury, basen to tylko niektóre z atrakcji, które mogą zainteresować turystów. Dzisiaj zabiorę Was na spacer urokliwymi wąskimi uliczkami Kościerzyny, na miejski rynek, a w dalszej części opowiem, skąd w herbie znalazł się niedźwiedź.

Zatrzymaliśmy się na parkingu pod centrum handlowym, nieopodal pomnika Józefa Wybickiego. Parking jest płatny, ale gwarantuje bezproblemowe znalezienie wolnego miejsca, a także pozwala rozpocząć zwiedzanie miasta od obejrzenia pomnika Józefa Wybickiego. Umiejscowienie monumentu co prawda może trochę zadziwiać, ale należy zaznaczyć - pomnik był pierwszy, bowiem jego odsłonięcie nastąpiło w 1975 roku, a Galeria Wybickiego oficjalnie otwarta została w 2014 roku. Urodzony w pobliskim Będominie twórca polskiego hymnu w kaszubskiej świadomości zajmuje znaczące miejsce, toteż fakt, że 8-metrowy pomnik, największy w kraju, nie powinien być sensacją :)


Po drugiej stronie parkingu mieści się muzeum zabytkowych aut amerykańskich. Chociaż temat zza oceanu nie pasjonuje mnie jakoś wybitnie, gdybym miała więcej czasu, skusiłabym się i za dyszkę obejrzała zaoceaniczny wycinek historii. Może kiedyś nadrobię, wszak kierunek Kościerzyna obieram ostatnio dość często :)
















Spacerem dotarliśmy do Kościoła Świętej Trójcy, mający status sanktuarium maryjnego. Neobarokową świątynię wzniesiono w latach 1914-1917. Wyposażenie kościoła pochodzi głównie z XVII i XVIII wieku. Jedynie obraz "Ukrzyżowanie" został namalowany w XVI wieku. Obecnie trwa remont elewacji, przez co zabytek obstawiony jest rusztowaniami. Będzie ładnie!


Z kościoła udaliśmy się na kościerski rynek, którego układ wraz z ulicami został wpisany do rejestru zabytków. Wśród zabytkowych kamieniczek okalających centrum miasta znajduje się zabytkowy XIX-wieczny ratusz, w którym dziś mieści się Muzeum Ziemi Kościerskiej. Fontanna zamontowana w płycie rynku dodaje miejscu uroku. Spocząć można u boku Remusa, bohatera powieści Aleksandra Majowskiego, o których pisałam w kaszubskiej części Folkowego Cyklu.
Z rynku droga prosta pod górę ;) na Wzgórze Księżniczki Gertrudy, którego nazwę oficjalnie ustanowiono sześć lat temu, upamiętniając córkę księcia Sambora II z Tczewa. Na szczycie znajduje się siedziba Urzędu Miasta.




Ostatnim punktem, do jakiego zawitaliśmy, był kościół Zmartwychwstania Pańskiego.Pierwotnie wzniesiony jako kościół ewangelicki w ostatniej dekadzie XIX wieku. Neogotycka budowla początkowo była miejscem kultu religijnego luteran, tuż po II wojnie światowej przekształcona została w świątynię szkolną pw. św. Jana Nepomucena. Kilka lat później kościół opieką objęli przybyli do Kościerzyny zakonnicy ze Zgromadzenia Zmartwychwstania Naszego Pana Jezusa Chrystusa (tzw. zmartwychwstańcy). W kościele zachowały się oryginalne dzwony oraz autentyczny mechanizm zegarowy z trzema tarczami umieszczonymi na wieży. Wszystkie te elementy posiadają napisy wskazujące na datę i miejsce odlania: Bochum, 1893. 
Uliczkami wąskimi, które zawsze wzbudzają we mnie zachwyt, bez względu, czy mieszczą się one w Karlinie, Warszawie, czy Kościerzynie, wróciliśmy na parking i pojechaliśmy dalej... A gdzie? To niech już zostanie naszą słodką tajemnicą :)



A na koniec: w Kościerzynie elementem przewodnim jest niedźwiedź. Jest on ułożony z kostki na płycie rynku, a także odlany na pokrywach studzienek kanalizacyjnych. Wiele pamiątek zawiera symbol pokaźnego miśka pod lipową gałęzią. Genezę symbolu możemy znaleźć w znanej kaszubskiej legendzie, którą przytoczę w oryginale.

