niedziela, 14 sierpnia 2016

Komunukat ;)

W związku z tym, że w ostatnim czasie otrzymałam kilka telefonów i maili z zapytaniem "Marchevko, co z Tobą?!" odpowiadam publicznie, bo nie chcę niczyich zmartwień na sumieniu.

Jestem, żyję. Ukończyłam jeden kurs, drugi dobiega końca. Za kilka dni zmieniam pracę, jednocześnie realizując jedno z życiowych marzeń i celów. Komputera nie włączyłam od 9 lipca. Ciągle w tra(n)sie, czasem coś na szybko wrzucę na fanpage.

Jeszcze, tak myślę, miesiąc i będzie po staremu. A co u Was? Bo na czytanie też czasu kompletnie brak!

Uściski!

sobota, 9 lipca 2016

Zachodniopomorskie '16 - Tajemnicze Rusowo

Zacznę od tego, że ten rok paskudnie się zaczął, ale jakoś w jego połowie zaczyna się wszystko normować. Było wiele zawirowań, ale ze wszystkim Marchev wyszła z podniesioną natką. Pozostała tylko sprawa roweru, na którym nie zdążyłam się dobrze rozjeździć, bo gdy poukładałam wszystkie sprawy... rower mi zawinęli ;) Trudno, trzeba zmienić nagłówek, ale na razie nie mam pomysłu, więc nawet nie zawracam Savie głowy. Co oczywiście nie oznacza, że zachodniopomorski projekt upada. Miało być rowerowo, a do tej pory nie było, więc po prostu nadal nie będzie ;)
Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Dzisiaj znów nisza, do której osobiście mało kto zajrzy. Rusowo - to niewielka wieś w gminie Ustronie Morskie. Ma niespełna czterystu mieszkańców i jak na taką wioseczkę, skrywa w sobie naprawdę niezłe bogactwo, chociaż pewnie znów ktoś pomyśli, że Marchevka solidnie upadła na łeb. Otóż nie. Po prostu potrafię dostrzec radość w rzeczach małych. A taką rzeczą niewątpliwie jest to, co spotkałam podczas jednej z "jazd przed siebie" jakie miałam w zwyczaju robić niegdyś czterema kółkami i jakie mam zamiar kontynuować w niedalekiej przyszłości, nowym mechanicznym nabytkiem.
Park podworski, Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Zaparkowałam pod kościołem Matki Bożej Różańcowej, który oczywiście był zamknięty. Było jesienne, mroźne popołudnie, a słońce chyliło się ku zachodowi. Jakoś podświadomie czułam, że to nie jest moment, by przeszkadzać domownikom jednego z domów, wskazanym jako posiadacze klucza do świątyni. Obeszłam kościół dookoła, przystanęłam nad resztkami kościelnego cmentarza ewangelickiego i poszłam przed siebie, zaciekawiona rozmieszczonymi w parku tablicami.
Kościół filialny pw. Matki Bożej Różańcowej, Rusowo, ©Marchevka, 30.11.2014 r.
Kościół filialny pw. Matki Bożej Różańcowej, Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Kościół filialny pw. Matki Bożej Różańcowej, Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r. 
Kościół filialny pw. Matki Bożej Różańcowej, Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Cmentarz parafialny, Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Cmentarz parafialny, Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Okazało się, że w Parku Podworskim (z dworku zostały jedynie szczątki schodów wejściowych) została utworzona ścieżka przyrodniczo-edukacyjna. Nie ma tam alejek, ponieważ park ma charakter lesisty, ze ściółką i runem zamiast chodników i wygodnych deptaków. Na wyprawę polecam porządne buty, bo po deszczu może być błoto, a w ciepłe dni na nogach mogą powstać bąble od pokrzyw czy innych roślin niekoniecznie miłych gołej skórze.
Ruiny pałacu, Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Po drodze mijamy estetyczne tablice informujące o ekosystemie, w którym aktualnie przebywamy, jego mieszkańcach i roślinności. Poznajemy, co skrywa leśne runo oraz możemy się dowiedzieć o życiu na leśnej łące, która w okresie letnim musi przepięknie tętnić życiem.
Park podworski, Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Park podworski, Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Poszłam pod prąd, więc to, co najważniejsze w ścieżce, zobaczyłam dopiero na końcu. Osiem imponujących pomników przyrody. Lipy drobnolistne, buk purpurowy, jesiony i on... dostojny, majestatyczny Antoni. Dotychczas moja wiedza dendrologiczna kończyła się na odróżnieniu liścia dębu od liścia kasztanowca. Po spotkaniu z Antonim nie zdarzy mi się na pewno pomylić platana klonolistnego z żadnym innym okazem.
Platan klonolistny "Antoni", Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Platan klonolistny "Antoni", Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Platan klonolistny "Antoni", Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Platan klonolistny "Antoni", Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Platan klonolistny "Antoni", Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
Zakochałam się w tym okazie i nie omieszkałam mojego uczucia okazać samemu Antoniemu, dotykając jego kory, przytulając się do ogromnego pnia i próbując się w niego wsłuchać. MAGIA. Gdyby nie szybko nadchodzący zmierzch, zapewne zabawiłabym tam dużo dłużej. Na wyjściu zobaczyłam poglądowy rozrys parku i zastanowiła mnie wieża "krzyżacka", której nijak nie mogłam zlokalizować, więc...
Wieża krzyżacka, Rusowo, ©Marchevka, 30.11.2014 r.

