czwartek, 16 lutego 2017

Lębork na cztery takty



Łatwo jest zasiąść przed komputerem i mówić "nie mam czasu". Praca, dom, codzienność. Mija czas, aż w końcu docierasz do ściany i masz dwa wyjścia. Zawrócić i powiedzieć, że się nie da, albo zebrać się w sobie i popędzić niczym Potter, w ścianę, aby wypaść na peronie 9 i 3/4. My kolejny raz zaryzykowaliśmy, wzięliśmy rozpęd i zatrzymaliśmy się dopiero 160 km dalej, w Lęborku.

Złoty świt, Tymień, 28.01.2017, ©Marchevka.
Kiedy przygotowywałam się do wypadu i nanosiłam na mapę wszystkie punkty do zobaczenia, złapałam się za głowę - kiedy my to wszystko obejdziemy?! Przecież tego jest tak bardzo dużo i tak bardzo daleko! Ale nie ma tego złego, mamy cały dzień, może nie będziemy się nudzić... Wrzuciłam więc mapę, bilety i termos do plecaka, oczekując przygody.

Gdzieś w trasie, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Pogoda dopisywała, słońce złotem zalało okoliczne pola. Niezmiennie zachwycają mnie poranki skąpane w nisko wiszącym słońcu. Kiedy złota tarcza wprost oświetla twarz, a promienie bezczelnie kolorują każdy dostępny zakamarek. Udany poranek gwarantuje udany dzień i tym razem też tak było! Sami zobaczcie :)

Na raz!

Wyszliśmy z pociągu i pomknęliśmy przed siebie spragnieni nowych wrażeń. Jeszcze dobrze nie nabraliśmy prędkości, a już byliśmy w samym centrum. Zdezorientowani spojrzeliśmy na mapę - wszystko gra. Na przyszłość jednak trzeba zacząć zwracać uwagę na... skalę :) Łapczywie pomknęliśmy przed siebie, obchodząc główne punty miasta i orientując się, gdzie co się znajduje. Wiedzieliśmy, że tu znajdziemy coś, czego próżno szukać gdzie indziej! 

Park im. Lecha i Marii Kaczyńskich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
A potem poszliśmy kolejny raz, tym razem dogłębniej, uważniej. Zeszliśmy z trasy i weszliśmy na szlak tematyczny. Próbowaliśmy wychwycić z rzeczywistości jak najwięcej, aby jak najwięcej zapamiętać. Znaleźć coś, co będzie jednoznacznie kojarzyło się z Lęborkiem. A kiedy wydawało nam się, że już coś mamy, to złudzenie ulatywało, niczym poranna mgła. Bo znów znaleźliśmy coś, co się wydawało ważne i takie typowo lęborskie.

Łeba, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
I potem były kolejne dwa albo i trzy razy. Ulicę Staromiejską przemierzyliśmy niezliczoną ilość razy. I za każdym razem przystawałam z rozdziawioną japą, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Czy to w porannym złocie, czy w płaskim szczycie dnia, czy też wieczorową porą, kiedy latarnie oświetlały odnowione elewacje, aleja wyglądała tak samo bajecznie. I chociaż cieszyłam się, że nie ma śniegu, żałuję, że nie było mi dane zobaczyć tego miejsca w grudniowej, świątecznej szacie. Jestem przekonana, że widok byłby baśniowy!

Ulica Staromiejska o poranku, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Łącznie przedreptaliśmy około 16 km, ale na endomondo mam tylko 13, bo nie policzyłam pierwszego kółka rekonesansowego i ostatniego - kiedy spod dworca znów szliśmy do centrum, by przeczekać w ludzkich warunkach na pociąg powrotny :)

Endomondo prawdę Ci powie, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Na dwa!