Legenda związana z powstaniem herbu Kościerzyny opowiada o groźnym misiu, który żył ongiś w borach tutejszych i, co gorsza, napadał na ludzi i bydło. Był prawdziwym postrachem biednych gburków. Wreszcie znalazło się dwóch odważnych mężczyzn, ojciec i syn, którzy zabili niedźwiedzia. Czynem tym zyskali uznanie tak ogromne, że lud leśny obrał ich swymi wodzami. A gdy w miejscu pokonania kudłatego wroga zbudowany został gród przyjęto do herbu, wizerunek misia. Lipa przybyła później, wzięła się stąd, że w kościerskiej “Karczmie pod Niedźwiedziem ” pijano chętnie miód. A miód to lipy. Było zresztą tych drzew w okolicznych lasach sporo, tak że w mieście wyrabiano słodki trunek nawet dla Gdańska.[1]


I na tym zakończyliśmy tamtą kaszubską przygodę, na odchodne kupując w piekarni Jarzębińskich pyszne ciasta, chleb oraz słoiczek kaszubskiego miodu. To by było na tyle, jestem ciekawa, czy nowe rozmieszczenie zdjęć jest czytelne i ciekawsze? Liczę na Wasze spostrzeżenia, nie tylko związane z blogiem, ale także ze wspomnieniami, nie tylko kościerskimi, ale także z całym regionem. Folkowa część o Kaszubach udowodniła, że lubicie te smaczki, więc...? :)

Przypisy:
[1] Bohaterowie kaszubskich legend
Zdjęcia zostały wykonane przez Marchevkę w Kościerzynie dnia 02.09.2017 r.
Tworząc tekst, informacje uściślałam na podstawie Wikipedii.
Więcej grzechów nie pamiętam ;) 

sobota, 9 grudnia 2017

viator Pomeraniae - ruiny kościoła w Trzęsaczu


Trzęsacz to wieś nadmorska w województwie zachodniopomorskim, w powiecie Gryfickim w gminie Rewal. Pierwsze historyczne dane o miejscowości pochodzą z 1331 roku. Wbrew nadmorskim skojarzeniom, ludność Trzęsacza w średniowieczu zajmowała się głównie rolnictwem. Wieś bowiem pierwotnie znajdowała się prawie 2 km od brzegu morskiego. Dopiero wskutek abrazji morze zaczęło zabierać ląd, co uczyniło Trzęsacz miejscowością nadmorską. Pierwsze próby zatrzymania niszczącego procesu podjęto już w połowie XVIII wieku. Na niewiele się jednak dały te wysiłki. W XIX wieku odległość brzegu od świątyni wynosiła zaledwie 1 metr! Z biegiem lat Trzęsacz stał się osadą rybacką. Na rozwój gospodarczy wpłynęło uruchomienie w końcówce XIX wieku Gryfickiej Kolei Wąskotorowej, łączącej Gryfice z Pogorzelicą. Znaczenie turystyczne miejscowość zyskała dopiero w XX wieku.
Na przestrzeni wieków Trzęsacz przechodził  z rąk do rąk pruskich rodów. W średniowieczu pierwszym notowanym w źródłach historycznych właścicielem był Heinrich von Knutt. Następnie władanie nad ziemiami przejął ród Flemmingów, a ostatnimi właścicielami w latach 1884-1945 byli von Kollerowie. Trudno jednak o dokładne dane: kto, kiedy i w jaki sposób wchodził w posiadanie ziem, zatem, by uniknąć minięcia się z prawdą historyczną, w tym wpisie ominę rozdział genealogiczny. W zamian zaś pojawi się nowy, inny, mam nadzieję, że równie ciekawy i interesujący.
Kościół pw. św. Mikołaja został wybudowany w stylu gotyckim na przełomie XIV i XV wieku. Pierwotnie świątynia znajdowała się około 2 km od morskiego brzegu. Kościół na przestrzeni lat był doposażany i remontowany. W XVII wieku zyskał renesansowe i barokowe wyposażenie, m.in. chrzcielnicę i ołtarz. W przykościelną dzwonnicę dwukrotnie uderzył piorun, po czym została rozebrana. Na jej miejsce postawiono nową z dwoma dzwonami (dwa dzwony działały jak piorunochron?) Jak miało to często miejsce, także w Trzęsaczu funkcjonował przykościelny cmentarz, który morze zaczęło zabierać w XIX wieku.


