poniedziałek, 19 lutego 2018

1% ma znaczenie!

Nadszedł czas corocznego rozliczenia podatku dochodowego, czyli potocznie mówiąc "rozliczenia PIT-a". Od kilku dobrych lat prawo podatkowe pozwala na przeznaczenie 1% podatku na wybrany dowolnie cel charytatywny. Należy zaznaczyć, że my, podatnicy, nie tracimy nic, bo ten 1% już został nam potrącony, a my jedynie możemy zadecydować, czy trafi on do Skarbu Państwa, czy do osoby, stowarzyszenia bądź fundacji, która dzięki darowiznom może osiągnąć cele zdrowotne, rehabilitacyjne, bądź statutowe. Osób potrzebujących wokół nas jest sporo, tak samo jak organizacji, które dzięki własnym środkom i ludziom dobrej woli mogą realizować swoje założenia programowe. Trudno jest wybierać i trudno komukolwiek cokolwiek narzucać. Sprawa, szczególnie jeśli chodzi o osoby prywatne, jest dość delikatna zarówno dla obdarowujących, jak i dla obdarowywanych. Serc potrzebujących pomocy jest wiele, rąk do pomocy niestety mniej. Wokół mnie jest tyle bliskich mi inicjatyw, a procent tylko jeden, przez co niestety, nie każdemu da się pomóc w jeden, określony sposób. Niemniej - spróbuję przedstawić Wam opcje, zapoznać Was z ludźmi i inicjatywami, wobec których może ktoś z Was nie przejdzie obojętnie.

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
Numer KRS: 0000186434
Cel szczegółowy: DANIEL HRYCIÓW 19/H
Daniel jest synem mojej koleżanki z pracy. Chłopiec ma 12 lat i urodził się z Zespołem Downa i innymi, towarzyszącymi wadami. Jest radosnym chłopcem i mimo problemów ze zdrowiem, bardzo ciekawym świata. Nasz 1% może pomóc w terapii sensorycznej a także zebraniu niezbędnych środków na turnus rehabilitacyjny wspomagający sprawność psychoruchową.

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
Numer KRS: 0000037904
Cel szczegółowy: 13350 Piechuta Ewelina Łucja
Ewelinę poznałam latem na kołobrzeskiej plaży. Dziewczyna jest zakochana w Kołobrzegu, mimo że mieszka w samym środku Polski - dosłownie! Urodziła się z dziecięcym porażeniem mózgowym, a rehabilitacja, która jest możliwa dzięki darowiznom na 1% umożliwia jej normalne życie codzienne.

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
Numer KRS: 0000186434
Cel szczegółowy: 442/P
Niedźwiadek Koala to osoba jedna z nas... Kto? Jest to osoba dorosła, prowadząca bloga, członek Kneziowiska. Tyle wiemy. I więcej nie potrzeba. Wiadomo tylko, że każdy nasz procent to szansa na zahamowanie choroby. Jeśli chcesz więcej informacji i zapoznania się z "misiową zagadką", zajrzyj na Kneziowisko.

Fundacja DKMS
Numer KRS: 0000318602
DKMS - fundacja ratująca rocznie setki istnień. Nie zdawałam sobie sprawy z ogromu kosztów, póki sama nie zetknęłam się z osobiście z tematem. Same badania genetyczne ze sławnych patyczków to koszt kilkuset złotych. A potem typizacja potwierdzająca, badania dawcy, samo pobranie plus dojazd, wyżywienie i zakwaterowanie dawcy na ten czas. Kręci się w głowie od tych kwot... A realnie pomóc może Twój mały, ale jakże istotny procent.

Stowarzyszenie AZBEST-STOP
Numer KRS: 0000282353
Kiedy powstawały bloki z tzw. wielkiej płyty, nikt nie był świadom, że pył azbestowy jest rakotwórczy. Poza tym nikt naszym domom nie dawał więcej istnienia jak 20-30, a za chwilę minie 40 lat, odkąd powstał blok, w którym spędziłam prawie całe moje życie. Stowarzyszenie "Azbest STOP" powstało i działa w Kołobrzegu na rzecz wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych w celu pozbycia się z blokowisk trujących składników budowlanych.

