Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żelazowa Wola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żelazowa Wola. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2014

Z wizytą u Fryderyka Chopina

Dzisiaj zapraszam Was do Żelazowej Woli. Kiedy byłam tam pierwszy raz, dworek był już zamknięty, ale mogłam przejść się po ogrodzie, który mnie oczarował! Obiecałam sobie, że tam jeszcze wrócę, no i słowa dotrzymałam.

To były moje drugie duże wakacje spędzone w stolicy. Oczarowana Warszawą postanowiłam zabrać ze sobą koleżankę i pokazać jej to, co pokochałam. Wydaje mi się, że i koleżanka bakcyla połknęła. Wyruszałyśmy z miejsca noclegu raniutko, przed 8:00 i ruszałyśmy w miasto. Codziennie coś nowego, innego, niepoznanego. Do Żelazowej Woli dotarłyśmy przed 10 rano. Biorąc jednak pod uwagę, że śniadanie zjadłyśmy przed 7 rano, a kanapek ze względu na upał nie brałyśmy, nasze zwiedzanie postanowiłyśmy rozpocząć od przemiłej kawiarenki, w której, jak się okazało, serwowano pierogi. A kto powiedział, że pierogów się nie jada o 10 rano?! No właśnie ;) Spójrzcie na wystrój tego miejsca:





Posilone, udałyśmy się do Domu Urodzenia Fryderyka Chopina i Parku w Żelazowej Woli.

Wejście
Od samego momentu przekroczenia bramy poczułam się jak w innym wymiarze. Zieleń, wszędzie pełno zieleni. Pełno kwiatów, śpiew ptaków oraz dyskretna muzyka Chopina, spokojnie sącząca się ze wszystkich stron...



I ten dwór, piękny dwór, kryjący w sobie prawdopodobnie niesamowite bogactwo związane z tym wybitnym kompozytorem... Słowem: sielanka.


Nie zabrakło oczywiście także pomników oraz płyt pamiątkowych.


Głowa Fryderyka Chopina w tym miejscu jest rzeczą naturalną i oczywistą. Wydaje mi się jednak, że takie obiekty powinny być dopieszczone w każdym szczególne, a tu mech zaczyna porastać cokół od dołu...




Tam jest niewyobrażalnie duuużo zieleni. Ogród jest przepiękny i chociaż na co dzień nie odczuwam potrzeby tak intensywnego obcowania z naturą, podczas spaceru po Parku naprawdę odpoczęłam, odprężyłam się, a panującą tam atmosferę chłonęłam całą powierzchnią własnego ciała.





Romantyczny mostek



Ten ptaszek przepięknie śpiewał!
Rozochocona klimatem parku, z wielką nadzieją przekroczyłam próg samego domu i... Przeżyłam ogromny szok. Czułam, jak moje serce rozpada się na kawałki, które z hukiem spadają na drewnianą podłogę. W środku niestety... Był piec kaflowy, ściana z jakimiś pamiątkami, replika fortepianu oraz manuskrypt Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Tyle. Tam były puste izby, nic specjalnego, zero zaskoczenia, a tylko jeden wielki zawód. Chyba sobie zbyt wiele wyobraziłam i obiecałam po tej wizycie.




Słowem - park jest piękny. Spacerując alejkami wśród kwiecistych kobierców i wsłuchując się w rozbrzmiewającą zewsząd muzykę można się naprawdę wyłączyć, oderwać od rzeczywistości. Muszę dodać, że muzyka jest na takim poziomie głośności, że przyjemnie łaskocze bębenki słuchowe, jednocześnie nie zagłuszając rozmówcy, jest miłym tłem dla całej wizyty i taki spacer każdemu polecę. Jeśli zaś chodzi o dom - w zależności od wymagań. Nie polecam romantykom i osobom o taki wybujałej wyobraźni jak ja. Chyba mi się Dom Urodzenia Fryderyka Chopina pomylił z Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach. Ale o tym będzie już innym razem :)

Pozdrawiam :)

Obserwatorzy