W kościele nabożeństwa odprawiano do marca 1874 roku, kiedy brzeg
znajdował się już zaledwie metr od świątyni. Miejsce kultu ostatecznie zamknięto niecałe pół roku później. Wyposażenie przeniesiono do katedry w Kamieniu Pomorskim i do kościoła w Rewalu, natomiast część pozostałych zabytków trafiło do muzeów w Szczecinie i Berlinie.
Ciekawostką jest dynamiczny postęp erozji brzegowej, którą obrazuje wykres 1. Konsekwencją niszczącej działalności fal morskich jest postęp upadku świątyni, który obrazuje wykres 2.

Wykres 1 Odległość kościoła od morskiego brzegu (w metrach).

Wykres 2 Kalendarium upadku kościoła św. Mikołaja w Trzęsaczu
Poniżej przedstawiam zdjęcia ze strony Zachodniopomorskiego Konserwatora Zabytków, upamiętniające wcześniejsze lata świątyni. Kolejno na zdjęciach: kościół w 1873 - widok od lądu, 1873 - widok od morza, 1909 i 1967.


Obecnie zachowany fragment to część ściany południowej. Walka z żywiołem trwa nadal, a lokalne władze ciągle stosują nowe wybiegi, by walczyć z niszczącą siłą żywiołu. Obecne zabezpieczenie klifu na początku nowego tysiąclecia wykonała prywatna firma. Zastosowano opaskę brzegową zabezpieczającą klif przed postępującą erozją. Siatkowe kosze wypełniono kamieniami i zaopatrzono w specjalną warstwę tkaniny, umożliwiającej wykonanie zielonych nasadzeń. Byś może nie wygląda to zbyt elegancko, jednakże wobec pomysłów przeniesienia ruin wgłąb lądu, bądź pozwolenia na unicestwienie ich, jest to chyba jedyne możliwe na ten moment rozwiązanie. Zabytkowa ściana kościoła w Trzęsaczu jest jedyną taką atrakcją w całej Europie.


Wokół nadmorskiego kościółka roztacza się atmosfera tajemniczości. Jest to jedyny tak rozsławiony obiekt, o który tak zaciekle walczy morski żywioł i którego ludzie nie chcą oddać. Najbardziej znana legenda przytacza postać Zielenicy - bogini morza, którą złowili w swoje sieci miejscowi rybacy. Wraz z miejscowym proboszczem, który dziewczynę chciał ochrzcić, uwięzili ją w tutejszym kościele. Zakładniczka umarła z tęsknoty i została pochowana na przykościelnym cmentarzu. Według legendy, jej ojciec Bałtyk walczy o odzyskanie ciała córki i przeniesienie jej na dno. W tym celu posyła wielkie fale, mające zagarnąć ląd.

Bibliografia
Tekst:
1) Marchevka;

Grafika:
1) Wizerunek Marchvi włóczykijowej - Sava;
2) Mapka Trzęsacza w nagłówku - Archiwum Map Zachodniej Polski;
3) Grafiki i zdjęcia działu Historia - Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Szczecinie;
4) Wykresy - Marchevka;
5) Zdjęcia aktualne - Marchevka, Trzęsacz, 17.01.2015 r.

niedziela, 5 listopada 2017

Jesienny Kołobrzeg

W tym roku jesień uraczyła nas pięknymi barwami. Niektóre kadry są Wam znajome z fanpage albo z instagrama, ale nie wszystkie. Dzisiaj zabieram Was na spacer po uroczych zakamarkach Kołobrzegu, ozdobionych złotym słońcem października i listopada :)

Kołobrzeg, 01.10.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 01.10.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 12.10.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 12.10.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 18.10.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 18.10.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 18.10.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 18.10.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 18.10.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 18.10.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 18.10.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 18.10.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 05.11.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 05.11.2017,©Marchevka.
Kołobrzeg, 05.11.2017,©Marchevka.

piątek, 20 października 2017

Historia pewnej poduszki, która z Sosnowca, przez Warszawę do Kołobrzegu dotarła :D

Kilka miesięcy temu dostałam pewien ważny telefon. Po rozmowie mój świat na chwilę stanął na głowie. Dwa miesiące temu doszło do pojedynku ostatecznego – zostałam dawcą komórek macierzystych dla osoby chorej na nowotwór krwi.

