sobota, 12 maja 2018

Zwiedzamy Limerick cz. 1 - Pomniki

Limerick jest trzecim co do ilości mieszkańców irlandzkim miastem położonym w środkowo-zachodniej Irlandii nad ujściem rzeki Shannon. Został założony przez Duńczyków w IX wieku. Jednym z głównych nurtów przedsiębiorczości do niedawna była fabryka firmy Dell, która od prawie dziesięciu lat po przeniesieniu funkcjonuje w Łodzi. Obecnie Limerick jest ośrodkiem rolniczym i uniwersyteckim.

Aby było łatwiej - umownie podzieliłam miasto na trzy główne ulice. Henry Street, czyli mój ulubiony skrót, bo niby duża ulica, ale poboczna - równoległa do głównej arterii miasta, czyli O'Connel Street oraz poprzeczna do nich - William Street. To mi wystarcza, bo jeśli znajdę się na którejś z nich, już wiem, gdzie jestem i wiem, gdzie iść, żeby dojść do celu albo się nie zgubić.

Pierwszy wieczór spędziłam krążąc między dwoma pierwszymi ulicami i nabrzeżem rzeki Shannon. Kolejne dni przyniosły kolejne emocje i poznanie drugiego brzegu rzeki, wycieczkę piętrobusem, rozpoczynającą się i kończącą na William Street właśnie, zwiedzanie kościołów w samym centrum i nieco dalej, odwiedzenie dwóch przykościelnych zabytkowych cmentarzy, przechadzkę po parku miejskim i myślę, że dziesiątki kilometrów zwykłych-niezwykłych spacerów po mieście z widokiem na góry (czy też pagórki - jak to nazywają miejscowi).

Długo zastanawiałam się, jak to zrobić, by miasto przedstawić najpełniej. Chyba się nie da, nie po tygodniu, nie po dwóch. Skoro spędziłam całe życie w Kołobrzegu i to miasto nadal ma przede mną tajemnice, to w tydzień na pewno nie stałam się znawcą Limericku, o którym dotychczas nie wiedziałam nic, a historia Irlandii ściele się w moim mózgu białą kartą, a którą chcę zapełnić, ale jeszcze nie znalazłam interesującej literatury, która mogłaby tę lukę zlikwidować.

Przeanalizowałam jednak źródła internetowe i nie znalazłam nic polskojęzycznego, co pozwoliłoby jakąś klamrą spiąć turystyczne atrakcje Limerick. Te honory zostało poczynić mnie, więc nie będzie tradycyjnej trasy z punktu A do punktu B, przez punkt C i D, gdzie z kościoła poszłam pod pomnik, a spod pomnika poszłam na piwo. Postanowiłam podzielić ciekawe miejsca według rodzaju obiektu i w ten sposób przedstawić mój irlandzki tydzień. Dziś część pierwsza - Pomniki.

Pomnik Daniela O'Connella
Usytuowany w samym centrum miasta, na środku najszerszej ulicy w Europie - O'Connell Street mierzącej niemal 50 m szerokości, w otoczeniu ozdobnych kolorowych klombów z fontanną. Na cokole podobizna narodowego bohatera - Daniela O'Connella, przywódcy irlandzkich nacjonalistów, walczących o niepodległość Irlandii.


Pomnik Richarda Harrisa jako Króla Artura
Monument usytuowany na deptaku Bedfort Row upamiętnia irlandzkiego aktora, reżysera i piosenkarza Richarda Harrisa. Na cokole pomnika znajduje się napis PEACE NOT WAR, do czego nawiązuje również odwrotnie trzymany przez postać miecz. Wokół podstawy zostały umieszczone również tabliczki wspominające jego największe aktorskie osiągnięcia.

Pomnik Terry'ego Wogana
Wzniesiony na nabrzeżu rzeki Shannon pomnik upamiętnia irlandzkiego radiowca i pracownika telewizji, który przez wiele lat związany był z brytyjskim BBC. Wtedy było dość ciemno i padało, więc daliśmy mu na chwilę schronienie przed deszczem ;) To właśnie tutaj wspólne zdjęcie zrobił nam ratownik Limerick Search&Rescue Marine, o którym pisałam w pierwszym irlandzkim wpisie.