Wróciłam na miejsce po dwóch dniach, ale już nie sama, bo czułam, że to misja z gatunku delikatnie specjalnych. Wzięłam do asysty tatę, który z racji wykonywanego w przeszłości zawodu, ma zdecydowanie lepszą orientację w otwartym terenie ode mnie i lepszego nosa do wyszukiwania tego i owego. Po kilkunastu minutach rekonesansu zapadła decyzja co do kierunku marszu, a ten był nieco ekstremalny. Trochę skakania przez fosy i rowy, pokonywanie gór i pagórków. Przeciskanie się przez chaszcze i pozostałości jakiegoś ogrodzenia. Ostatnim punktem było sforsowanie jakiejś budowli hydrotechnicznej i mogliśmy podziwiać ruiny dworskiej fanaberii, bo nawet historycy w głowę zachodzą, na co komu była taka wieża w środku, de facto, lasu?
Wieża krzyżacka, Rusowo, ©Marchevka, 30.11.2014 r.
Stan techniczny obiektu raczej ciężki, ruiny są prawdziwymi ruinami i jeśli nikt tego nie zakonserwuje, za kilka lat i ten zabytek zniknie z powierzchni miejscowości. A patrząc na towarzystwo w postaci miejscowej młodzieży pozostawiającej takie a nie inne odpadki, wiadomo, że okolice wieży, jak i sama ona, stanowią miejsce schadzek w celach konsumpcyjnych. To ja po to nowe buty zajechałam w godzinę, żeby zobaczyć, co zobaczyłam???? No właśnie. Tyle tylko, że takie wpisy jak mój, to głos wołającego na puszczy. Byłam trochę zbulwersowana dostępnością do zabytku, a teraz wiem, że może to i lepiej. Im mniej osób będzie potrafiło tam dotrzeć, tym większa nadzieja na jego dłuższe życie, tak więc uprzedzam od razu - raczej nikomu nie podam wskazówek, jak tam dojść. Tym bardziej, że prawdopodobnie istnieje prostsza droga, niż ta, którą  my przebyliśmy, ale jej nie znam, natomiast nasza ścieżka jest zbyt niebezpieczna, by komukolwiek ją polecać. Sorry memory.
Wieża krzyżacka, Rusowo, ©Marchevka, 30.11.2014 r.
Podsumowując. Podoba mi się, że na przykościelnej tablicy wskazany jest numer domu, pod którym co bardziej dociekliwi mogliby znaleźć klucz do świątyni i zwiedzić ją od wewnątrz (Agulec, wiem, że Ty byś sobie tej przyjemności nie odmówiła!). Ciekawy jest pomysł z zagospodarowaniem parku podworskiego, zważając na to, że Rusowo jest malutką wioską położoną poza głównymi szlakami komunikacyjnymi i w takich miejscach niełatwo o taką dbałość i zachowanie historii. Żal tej wieży pseudokrzyżackiej, ale jak widać, nie wszystko może być piękne i godne pochwały. Może kiedyś...
"Staw z fontanną", Rusowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.
A na koniec - kolejny kolorowy przystanek do kolekcji, Gąskowo, ©Marchevka, 28.11.2014 r.

