Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rewal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rewal. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 stycznia 2015

Wokół komina, czyli schodami po gminie Rewal

Tym razem zapraszam Was na krótką wycieczkę po gminie Rewal. Rozpoczęliśmy od najpiękniejszej (moim i nie tylko moim zdaniem) latarni morskiej na polskim wybrzeżu. Mowa o latarni w Niechorzu. Obiekt ten jest zupełnie inny od pozostałych znaków nawigacyjnych. Oddany do użytku w 1866 roku, przetrwał wojenną zawieruchę, szczęśliwie nie został poddany wysadzeniu w powietrze i do dzisiaj cieszy oko turystów, nie tylko tych z daleka. My także, z Tomikiem, z przyjemnością oddaliśmy się zwiedzaniu latarni, chociaż odległość od kołobrzeskiej latarni morskiej to zaledwie 34 km.




Przy pokonywaniu 210 stopni odkryłam wielki spadek mojej kondycji. Dwa tygodnie temu, w czasie wspinaczki na sopocką latarnię, myślałam, że to po prostu zmęczenie po całym dniu chodzenia, ale teraz byłam wypoczęta i samochodem dojechaliśmy niemalże pod samą latarnię. Trzeba zatem wziąć się za noworoczny rozruch, bo tak nie może być! 


No, ale w końcu wlazłam na górę i wzięłam się za podziwianie widoków, których nie było widać ze względu na mgłę ścielącą się na tyle gęsto, że przeszkadzała. W tej mglistej szarości natomiast w oczy rzuciła mi się czerwona kłódka z wygrawerowanymi imionami Thomas, Bianca i Leon. Czyżby miejsca na mostach już się skończyły? :) Z góry lepiej także było widać inwestycje prowadzone u podnóży latarni. Ciekawa jestem wykorzystania placu układanego z kostki. 



Po zejściu z latarni skierowaliśmy się w stronę morza, ale gdy zobaczyłam kolejne schody, dałam sobie spokój i zajęłam się łapaniem w obiektyw Tomika, który podreptał dzielnie w dół i po chwili był już z powrotem na górze. Alejką nadmorską okrążyliśmy Park Miniatur Latarni Morskich, jednak nie zdecydowaliśmy się na zwiedzanie, zgodnie twierdząc, że wolimy odwiedzić wszystkie latarnie osobiście ;)


Z Niechorza przemieściliśmy się do Rewala, siedziby gminy. Cisza, spokój. Wyludnione miasto. Pierwszych ludzi spotkaliśmy dopiero w sklepie spożywczym. Minęliśmy drewniane wieloryby i udaliśmy się na platformę widokową z, a jakże, schodami. Tutaj nie schodziliśmy w dół, z góry cyknęliśmy parę fot.








Po sesji jodowania udaliśmy się wgłąb miasteczka w poszukiwaniu bankomatu i pamiątek. Chodziło nam o pamiątki szczególne. Tomik bowiem kolekcjonuje magnesy na lodówkę z miejsc, które odwiedził, ja natomiast zbieram pinsy z miejsc, w których byłam. W Rewalu trafiliśmy tylko na jeden mały kiosk, w którym pamiątek nie było, a my chyba wyglądaliśmy jak przybysze z innej planety. Do samochodu odprowadził nas pobłażliwy uśmiech sprzedawczyni...

Niezrażeni tym niepowodzeniem, wyruszyliśmy w dalszą drogę. Odcinek Rewal-Trzęsacz jest o tyle wyjątkowy, że z samochodu można podziwiać morze! Chociaż mieszkam w Kołobrzegu od 25 lat, taka ciekawostka mnie naprawdę zachwyciła. Po dotarciu na miejsce postanowiliśmy w drodze nad morze poszukać brakujących pamiątek. Tomkowi się udało skompletować zestaw magnesów, ja niestety wróciłam do domu tylko z pinsem promującym Rewal, zakupionym w Niechorzu. Z Trzęsacza przywiozłam jedynie widokówkę, którą wkleiłam do mojego podróżniczego pamiętnika.


Główną atrakcją Trzęsacza są ruiny gotyckiego kościoła z XIV w., umiejscowione na klifie. Jest to doskonały przykład na to, jaki na przestrzeni dziejów morze pochłania ląd. Pierwotnie świątynia mieściła się w centrum wsi, około 2 km od brzegu. Dzisiaj został tylko fragment ściany południowej. Władze od lat walczą o zachowanie stanu obecnego, bowiem morze nie jest zbyt łaskawe i ciągle walczy o swoje.


Do ostatnio podjętych prób ratowania zabytku należało obłożenie podstawy klifu i zbocza opaską z koszy siatkowych z zawartością kamieni. Tę konstrukcję obłożono zaś siatką umożliwiającą porośnięcie jej roślinnością.

Z kościołem tym związanych jest kilka legend. Pierwsza opowiada o Zielenicy - bogini morza, którą rybacy schwytali i przetrzymywali w miejscowym kościele. Zielenica zmarła bardzo szybko, prawdopodobnie z żalu i tęsknoty za morzem. Została pochowana na przykościelnym cmentarzu, a Bałtyk - jej ojciec - postanowił sprowadzić jej ciało tam, gdzie jego miejsce, czyli na dnie morza. Wysyłał więc fale tak wielkie i mocne, które oprócz ciała jego córki, pochłonęły także część wsi oraz zrujnowały kościół.
Druga z legend głosi, że o ziemie te upomina się Thor, bóg burzy i piorunów, po tym, jak zapanowało tu chrześcijaństwo.
Trzecia historia przywołuje pamięć o parze rozdzielonych kochanków, z których jedno przybywa z morza, aby połączyć się z drugim, spoczywającym na przykościelnym cmentarzu.


Po dokładnym obfotografowaniu ruin zeszliśmy z platformy widokowej na plażę, ale nie byliśmy tam zbyt długo. Bardzo wiało, więc tylko kilka poglądowych zdjęć i do domu.






Polecam na weekendową nudę. Cała wycieczka zajęła nam około czterech godzin. Jest trochę chodzenia, trochę odpoczynku. Jak ktoś ma dobrą kondycję i sprawny rower, może się wybrać na przejażdżkę, ale w tym temacie to raczej Ruda i Spóła oraz Tomik mogą się wypowiedzieć ;)
Pozdrawiam!

Obserwatorzy