Kiedy jechałam do szpitala, okazało się, że nikt z moich bliskich nie może mi towarzyszyć w tym czasie. W akcie desperacji wstawiłam informację na FB, z zapytaniem, czy może ktoś… I pojawiła się taka osoba. Nie zważała na to, że musi zostawić firmę pod opieką męża, który zajmuje się logistyczną stroną działalności gospodarczej. Nie zważała na to, że jeśli mąż będzie musiał pilnie wyjechać, sklep zostanie zamknięty podczas jej nieobecności, a co za tym idzie – nie zarobi. Kto prowadzi własną firmę, doskonale zna konsekwencje takich poczynań. Jednak w tamtym czasie dla tej osoby pieniądze nie były ważne. Zadzwoniła i powiedziała: Natalia, nie martw się, przyjadę i będę z Tobą.

Po tamtych wydarzeniach została mi legitymacja dawcy przeszczepu, świetne wspomnienia z hotelowych wpadek ;) oraz… cudowna, kolorowa i miękka poduszka, którą dostałam od Matyldy, bo to właśnie ona towarzyszyła mi podczas pobrania w klinice. Zawodowo zajmuje się szyciem cudeniek dla dzieci, ale mięciutką podusią nie pogardzi przecież nikt. I do tego tak piękną i miękką, szytą tylko i wyłącznie dla nas. Mówię Wam, ta poduszka uratowała mi życie – w okropnym bólu musiałam przejechać pół Polski samochodem i poduszka zdecydowanie podniosła komfort podróży i przyniosła spokojny sen.


Dlaczego o tym piszę? Ponieważ Matyldę-Basię i jej męża, Grzegorza, znam osobiście od kilku lat, a ostatnio wydarzyło się coś, przez co ich świat stanął kompletnie na głowie. Basia kilka miesięcy temu pomogła mi, dzisiaj ja włączam się w blogową akcję promującą jej rękodzieło. 

Grzegorz w czasie wykonywania zadań służbowych uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu. Pojazd, ich narzędzie pracy i logistyczne zabezpieczenie działalności, został całkowicie skasowany. Jemu samemu, można stwierdzić, że nic się nie stało, poza złamanym mostkiem. Basia z Grześkiem przeżywają teraz trudne chwile, bo chcieli by dużo, ale stan zdrowia i brak możliwości zawieszają ich w próżni. Póki nie zakończy się postępowanie ubezpieczeniowe i Grzegorz nie wróci do zdrowia, są całkowicie zablokowani – nie mają możliwości rozliczenia się z kontrahentami za sprzedany towar, nie mogą dostarczyć kolejnych partii do punktów dystrybucji.

Oboje są jednak ludźmi tak honorowymi, jak i pracowitymi. Nie chcą nic za darmo, mają swój biznes. Prowadzą stacjonarny sklep z artykułami dla dzieci w Sosnowcu, a ponadto posiadają sklep internetowy, który zasięgiem obejmuje znacznie większe terytorium, bo po wcześniejszym ustaleniu istnieje możliwość także wysyłki za granicę. Dodać należy, że każde zamówienie ustalane jest indywidualnie i można zamówić rozmiary niestandardowe. Chodzi o to, żeby to rozkręcić, zainteresować szersze grono odbiorców. Zwiększony obrót w sklepie zapewniłby im byt, umożliwił opłacenie wszystkich niezbędnych składek i zwyczajne utrzymanie się.

Ukradłam od Matyldy z fanpage, moje zamówienie w stanie rozłożonym ;), ©Matylda
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, czas prezentów, o których warto zacząć już myśleć ;) Nie przesadzam, właśnie dziś dostałam paczkę dla swojego chrześniaka. Pomyślałam, że jeśli mam mu kupić kolejną zabawkę, która za moment trafi do kąta albo setny kaftanik, który mama założy mu raz albo wcale, to wolę… zapewnić mu kolorowe sny w pięknej pościeli z mięciutkiej bawełny. :)
Zapraszam do lajkowania, zapoznawania się z ofertą, a przede wszystkim do… zamawiania. To jest polska produkcja, zaufana marka, oryginał, którego nigdy nie spotkasz w markecie, a wszystko estetycznie i zgrabnie zapakowane. Myślę, że warto. Ja z całego serca polecam!

 
A to moje zakupy :) Pięknie, kolorowo, estetycznie, ach!

Obserwatorzy