Centrum to centrum, ale są jeszcze peryferia, a czasu było tyle, że żal nie skorzystać. No i pogoda piękna: choć mroźno, to słonecznie. Najpierw postanowiliśmy wdrapać się na Górę Parkową, na której szczycie znajdują się kamienne kręgi Gotów. Podobno występuje tam pole elektromagnetyczne i podobno działają nadprzyrodzone siły oraz można poczuć polaryzację lewoskrętną. Ja jedyne, co poczułam, to zimny dreszcz, kiedy natknęłam się na zastawione wnyki. Nie mieliśmy narzędzi, żeby uciąć stalową linkę, ale zabezpieczyłam ją tak, jak umiałam najlepiej, żeby chociaż tym razem nikt nie ucierpiał.
Czołg IS-2, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Wspinaczka na Górę Parkową, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Kamienne kręgi Gotów, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Ósmy wymiar, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Wieża Bismarcka na szczycie Góry Parkowej, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Park, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Dobra miejscówa nie jest zła :), Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Potem było już tylko weselej, bo mieliśmy wyjść aż za miasto, żeby zajść na radziecki cmentarz. Zrobiliśmy kilka dobrych kilometrów nie wiedząc, co tam możemy zastać. Czy krzaki, czy jednak nekropolię w przynajmniej poprawnym stanie. Kiedy doszliśmy na miejsce i zobaczyłam dość rozległy teren z całkiem solidnym ogrodzeniem, kamień spadł mi z serca. Na cmentarzu spoczywa ponad 700 żołnierzy Armii Radzieckiej, poległych w walkach o miasto i ziemię lęborską.

Cmentarz żołnierzy radzieckich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Cmentarz żołnierzy radzieckich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Cmentarz żołnierzy radzieckich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Cmentarz żołnierzy radzieckich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Cmentarz żołnierzy radzieckich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Cmentarz żołnierzy radzieckich, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Na trzy!

Przenieśliśmy się na moment do średniowiecza. Krążąc między pozostałościami murów miejskich, dotarliśmy w zakamarki, które muszą niezwykle wyglądać o złotej godzinie. My tam doszliśmy, kiedy słońce było w zenicie i nie ma co się oszukiwać, że jest jakiś efekt, bo nie ma, a przynajmniej ja go nie widzę. Ale prawda jest taka, że zespół baszt robi wrażenie bez względu na światło i pogodę. To po prostu warto zobaczyć, podobnie jak zamek, w którym obecnie mieści się sąd, spichlerz, kościół parafialny i wszystko, co tylko mieści się na szlaku pn. "Śladami średniowiecza".

Mury miejskie, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Mury miejskie, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Parking historii, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
A to co?, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Baszta Bluszczowa, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
I mury, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Wzorek jak na Baszcie Morze Czerwone w Stargardzie :), Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Baszta nr 24, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Sanktuarium św. Jakuba Apostoła, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Spichlerz, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Zamek krzyżacki, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Na cztery!

A na koniec miszmasz, czyli wszystko to, co nie znalazło się powyżej :) Na początek - niecodzienna Galeria Jakubów. Oprócz tak oczywistych postaci noszących to imię, jak św. Jakub czy Jakub Wejher, możemy znaleźć tam także Kubusia Puchatka, Lokomotywę Kubę oraz... Jamesa Bonda! Nie wspominam już o mojej miłości z lat bardzo małoletnich - Jamesie Morrisonie z The Doors :) 

Galeria Jakubów, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Galeria Kubusiów :), Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Kolejną, przesympatyczną atrakcją jest fontanna z żabkami na placu Żwirki i Wigury. Niestety z powodu ujemnych temperatur instalacja jest nieczynna. Na brzegu siedzi osiem żabek z brązu, a strumień tryskający im z pyszczków jest regulowany. Ponadto fontanna podobno gra :) 

Fontanna z żabkami, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Na uwagę zasługuje także neogotycki budynek Poczty Polskiej z pięknym białym orłem na elewacji, niestety bez korony. Gmach wzniesiony został na początku XX wieku, natomiast gruntowną przebudowę przeszedł w latach 70. ubiegłego stulecia, zyskując tym samym funkcjonalność niezbędną dla działalności pocztowej.