Stowarzyszenie Wspierania i Rozwoju
Schroniska dla Zwierząt 
w Kołobrzegu REKS
Numer KRS: 0000287972
Zwierzęta nie poradzą sobie bez wsparcia ludzi. Pozostawiam zupełnie na boku wszelkie animozje, których adresatem stało się schronisko. Nie wnikam w konflikty, które mnie nie dotyczą. Wiem jedno - w schronisku pracują ludzie i tylko ludzie, ze swoimi wadami i zaletami, ale zawsze kierujący się dobrem i potrzebami zwierząt. Próbują najlepiej jak potrafią zapewnić godne warunki psom, kotom i innym futrzakom, które trafiają w ich progi. Schronisko to nie dom, ale możemy sprawić, że zwierzaki będą miały ciepłe posłania i pełne brzuszki.

Może ktoś z Was jeszcze się waha, komu i czy w ogóle pomóc? Decyzję pozostawiam Wam - nie czujcie się zobowiązani do informowania mnie o czymkolwiek. Po prostu - może ktoś z Was zechce, może poczuje potrzebę, może... To Wasza prywatna, wręcz osobista sprawa. Dziś tylko podsuwam pomysł, jeśli ktoś się jeszcze waha, albo nie ma pomysłu. Ja swój procent już przekazałam i myślę, że nie jest istotne, komu - ważne, by pomóc i zwyczajnie nie zmarnować tej możliwości.

sobota, 17 lutego 2018

Bydgoszcz zimową porą

Kiedy byłam pierwszy raz w Bydgoszczy, miasto zachwyciło mnie zielenią i ogólnym zadbaniem. Po kilku latach wróciłam służbowo, a mając wolną chwilę, wpadłam w znajome zakamarki, zobaczyć, co się zmieniło. Nie ma się co oszukiwać, nieprzyjazna aura wpływa na odbiór i pewnie gdybym była tu pierwszy raz w styczniowe popołudnie, Bydgoszcz nie oczarowałaby mnie tak, jak WTEDY. Ale za to teraz wiedziałam, gdzie iść i na co patrzeć. Słowem - odwiedziłam stare kąty i w związku z tym, że te miejsca już kiedyś opisywałam, teraz wstawię tylko zdjęcia. Możecie porównać ze podlinkowanymi wpisami. Jednak w słońcu wszystko wygląda zwyczajnie ładniej :) 

Mural Rejewskiego, ul. Gdańska 10
Kościół Klarysek pw. WNMP
"Szklane spichrze" nad Brdą, budynki Mbanku
"Przechodzący przez rzekę"
Spichrze nad Brdą
Kolekcja lodówkowa rośnie :)
Spichlerz, siedziba muzeum.
Północna pierzeja Starego Rynku.
Wschodnia pierzeja rynku.
Pomnik Walki i Męczeństwa, w tle ratusz.
Bydgoska Aleja Autografów na ul. Długiej.
Ul. Długa.
Wyspa młyńska, budynek Muzeum Okręgowego.
Wyspa Młyńska.
Wyspa Młyńska, widok na Operę Nova.
Most im. Jana Kiepury.
Wyspa Młyńska - zabytkowy zespół młyna i magazynów zbożowych.
Opera Nova i pomnik Łuczniczki.
Rozczarowana jestem Wyspą Młyńską, kilka lat temu to miejsce było zielone i kolorowe, ale może latem sytuacja się zmienia i pojawiają się czasowe instalacje artystyczne. Przybyło kłódek na moście im. Jana Kiepury i nie udało mi się trafić pod pomnik Kazimierza Wielkiego, ale widziałam go z okna samochodu - wygląda jak wyglądał, koń też wydaje się być w dobrej kondycji ;) 
Miłego weekendu!

niedziela, 28 stycznia 2018

Szybka runda do Ustki


Zadzwonił telefon. Jedziesz ze mną do Ustki? Marchevkowy ojciec miał służbowy kurs do tego nadmorskiego kurortu i pomyślał, że fajnie by było nie wracać samemu. Po szybkiej kalkulacji - wszak to tylko 120 km w jedną stronę - zdecydowałam się pojechać. Co prawda cały tydzień byłam służbowo w Bydgoszczy i dom wołał o trochę uwagi, ale dobry spontan nie jest zły, a pranie i gotowanie zawsze może poczekać.

 



Tego typu przejażdżki najczęściej mają podłoże czysto techniczne - pojechać, żeby nie siedzieć w domu, a jak się coś uda zobaczyć, to się uda. W końcu na wyjazdach służbowych nie zawsze można zboczyć z trasy i zapewne tym razem by się nie udało, gdybym nie wydusiła, że nie widziałam latarni morskiej w Ustce. Sami przyznajcie, że na taki poziom mojego objeżdżenia to może dziwić. Czego się więc nie robi dla kochanej córeczki. ;) Po załatwieniu wszystkich firmowych formalności wyrwaliśmy pół godziny i udaliśmy się w urocze portowe okolice. 