sobota, 18 czerwca 2016

Nałęczowskie poranki pełne relaksu

Samoistna pobudka w okolicach szóstej rano. Czuję wpadające przez okno rześkie powietrze i wygrzebuję się ze śpiwora. Rozgrzane przez noc ciało reaguje dreszczem na chłód budzącego się dnia. Lubię. Ogarniam się, bym jednak chociaż trochę była podobna do cywilizowanego człowieka. Na śniadanie - co lodówka skrywa, czyli pyszne domowe wędliny z domowym chlebem i sałatka ze świeżych warzyw. Do pełni szczęścia tylko kawy brak. Wypijam napój z wielkiego kubka, jeszcze parujący, rozgrzewając się od środka. Jednocześnie moczę gołe stopy w porannej nałęczowskiej rosie. Czuję się jak w SPA.
KAWA, Nałęczów, ©Marchevka, 28.05.2016 r.
Po tym porannym rytuale, którego nauczyłam się w wojsku (no, może nóg w rosie nie moczyłam i wszystko było szybciej, ale śniadanie i kawa to podstawa dnia!), wyruszam na pierwszy nałęczowski poranek do parku. Nie wiem, czego się spodziewać, bo Watrowisko to jedyny wyjazd w roku, którego nie planuję. Nie wiem, co mnie czeka poza spotkaniem z ludźmi, którzy są dla mnie ważni. Po prostu.
Brama do parku, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Idę do parku i nie wiem, co i jak będzie. Nie wiem, jak to wygląda. Czy bardziej przypomina warszawskie Łazienki Królewskie, czy może jednak kołobrzeski Park Żeromskiego? Idę na wyczucie, zastanawiając się, czy mogę wejść na przystrzyżony równo trawnik, by wykonać zdjęcie Starych Łazienek. Wchodzę, ale jedyna nieprzyjemność, jaka mnie spotyka, to przemoczone od rosy trampki, nikt nie zwraca uwagi na buszującą w trawie Marchev.
Drogowskazy, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Park Zdrojowy, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Stare Łazienki, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Park zdrojowy, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Domek grecki, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Obchodzę park dokoła, cykam zdjęcia tu i tam. Nie spieszę się, podziwiam kaczki różnych gatunków, obserwuję łabędzia. Łapię w kadr ładne widoczki ciekawych pawilonów rozlokowanych na całym terenie, a najbardziej podobają mi się widoki znad stawku, w którego tafli odbija się rzeczywistość.
Rzeźba plenerowa, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Pijalnia wody, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Kwa kwa, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Na samym wyjściu z parku czeka na mnie niespodzianka. Świat jest mały. Musiałam jechać aż do Nałęczowa, by w parku o poranku spotkać... znajomych z Krakowa! :) No cóż. Spotkania w parku rzeczywiście nie planowaliśmy, ale wiadomo, że Nałęczów to nie Nowy Jork i można w różnych częściach miasta spotkać... innych Watrowiczów :) Za kilka godzin wsiadamy do busa i wyruszamy w drogę, której część już opisałam dwa wpisy wcześniej.
Park zdrojowy, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Park zdrojowy, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Park zdrojowy, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Pan Prus, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Brama do parku z drugiej strony, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Kolejna rzeźba, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Park zdrojowy, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Kwa kwa, Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
Takie bydlęta w ilości sztuk TRZY wylazły mi na drogę! Nałęczów, ©Marchevka, 27.05.2016 r.
W sobotę poranek wygląda podobnie. Śniadanie, kawa, rosa. Spacer do parku, ale już nie sama. Podczepiam się pod wyprawę Piotra i Alicji Opolskich.
(Z Piotrem była ciekawa sprawa. Jadąc rok temu na Watrowisko, bałam się go niesamowicie i unikałam jak ognia, ale przydybał mnie przy ognisku, a ja nie miałam śmiałości uciec i... porozmawialiśmy sobie na tyle serdecznie, że w tym roku nie było cienia niepewności, za to wielka radość z ponownego spotkania i możliwości spędzenia kilku chwil wspólnie. Alicja natomiast jest tak ciepłą osobą, że przebywanie w jej towarzystwie działa kojąco chyba na wszystkich :))
Sanatorium, Nałęczów, ©Marchevka, 28.05.2016 r.
Kramy z sanatoryjną chińszczyzną, Nałęczów, ©Marchevka, 28.05.2016 r.
Ten sam asortyment, co w Kołobrzegu :/, Nałęczów, ©Marchevka, 28.05.2016 r.
I znów kaczki, widoczki. Alicja mówi o chacie Żeromskiego. Idziemy pod górę stromym podejściem, zastanawiając się, czy bezpieczniejszy jest krzywy chodnik, czy może prosta ulica? Docieramy na miejsce. Otrzymujemy karty z opisami zabytków. Zwiedzamy, podziwiamy. Zamyślam się, czy odnalazłabym się w takiej chacie. Z pewnością, mogłabym w takim zaciszu uczyć się kaligrafii.
Willa Podgórze, Nałęczów, ©Marchevka, 28.05.2016 r.
Muzeum Stefana Żeromskiego, Nałęczów, ©Marchevka, 28.05.2016 r.
Muzeum Stefana Żeromskiego, Nałęczów, ©Marchevka, 28.05.2016 r.
Muzeum Stefana Żeromskiego, Nałęczów, ©Marchevka, 28.05.2016 r.
Muzeum Stefana Żeromskiego, Nałęczów, ©Marchevka, 28.05.2016 r.
Chata Stefana Żeromskiego, Nałęczów, ©Marchevka, 28.05.2016 r.
Wracamy skrótem, wątpliwej jakości kładką złożoną z dwóch betonowych słupów. Zostawiam Opolskich w pensjonacie, sama melduję się w głównej kwaterze dowodzenia. Zasiadam do stołu. Popołudniu czeka mnie przejażdżka Afganem, pakowanie i cudowny czas dobiega końca. Za rok widzimy się znów.
BILECIK, Nałęczów, ©Marchevka, 28.05.2016 r.
PS: Niestety, z kotów, które posiadałam w domu, została mi tylko wielka skarbonka w kształcie kota. Filemona nie ma. W dalszym ciągu nie umiem i nie chcę mówić o tym, co się stało. Piszę po to, by uniknąć pytań, które się ostatnio pojawiają, a które mnie zwyczajnie bolą. Może kiedyś przyjdzie czas, by o tym powiedzieć, a może nie.
PPS: Kurs na autobus, mimo chwili zwątpienia, kręci się dalej. Egzamin za pasem!
PPPS: Zmiana pracy jest już w zasadzie przyklepana, zostało tylko kilka tygodni na formalności :)

No to pa!

Obserwatorzy