Gmach Poczty, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Naprzeciw poczty natomiast stoi o pięć lat starszy ratusz, który leży poza pierwotnymi granicami starego miasta. W tym budynku wyróżniającym się elementem jest czworoboczna wieża, która w internecie wygląda dużo okazalej niż na moich zdjęciach :P 

Ratusz, jakiś taki rozjechany, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Ponadto w mieście rozmieszczone są w różnych miejscach tabliczki z historycznymi zdjęciami miejsc, w których znajdujemy się obecnie. Przyjemnie jest przystanąć, popatrzeć, porównać...

Śladami historii, Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
I to by było na tyle. Osobiście jestem szczerze oczarowana miastem, zabytkami, ale także życzliwością ludzi. Wyobraźcie sobie, że ani razu nie staliśmy przy przejściu dla pieszych - nim zdążyliśmy się zbliżyć, już kierowca zatrzymywał auto, byśmy bez zatrzymywania mogli przekroczyć jednię. To jakiś obłęd, ale bardzo pozytywny obłęd :)

Maszynka nam powiedziała, że widzieliśmy już wszystko :), Lębork, 28.01.2017 r., ©Marchevka.
Mam nadzieję, że zachęciłam Was do odwiedzenia tego miasta, a dziś bilecików nie ma, bo kolejowe są w książce, a książka na wojażach. Natomiast do Muzeum nie udało nam się wejść, bo było zamknięte, zatem kolejny raz wyjechaliśmy z zamiarem powrotu, ale te nasze powroty zrealizujemy zapewne dopiero... na emeryturze :)