Rice's Memorial in People's Park
Wysoka kolumna wapienna zwieńczona kamienną rzeźbą Thomasa Spring Rice'a wybudowana została w pierwszej połowie XIX wieku. Anglo-irlandzki polityk był współzałożycielem irlandzkiej ligi antypartyjnej oraz odegrał kluczową rolę w rozwoju irlandzkiego rolnictwa spółdzielczego. Pomnik mieści się w przepięknym People's Park, o którym jeszcze napiszę.

Limerick Dockers Monument
Pomnik na Bishop's Quay, nad rzeką Shannon został wzniesiony z inicjatywy Urzędu Miasta przy wsparciu Departamentu Ochrony Środowiska, Dziedzictwa i Samorządu Terytorialnego. Upamiętnia wybitnie ciężką i uczciwą pracę dokerów w Limerick. Autorem rzeźby był Michael Duhan syn jednego z portowców i pracownika statków.



The Singer from Quimper
Quimper jest francuskim miastem partnerskim Limerick. Posąg został odsłonięty w 25 rocznicę
nawiązania współpracy obu miast. Uroczyste obchody uświetniły występy tradycyjnych zespołów bretońskich oraz irlandzkich, łącznie z prezentacją ludowych strojów. Pomnik znajduje się na Quimper Squaire w centrum miasta. My nazwaliśmy ten pomnik "Panią z tamburynem".

Players przy O'Connell Street
Kolejny pomnik przy głównej arterii miasta. Hurling (nie curling!) i rugby to narodowe dyscypliny Irlandczyków. Podczas rozgrywek stadiony i puby pękają w szwach, a atmosfera jest porównywalna z polskim kibicowiskiem (nie mylić z kibolstwem!). Na zdjęciu ujęty jest zawodnik rugby, natomiast gracz hurlingu odwrócony jest do niego plecami i trzyma specjalny kij do gry.


Pomniki wojenne
Pomnik 1916, Sarsfield Bridge
Tutaj warto przedstawić pokrótce podłoże historyczne, rzucające światło na coś, co dla nas w Polsce może być czymś niezrozumiałym, a na pewno zaskakującym. Gdy w 1914 roku wybuchła I Wojna Światowa, Irlandia była częścią Zjednoczonego Królestwa. W związku z tym udział w wojnie był dla Irlandii obligatoryjny. Nie przeszkodziło to jednak toczyć Irlandczykom działań niepodległościowych, których wynikiem było Powstanie Wielkanocne w 1916 roku i wyzwolenie się spod wpływów Wielkiej Brytanii. W 1918 roku zakończyła się I wojna światowa, jednak nie przyniosła ona pokoju na Wyspach, bowiem w latach 1919-1921 toczyła się irlandzka wojna o niepodległość między Irlandzką Armią Republikańską a brytyjskimi siłami bezpieczeństwa, zakończona ogłoszeniem niepodległości Irlandii. Po zakończeniu wszystkich konfliktów, ocaleli w walkach mimowolnie zostali podzieleni na dwa obozy. Żołnierze walczący o niepodległość zostali upamiętnieni ze wszelkimi honorami, natomiast weterani walk I Wojny Światowej - w niepamięci zostali zagrzebani na wiele długich lat, samotnie walcząc z nieprzyjaznym systemem i bojówkami IRA.
Pomnik I i II Wojny Światowej, Pery Square
Jak wiemy, światowy pokój nie trwał długo, bowiem w 1939 roku wybuchła II wojna światowa. W tym czasie niepodległa Irlandia ogłosiła swą neutralność. Ochotnicy, którzy dobrowolnie zaciągnęli się do wojska i walczyli, po wojnie albo ukrywali swój udział w wojnie albo uznani za antynacjonalistów, mimo rosnącej wiedzy nt. nazizmu i europejskiej walki z nim. Rehabilitacja  żołnierzy nastąpiła dopiero w 1996 roku przez premiera Johna Brutona.
Pomnik Żeglarzy/Marynarzy, Bishop's Quay
W Limerick są trzy pomniki upamiętniające powyższe wydarzenia. Pierwszym z nich jest pomnik 1916 na Sarsfield Bridge, upamiętniający Powstanie Wielkanocne. Drugi to World War I&II Memorial, czyli pomnik poległych w I i II Wojnie Światowej przy Pery Square, pełniący jednocześnie funkcję symbolicznego grobu tych, których miejsce spoczynku jest nieznane. Zdecydowałam się do tej puli włączyć także Merchant Seamen's Memorial, czyli pierwotnie Pomnik Żeglarza, mający upamiętnić rybaków z Limerick, którzy stracili życie na morzu. Współcześnie pomnik wspomina mieszkańców Limerick i Clare, którzy zginęli w czasie II wojny światowej na statkach handlowych, które mimo neutralności Irlandii były atakowane wskutek mylenia ich z jednostkami brytyjskimi.