Pogoda taka sobie, bo już zmierzchało, aparatu nie było, tylko komórka i czasu na dogłębną eksplorację brak. Ale udało się zobaczyć najważniejsze, czyli właśnie latarnię morską i port, w tym fascynujący most zwodzony nad kanałem portowym a także zrobić kilka zdjęć mniej lub bardziej fascynujących, ale pozwalających jednak na wzbogacenie dokumentacji fotograficznej pt. polskie latarnie morskie i dostawienia kolejnej pinezki na mapie. :)

piątek, 5 stycznia 2018

Wąskimi uliczkami Kościerzyny

Kościerzyna leży na Pojezierzu Kaszubskim, w województwie pomorskim. Miasto liczy niecałe 24 tysiące mieszkańców, więc nie jest to zbyt wielka miejscowość. Ma jednak w sobie urocze zakątki, które można zwiedzić w czasie krótkiego odpoczynku w trasie. Wersja niespieszna, ale mało szczegółowa to kilkadziesiąt minut spaceru, a jeśli ktoś ma więcej czasu - także się nie będzie nudził. Cztery Muzea (m. in. jedno z trzech w Europie Muzeum Akordeonów oraz Ekspozycja Niewypałów I i II Wojny Światowej), centrum kultury, basen to tylko niektóre z atrakcji, które mogą zainteresować turystów. Dzisiaj zabiorę Was na spacer urokliwymi wąskimi uliczkami Kościerzyny, na miejski rynek, a w dalszej części opowiem, skąd w herbie znalazł się niedźwiedź.

Zatrzymaliśmy się na parkingu pod centrum handlowym, nieopodal pomnika Józefa Wybickiego. Parking jest płatny, ale gwarantuje bezproblemowe znalezienie wolnego miejsca, a także pozwala rozpocząć zwiedzanie miasta od obejrzenia pomnika Józefa Wybickiego. Umiejscowienie monumentu co prawda może trochę zadziwiać, ale należy zaznaczyć - pomnik był pierwszy, bowiem jego odsłonięcie nastąpiło w 1975 roku, a Galeria Wybickiego oficjalnie otwarta została w 2014 roku. Urodzony w pobliskim Będominie twórca polskiego hymnu w kaszubskiej świadomości zajmuje znaczące miejsce, toteż fakt, że 8-metrowy pomnik, największy w kraju, nie powinien być sensacją :)


Po drugiej stronie parkingu mieści się muzeum zabytkowych aut amerykańskich. Chociaż temat zza oceanu nie pasjonuje mnie jakoś wybitnie, gdybym miała więcej czasu, skusiłabym się i za dyszkę obejrzała zaoceaniczny wycinek historii. Może kiedyś nadrobię, wszak kierunek Kościerzyna obieram ostatnio dość często :)
















Spacerem dotarliśmy do Kościoła Świętej Trójcy, mający status sanktuarium maryjnego. Neobarokową świątynię wzniesiono w latach 1914-1917. Wyposażenie kościoła pochodzi głównie z XVII i XVIII wieku. Jedynie obraz "Ukrzyżowanie" został namalowany w XVI wieku. Obecnie trwa remont elewacji, przez co zabytek obstawiony jest rusztowaniami. Będzie ładnie!


Z kościoła udaliśmy się na kościerski rynek, którego układ wraz z ulicami został wpisany do rejestru zabytków. Wśród zabytkowych kamieniczek okalających centrum miasta znajduje się zabytkowy XIX-wieczny ratusz, w którym dziś mieści się Muzeum Ziemi Kościerskiej. Fontanna zamontowana w płycie rynku dodaje miejscu uroku. Spocząć można u boku Remusa, bohatera powieści Aleksandra Majowskiego, o których pisałam w kaszubskiej części Folkowego Cyklu.
Z rynku droga prosta pod górę ;) na Wzgórze Księżniczki Gertrudy, którego nazwę oficjalnie ustanowiono sześć lat temu, upamiętniając córkę księcia Sambora II z Tczewa. Na szczycie znajduje się siedziba Urzędu Miasta.