wtorek, 17 stycznia 2017

viator Pomeraniae - Zamek rycerski w Dobrej

Dobra, zwana też Dobrą Nowogardzą (niem. Daber) to niewielkie miasto w powiecie łobeskim. Pierwsze historyczne wzmianki o miejscowości pochodzą z bulli papieskiej z 1331 roku, jednakże dzięki pracom archeologicznym i znaleziskom z okresu wczesnego średniowiecza wiemy, że już w czasach słowiańskich tętniło tu życie. Niedługo po lokowaniu miasta Dobra stała się lennem rodziny von Dewitz na kolejnych kilka wieków.
Wody Jeziora Doberskiego (prawdopodobnie dzisiejsze Jezioro Tuczno [pot. Dobre] jest jego pozostałością) chroniły osadę przed wrogiem, jednak ten znalazł inną drogę ataku. W XVII wieku epidemia dżumy zdziesiątkowała mieszkańców Dobrej. Jak podają źródła, z ówczesnych 600 obywateli, z życiem uszło niespełna 50 z nich!
Dziś Dobra ma powierzchnię 2,37 km2, co stanowi niecałe 10% powierzchni Kołobrzegu (to tak dla porównania skali). Nagromadzenie na tak małej powierzchni tylu zabytków jest wprost imponujące. Cały obszar Starego Miasta został wpisany na listę Zachodniopomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Na pierwszym miejscu bezapelacyjnie znajdują się ruiny zamku von Dewitzów, o którym napiszę w dalszej części opracowania. Na uwagę zasługuje także kościół św. Klary, który został wybudowany w trzech etapach między XV a XIX wiekiem. Osobliwością jest natomiast najstarszy budynek mieszkalny z XVII wieku! Jego budowa datowana jest na 1695 rok. Na przestrzeni lat budynek pełnił funkcję urzędu stanu cywilnego. Obecnie w tym zabytku architektury ryglowej mieści się pensjonat "Taber".
Ród von Dewitz to pomorska rodzina szlachecka, której gałęzie istnieją do dziś. Pierwsze wzmianki o rodzinie pojawiły się w 1212 roku, jednak pierwszym znanym z imienia członkiem familii był Ekhard von Dewitz, wzmiankowany w źródłach z 1297 roku jako rycerz na dworze margrabiego Albrechta Brandenburskiego. Nic nie wiadomo o jego dalszych dziejach, jednakże późniejsi hrabiowie Fürstenbergu: Otto oraz Urlich byli jego synami, a przynajmniej jeden z nich. Ciekawostką może być fakt, że obaj swoim najstarszym synom nadali imię Ekhard, co dodatkowo może wzmacniać podejrzenie, że mogli być rodzonymi braćmi, jednakże historycy z większym prawdopodobieństwiem przyjmują tezę, że młodzieńcy byli kuzynami.
Otto służył w dworze margrabiego Waldemara, księcia Rostoku, najpierw jako giermek, następnie jako rycerz. Wysławił się walecznością i męstwem, szczególnie w wojnach o sukcesję rugijską (1326-1354). Jako doceniony woj i dzielny rycerz, był opiekunem synów książąt, a w późniejszych latach stał się doradcą młodziutkiego księcia Meklemburgii - Albrechta II. Zmarł około 1362 roku, a wkrótce po nim, bezpotomnie, zginęli jego dwaj synowie.
Ulrich natomiast pierwszy raz wzmiankowany jest w źródłach jako młody rycerz po służbie u księcia pomorskiego Ottona I w Maszewie (niem. Massow, pow. goleniowski). Około 1330 roku z jego inicjatywy zamek w Dobrej i sama miejscowość stały się własnością rodu. Ulrich zmarł w 1363 roku, pozostawiając po sobie aż siedmiu synów.
Ród i majątek rósł w siłę aż do XIX, a nawet początków XX wieku. W szczytowym momencie obszar obejmujący dobra rodu von Dewitz miał powierzchnię około 300 km² (Warszawa ma 517 km²). Jednym z ostatnich właścicieli był Heinrich von Dewitz, o którym wzmianki źródłowe sięgają 1928 roku. Dysponował on majątkiem liczącym 800 ha ziemi oraz wsią Wierzbięcin (niem. Farbezin) wraz z eklektycznym pałacem z XIX wieku. W Mieszewie natomiast, przy kościele, ulokowane jest pamiątkowe lapidarium von Dewitzów. Całkowity koniec własności rodzinnej przyniosła II wojna światowa, która bardzo grubą kreską oddzieliła niemiecką historię przedwojenną do tej polskiej, powojennej.
Zamek zbudowany został w ostatnich latach XIII wieku na cele szlachty pomorskiej. Został zniszczony przez Brandenburczyków już w 1308 roku. Trzydzieści lat później w jego posiadanie weszli właśnie von Dewitzowie, dzięki którym zamek odzyskał swoją świetność i w ciągu kilkudziesięciu następnych lat stał się strategiczną warownią Pomorza.
Obiekt ten, tak jak i wiele innych budynków o różnych funkcjach, w ciągu wieków był poddawany przebudowom do tego stopnia, że ze średniowiecznego zamku rycerskiego został przeistoczony w renesansową rezydencję, która popadła w ruinę wskutek wojny trzydziestoletniej. Obiekt chylił się ku upadkowi, chociaż kolejnym dziedzicom wytaczane były nawet procesy sądowe za zaniedbanie ojcowizny! W końcówce XVII wieku próbę reanimacji rezydencji próbował podjąć Joachim Baltazar von Dewitz, jednakże jego warunkiem było wykupienie całego zamku w celu odnowienia go. Współwłaściciele nie pozwolili na ten zabieg, ponieważ utraciliby oni wszelkie szlacheckie przywileje.
Na początku XIX wieku von Dewitzowie sprzedali majątek, który ulegał coraz większej dewastacji, a niektóre fragmenty zostały nawet wysadzone w powietrze w celu otrzymania budulca pod inne inwestycje. Dopiero XX wiek przyniósł małe zmiany, które przyczyniły się przynajmniej do zachowania tego, co zostało i uchronienia przed dalszą dewastacją. Szczęśliwie obie wojny światowe ominęły ruiny bez czynienia większych weń spustoszeń. W latach 60. XX w. zagospodarowano teren na potrzeby krajoznawczo-turystyczne, w tym wybudowano schody prowadzące na wzgórze.