Tait Memorial Clock
Wolnostojąca kamienna wieża zegarowa w stylu gotyckim została wzniesiona w 1867 roku w hołdzie szkockiemu przedsiębiorcy Aldermanowi Peterowi Taitowi. Był on właścicielem pobliskiej fabryki, zaopatrującej Imperium Brytyjskie w mundury. Tait był również burmistrzem Limerick w latach 1866-1868. Ten niezwykły zabytek mieści się przy Baker Place. Zegar działa prawidłowo.


Fontanna św. Jana - Fontanna Katedralna
Z wyglądu przypomina raczej źródełko albo ujęcie wody pitnej, niż znane nam obecnie wodotryski. Została wybudowana w XIX wieku, by zapewnić minimum sanitarne i dostęp do czystej wody ludności parafialnej. Ujścia wody znajdowały się z każdej strony, w tym dwa były zabezpieczone mosiężnymi pucharami, umożliwiającymi bezpośrednie korzystanie z wody, a dwa nie posiadały nic poza kranikami, umożliwiającymi nabranie wody do większych naczyń.


Bolą nogi? Bo mnie trochę ;) A to przecież dopiero początek!
Pozdrawiam!
Wpis powstał we współpracy z M., bo mimo uproszczenia planu miasta, nie wszędzie się odnajduję i potrzebna była pomoc w postaci GPS miejscowego ludzika. Dziękuję :* 

piątek, 27 kwietnia 2018

Rowerowa pięćdziesiątka, czyli szlakiem kościelnych wież wokół Jeziora Resko

Po ostatniej wycieczce stwierdziłam, że skoro całą zimę byłam jako tako aktywna, a trzydzieści kilometrów na rowerze w plenerze mnie nie zabiło, to i 50 km przejadę. No bo mieszkam na trzecim piętrze bez windy i na 10 km nie chce mi się roweru znosić... Wysiłek niewspółmierny do efektu, więc w myśl zasady, że jak kochać do księcia, a jak kraść to miliony - wyjazd też musi nieść za sobą coś więcej, niż pół godziny na dworze, skoro pogoda dopisuje i jest trochę wolnego czasu.

Odległość już jednak konkretna i nie porwałam się na wyjazd spontaniczny. Po przeanalizowaniu mapy i uwzględnieniu faktów, że: 
1) na Gościno jechałam poprzednio i
2) ścieżka na Ustronie jest w remoncie,
pozostało mi jechać na Dźwirzyno. No ale co dalej, Grzybowo, Dźwirzyno i...? Po wklepaniu wstępnego pomysłu na mapę już wiedziałam, że Jezioro Resko będzie moje! Nie zastanawiałam się też zbyt długo nad kierunkiem jazdy. Przyjęłam, że zacznę od strony morza, z Kołobrzegu, przez Grzybowo, Dźwirzyno, Rogowo aż do Mrzeżyna. Potem zagłębię się w ląd, przez Roby, Gorzysław do Bieczyna i dalej przez Karcino i Korzystno do Kołobrzegu. 55 km jak się patrzy. Czas start!

