


Po drugiej stronie parkingu mieści się muzeum zabytkowych aut amerykańskich. Chociaż temat zza oceanu nie pasjonuje mnie jakoś wybitnie, gdybym miała więcej czasu, skusiłabym się i za dyszkę obejrzała zaoceaniczny wycinek historii. Może kiedyś nadrobię, wszak kierunek Kościerzyna obieram ostatnio dość często :)


Spacerem dotarliśmy do Kościoła Świętej Trójcy, mający status sanktuarium maryjnego. Neobarokową świątynię wzniesiono w latach 1914-1917. Wyposażenie kościoła pochodzi głównie z XVII i XVIII wieku. Jedynie obraz "Ukrzyżowanie" został namalowany w XVI wieku. Obecnie trwa remont elewacji, przez co zabytek obstawiony jest rusztowaniami. Będzie ładnie!

Z rynku droga prosta pod górę ;) na Wzgórze Księżniczki Gertrudy, którego nazwę oficjalnie ustanowiono sześć lat temu, upamiętniając córkę księcia Sambora II z Tczewa. Na szczycie znajduje się siedziba Urzędu Miasta.

Ostatnim punktem, do jakiego zawitaliśmy, był kościół Zmartwychwstania Pańskiego.Pierwotnie wzniesiony jako kościół ewangelicki w ostatniej dekadzie XIX wieku. Neogotycka budowla początkowo była miejscem kultu religijnego luteran, tuż po II wojnie światowej przekształcona została w świątynię szkolną pw. św. Jana Nepomucena. Kilka lat później kościół opieką objęli przybyli do Kościerzyny zakonnicy ze Zgromadzenia Zmartwychwstania Naszego Pana Jezusa Chrystusa (tzw. zmartwychwstańcy). W kościele zachowały się oryginalne dzwony oraz autentyczny mechanizm zegarowy z trzema tarczami umieszczonymi na wieży. Wszystkie te elementy posiadają napisy wskazujące na datę i miejsce odlania: Bochum, 1893.
Uliczkami wąskimi, które zawsze wzbudzają we mnie zachwyt, bez względu, czy mieszczą się one w Karlinie, Warszawie, czy Kościerzynie, wróciliśmy na parking i pojechaliśmy dalej... A gdzie? To niech już zostanie naszą słodką tajemnicą :)
A na koniec: w Kościerzynie elementem przewodnim jest niedźwiedź. Jest on ułożony z kostki na płycie rynku, a także odlany na pokrywach studzienek kanalizacyjnych. Wiele pamiątek zawiera symbol pokaźnego miśka pod lipową gałęzią. Genezę symbolu możemy znaleźć w znanej kaszubskiej legendzie, którą przytoczę w oryginale.
Legenda związana z powstaniem herbu Kościerzyny opowiada o groźnym misiu, który żył ongiś w borach tutejszych i, co gorsza, napadał na ludzi i bydło. Był prawdziwym postrachem biednych gburków. Wreszcie znalazło się dwóch odważnych mężczyzn, ojciec i syn, którzy zabili niedźwiedzia. Czynem tym zyskali uznanie tak ogromne, że lud leśny obrał ich swymi wodzami. A gdy w miejscu pokonania kudłatego wroga zbudowany został gród przyjęto do herbu, wizerunek misia. Lipa przybyła później, wzięła się stąd, że w kościerskiej “Karczmie pod Niedźwiedziem ” pijano chętnie miód. A miód to lipy. Było zresztą tych drzew w okolicznych lasach sporo, tak że w mieście wyrabiano słodki trunek nawet dla Gdańska.[1]

I na tym zakończyliśmy tamtą kaszubską przygodę, na odchodne kupując w piekarni Jarzębińskich pyszne ciasta, chleb oraz słoiczek kaszubskiego miodu. To by było na tyle, jestem ciekawa, czy nowe rozmieszczenie zdjęć jest czytelne i ciekawsze? Liczę na Wasze spostrzeżenia, nie tylko związane z blogiem, ale także ze wspomnieniami, nie tylko kościerskimi, ale także z całym regionem. Folkowa część o Kaszubach udowodniła, że lubicie te smaczki, więc...? :)
Przypisy:
[1] Bohaterowie kaszubskich legend
Zdjęcia zostały wykonane przez Marchevkę w Kościerzynie dnia 02.09.2017 r.
Tworząc tekst, informacje uściślałam na podstawie Wikipedii.
Więcej grzechów nie pamiętam ;)
bardzo.Układ zdjęć mi odpowiada,staram się tak robić na Matyldzie acz nie zawsze mi wychodzi a w ten sposób umieszczone
OdpowiedzUsuńpodkreślają czytany tekst.I nie czarujmy się ogląda je się bardziej;)
Chyba nie byłam tm nigdy.No,no.
Ja próbuję wszelkich sposobów, by to pisanie jednak mi wychodziło, jak najmniejszym kosztem czasu i sił, bo nadal mam kryzys. Opisywanie każdego zdjęcia jak dotychczas odbierało mi ochotę do wszystkiego, więc może ta nowa forma, chociaż bardzo niedoskonała (bo niedokładna) przywróci chociaż w jakimś stopniu marchewkową twórczość :)
UsuńDO tej pory Kościerzyna była dla mnie mało znaną nazwą na mapie, teraz już wiem, że stamtąd pochodzi twórca polskiego hymnu i że w herbie mają niedźwiedzia z lipą, bo miód z lipy lubili pijać. Podobają mi się również wszystkie wąskie uliczki. I sztuka na ulicach, jak te metalowe pomniki - to zawsze dodaje miastu uroku!
OdpowiedzUsuńTak, te metalowe pomniki, których można dotknąć, na/przy których można usiąść tworzą sympatyczną atmosferę i niwelują dystans, jaki wzbudzają wielkie monumenty. Ale wszystko jest potrzebne i to mi się podoba - jest wielki Wybicki i swojsko remus, więc wszystko na miejscu.
UsuńJa także wcześniej w Kościerzynie nie byłam i pewnie długo bym nie była, gdyby nie M. Byliśmy przejazdem w drodze do rodzinnego domu M. :)
Zachwyciło mnie godło miasteczka. Misiu nie poległ do końca :) Ostatecznie jest w godle po wsze czasy, a nie ci, którzy go pokonali, choć tak pewniej byłoby bardziej sprawiedliwie. A z dzieciństwa pamiętam ulicę Lipową, którą przemierzałam przynajmniej dwa razy dziennie, ze szpalerem lip.
OdpowiedzUsuńOoooo to Ci niespodzianka :) Ciekawe czy do dziś istnieje ta ulica i te szpaler? Sprawdzę przy najbliższej okazji!
Usuńbylam tam kiedys bedac dzieckiem:) ale niestety nie pamietam prawie nic :<
OdpowiedzUsuńJakie piękne miasteczko. Dzięki temu postowi, trafiłam do Kościerzyny, a nigdy w tym mieście nie byłam. Serdeczne dzięki za pracowitość opisu i jeszcze piękniejsze zdjęcia.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam
Ciekawy blog. Będę go częściej odwiedzała. :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPięknie pokazałaś uroki Ustki. Byłam tam w wieku lat 15, u brata w wojsku. Był marynarzem, niewiele pamiętam z tej podróży, ale Twój tekst przeczytałam z dużym zainteresowaniem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:)
Tylko, że w herbie jest dąb, nie lipa...
OdpowiedzUsuń