Ruiny zamku odwiedziłam z Tomaszem jesienią ubiegłego roku podczas przechadzki samochodowej. Jakież było nasze zdziwienie, a w sercach wręcz zawód, kiedy się okazało, że teren ruin jest ogrodzony, a furtka zamknięta na klucz. Co prawda nie było tabliczki informującej o zakazie wstępu a jedynie uprzedzająca o zagrożeniu związanym z przebywaniem na terenie ruin, ale nie zdecydowaliśmy się skakać przez płot, bo takie forsowanie przeszkód nie leży w naszej naturze. Za chwilę jednak sprawy przybrały zupełnie niespodziewany obrót i weszliśmy na teren dawnej warowni.
    
Kiedy postanowiliśmy obejść zamek dookoła i zrobić zdjęcia z dołu, podbiegł do nas lokalny chłopak w wersji Dres, po czym powiedział, że na zamek normalnie i legalnie się wchodzi. My z pytajnikami w oczach wskazujemy mu przekręcony zamek, na co on podszedł i prawie legalnie otworzył nam wrota do przygody ze słowami "no przecież musimy sobie jakoś radzić, zamknęli nam główną melinę w mieście!" No z jednej strony być może to było zabawne, ale z drugiej, czy zabytkowe ruiny muszą być meliną? Czy muszą służyć miejscowej młodzieży na weekendowe popijawy, a zwykłych turystów zatrzymuje prowizorycznie zamknięta bramka? Jedyny plus tego, że na górze nie ma zbyt wielkiego wysypiska.
   

Owszem, można znaleźć trochę butelek i innego śmiecia, ale jak na melinę, jest całkiem znośnie. Na wzgórze wchodzi się po wysokich, kamiennych schodach. Należy uważać w czasie wchodzenia, ale jeszcze bardziej - schodzenia, ponieważ nie ma żadnej barierki i można fiknąć, potykając się o nierówne, a nawet ruchome, elementy schodów. Wśród ruin można swobodnie się poruszać, jednakże należy uważać na nierówności terenu oraz stromizny od strony północnej, grożące upadkiem (kilka lat temu na terenie zamku miał miejsce śmiertelny wypadek związany z upadkiem z wysokości). Szczególne detale nie zostały zachowane, jedynie wyróżniają się pojedyncze ozdobne zwieńczenia otworów okiennych. Widać też, że oprócz cegły, za budulec posłużyły również kamienie.
Stan obiektu jest, jaki widać. Według informacji zawartych w projekcie Zabytek.pl, ostatnie poważne prace konserwatorskie przeprowadzono w 1906 roku (sic!). Do 1945 dbano w miarę możliwości o obiekt, w czasach powojennych ruiny uległy bardzo dużej dewastacji.
    
Nadzieję na jako taki stan utrzymania ruin daje projekt Zabytek.pl, w którym stan ruin jest dość dobrze opracowany, łącznie z profesjonalnymi rzutami tego, co się zachowało. Zachęcam także do odwiedzenia strony: KLIK, gdzie możecie zobaczyć model ruin w trójwymiarze i obejrzeć go z każdej strony! 
 

 

 
Bardzo dziękuję za odwiedziny. Jak zwykle, a szczególnie analogicznie do cyklu folkowego, serdecznie zapraszam do zostawiania w komentarzach uwag, sugestii, uzupełnień i innych informacji, dzięki którym będę mogła się czegoś jeszcze dowiedzieć a także wzbogacić zasoby viatora! :)

Bibliografia
Tekst:
1) Marchevka;

Grafika:
1) Wizerunek Marchvi włóczykijowej - Sava;
2) Mapka Dobrej w nagłówku - Archiwum Map Zachodniej Polski;
3) Herb von Dewitz - Wikipedia.de;
4) Szkice historii zamku - VonDewitz.eu;
5) Grafika ruin zamku - Dobragmina.pl;
6) Zdjęcia - Marchevka, Dobra, 20.11.2016 r.

Obserwatorzy