Ostatnim punktem, do jakiego zawitaliśmy, był kościół Zmartwychwstania Pańskiego.Pierwotnie wzniesiony jako kościół ewangelicki w ostatniej dekadzie XIX wieku. Neogotycka budowla początkowo była miejscem kultu religijnego luteran, tuż po II wojnie światowej przekształcona została w świątynię szkolną pw. św. Jana Nepomucena. Kilka lat później kościół opieką objęli przybyli do Kościerzyny zakonnicy ze Zgromadzenia Zmartwychwstania Naszego Pana Jezusa Chrystusa (tzw. zmartwychwstańcy). W kościele zachowały się oryginalne dzwony oraz autentyczny mechanizm zegarowy z trzema tarczami umieszczonymi na wieży. Wszystkie te elementy posiadają napisy wskazujące na datę i miejsce odlania: Bochum, 1893. 
Uliczkami wąskimi, które zawsze wzbudzają we mnie zachwyt, bez względu, czy mieszczą się one w Karlinie, Warszawie, czy Kościerzynie, wróciliśmy na parking i pojechaliśmy dalej... A gdzie? To niech już zostanie naszą słodką tajemnicą :)



A na koniec: w Kościerzynie elementem przewodnim jest niedźwiedź. Jest on ułożony z kostki na płycie rynku, a także odlany na pokrywach studzienek kanalizacyjnych. Wiele pamiątek zawiera symbol pokaźnego miśka pod lipową gałęzią. Genezę symbolu możemy znaleźć w znanej kaszubskiej legendzie, którą przytoczę w oryginale.

Legenda związana z powstaniem herbu Kościerzyny opowiada o groźnym misiu, który żył ongiś w borach tutejszych i, co gorsza, napadał na ludzi i bydło. Był prawdziwym postrachem biednych gburków. Wreszcie znalazło się dwóch odważnych mężczyzn, ojciec i syn, którzy zabili niedźwiedzia. Czynem tym zyskali uznanie tak ogromne, że lud leśny obrał ich swymi wodzami. A gdy w miejscu pokonania kudłatego wroga zbudowany został gród przyjęto do herbu, wizerunek misia. Lipa przybyła później, wzięła się stąd, że w kościerskiej “Karczmie pod Niedźwiedziem ” pijano chętnie miód. A miód to lipy. Było zresztą tych drzew w okolicznych lasach sporo, tak że w mieście wyrabiano słodki trunek nawet dla Gdańska.[1]


I na tym zakończyliśmy tamtą kaszubską przygodę, na odchodne kupując w piekarni Jarzębińskich pyszne ciasta, chleb oraz słoiczek kaszubskiego miodu. To by było na tyle, jestem ciekawa, czy nowe rozmieszczenie zdjęć jest czytelne i ciekawsze? Liczę na Wasze spostrzeżenia, nie tylko związane z blogiem, ale także ze wspomnieniami, nie tylko kościerskimi, ale także z całym regionem. Folkowa część o Kaszubach udowodniła, że lubicie te smaczki, więc...? :)

Przypisy:
[1] Bohaterowie kaszubskich legend
Zdjęcia zostały wykonane przez Marchevkę w Kościerzynie dnia 02.09.2017 r.
Tworząc tekst, informacje uściślałam na podstawie Wikipedii.
Więcej grzechów nie pamiętam ;) 

sobota, 9 grudnia 2017

viator Pomeraniae - ruiny kościoła w Trzęsaczu


Trzęsacz to wieś nadmorska w województwie zachodniopomorskim, w powiecie Gryfickim w gminie Rewal. Pierwsze historyczne dane o miejscowości pochodzą z 1331 roku. Wbrew nadmorskim skojarzeniom, ludność Trzęsacza w średniowieczu zajmowała się głównie rolnictwem. Wieś bowiem pierwotnie znajdowała się prawie 2 km od brzegu morskiego. Dopiero wskutek abrazji morze zaczęło zabierać ląd, co uczyniło Trzęsacz miejscowością nadmorską. Pierwsze próby zatrzymania niszczącego procesu podjęto już w połowie XVIII wieku. Na niewiele się jednak dały te wysiłki. W XIX wieku odległość brzegu od świątyni wynosiła zaledwie 1 metr! Z biegiem lat Trzęsacz stał się osadą rybacką. Na rozwój gospodarczy wpłynęło uruchomienie w końcówce XIX wieku Gryfickiej Kolei Wąskotorowej, łączącej Gryfice z Pogorzelicą. Znaczenie turystyczne miejscowość zyskała dopiero w XX wieku.
Na przestrzeni wieków Trzęsacz przechodził  z rąk do rąk pruskich rodów. W średniowieczu pierwszym notowanym w źródłach historycznych właścicielem był Heinrich von Knutt. Następnie władanie nad ziemiami przejął ród Flemmingów, a ostatnimi właścicielami w latach 1884-1945 byli von Kollerowie. Trudno jednak o dokładne dane: kto, kiedy i w jaki sposób wchodził w posiadanie ziem, zatem, by uniknąć minięcia się z prawdą historyczną, w tym wpisie ominę rozdział genealogiczny. W zamian zaś pojawi się nowy, inny, mam nadzieję, że równie ciekawy i interesujący.
Kościół pw. św. Mikołaja został wybudowany w stylu gotyckim na przełomie XIV i XV wieku. Pierwotnie świątynia znajdowała się około 2 km od morskiego brzegu. Kościół na przestrzeni lat był doposażany i remontowany. W XVII wieku zyskał renesansowe i barokowe wyposażenie, m.in. chrzcielnicę i ołtarz. W przykościelną dzwonnicę dwukrotnie uderzył piorun, po czym została rozebrana. Na jej miejsce postawiono nową z dwoma dzwonami (dwa dzwony działały jak piorunochron?) Jak miało to często miejsce, także w Trzęsaczu funkcjonował przykościelny cmentarz, który morze zaczęło zabierać w XIX wieku.


W kościele nabożeństwa odprawiano do marca 1874 roku, kiedy brzeg
znajdował się już zaledwie metr od świątyni. Miejsce kultu ostatecznie zamknięto niecałe pół roku później. Wyposażenie przeniesiono do katedry w Kamieniu Pomorskim i do kościoła w Rewalu, natomiast część pozostałych zabytków trafiło do muzeów w Szczecinie i Berlinie.
Ciekawostką jest dynamiczny postęp erozji brzegowej, którą obrazuje wykres 1. Konsekwencją niszczącej działalności fal morskich jest postęp upadku świątyni, który obrazuje wykres 2.

Wykres 1 Odległość kościoła od morskiego brzegu (w metrach).

Wykres 2 Kalendarium upadku kościoła św. Mikołaja w Trzęsaczu
Poniżej przedstawiam zdjęcia ze strony Zachodniopomorskiego Konserwatora Zabytków, upamiętniające wcześniejsze lata świątyni. Kolejno na zdjęciach: kościół w 1873 - widok od lądu, 1873 - widok od morza, 1909 i 1967.


Obecnie zachowany fragment to część ściany południowej. Walka z żywiołem trwa nadal, a lokalne władze ciągle stosują nowe wybiegi, by walczyć z niszczącą siłą żywiołu. Obecne zabezpieczenie klifu na początku nowego tysiąclecia wykonała prywatna firma. Zastosowano opaskę brzegową zabezpieczającą klif przed postępującą erozją. Siatkowe kosze wypełniono kamieniami i zaopatrzono w specjalną warstwę tkaniny, umożliwiającej wykonanie zielonych nasadzeń. Byś może nie wygląda to zbyt elegancko, jednakże wobec pomysłów przeniesienia ruin wgłąb lądu, bądź pozwolenia na unicestwienie ich, jest to chyba jedyne możliwe na ten moment rozwiązanie. Zabytkowa ściana kościoła w Trzęsaczu jest jedyną taką atrakcją w całej Europie.


Wokół nadmorskiego kościółka roztacza się atmosfera tajemniczości. Jest to jedyny tak rozsławiony obiekt, o który tak zaciekle walczy morski żywioł i którego ludzie nie chcą oddać. Najbardziej znana legenda przytacza postać Zielenicy - bogini morza, którą złowili w swoje sieci miejscowi rybacy. Wraz z miejscowym proboszczem, który dziewczynę chciał ochrzcić, uwięzili ją w tutejszym kościele. Zakładniczka umarła z tęsknoty i została pochowana na przykościelnym cmentarzu. Według legendy, jej ojciec Bałtyk walczy o odzyskanie ciała córki i przeniesienie jej na dno. W tym celu posyła wielkie fale, mające zagarnąć ląd.

Bibliografia
Tekst:
1) Marchevka;

Grafika:
1) Wizerunek Marchvi włóczykijowej - Sava;
2) Mapka Trzęsacza w nagłówku - Archiwum Map Zachodniej Polski;
3) Grafiki i zdjęcia działu Historia - Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Szczecinie;
4) Wykresy - Marchevka;
5) Zdjęcia aktualne - Marchevka, Trzęsacz, 17.01.2015 r.

Obserwatorzy