Ścieżka pieszo-rowerowa, Grzybowo, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Jeszcze kilka lat temu po lewej stronie były stare wojskowe magazyny, a ścieżkę stanowiła wydeptana miedza wśród łąk. Szukałam archiwalnych zdjęć, ale wtedy byłam normalna i nie robiłam fotografii wszystkiego, co się rusza bądź też nie. Temu co nie - tym bardziej. Prawdę powiedziawszy nie zarejestrowałam faktu budowy tego traktu i stawiam, że wydarzenie to miało miejsce, gdy byłam zajęta albo studiowaniem albo robieniem wątpliwej kariery zawodowej za najniższą krajową. Albo wszystko na raz. Było minęło, ścieżka została :D i to całkiem wygodna ścieżka, która w tej formie ciągnie się od Szkoły Morskiej w Kołobrzegu aż do pierwszego parkingu w Grzybowie. Tam przeistacza się w asfaltową dróżkę pokrytą igliwiem i szyszkami z bażynowego boru. Wygodna ścieżka kończy się za dźwirzyńskim "Senatorem" i przez miejscowość można się przedostać albo główną nierówną drogą albo nową obwodnicą. Wybrałam stary trakt, bo po kilkusetmetrach nierówności zaczynała się nowa polbrukowa ścieżka dla rowerów, wiodąca aż do mostu na Kanale Resko. Z mostu rozpościera się widok na wyjście z portu, a tuż za nim kończymy kołobrzeski etap wycieczki i wjeżdżamy do powiatu gryfickiego.

Most na Kanale Resko, Dźwirzyno, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Wyjście z portu, Dźwirzyno, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Powiat Gryficki, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Tuż za mostem czekała mnie miła niespodzianka w postaci porządnej ścieżki rowerowej oddzielonej od jezdni pasem zieleni. Biegła ona aż do Rogowa, by w miejscowości przekształcić się w ciąg rowerowo-pieszy. Zrobiłam mały postój nad brzegiem Jeziora Resko i ruszyłam do Mrzeżyna nową asfaltową drogą rowerową. Nad mrzeżyńskim kanałem portowym zatrzymałam się na troszkę dłużej, jakby czując, że te 20 km to miłe złego początki. Zostało ponad 30 km do domu i dopiero teraz zaczynała się prawdziwa zabawa. 

Jezioro Resko, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Nabrzeże w porcie, Mrzeżyno, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Z Mrzeżyna postanowiłam skierować się na Roby. Wybór okazał się bolesny dla mojej... tej części, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. No i trochę dla głowy, obawiałam się, że gdyby omsknęła mi się opona albo gdyby noga mi się ześlizgnęła z pedału albo... albo... albo... mój łeb nie miałby szans z płytowym kantem. (Po tej podróży kupiłam w końcu kask rowerowy!). Ciekawym obiektem napotkanym na szlaku były ruiny mostu. Okazało się, że to poniemieckie pozostałości po drogowym moście i most kolejowy, pełniący dziś funkcję samochodowego. Niespodzianką natomiast nie był kościół pw. Niepokalanego Serca NMP, budowany między XIII a XVIII wiekiem. Kamienie użyte do wzniesienia budowli wg podań pochodziły z latarni morskiej w średniowiecznym Regoujściu. Główną drogą, mijając Rezerwat Przyrody Roby i płosząc dwa piękne i wielkie żurawie, skierowałam swoje dwa koła w kierunku Gorzysława.

Droga Mrzeżyno-Roby, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Poniemieckie mosty, Roby, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Kościół Niepokalanego Serca NMP, Roby, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Chwila równego asfaltu uśpiła moją czujność i o mały włos dałam się ponieść zapomnieniu. Jednakże mocno wykształcony instynkt samozachowawczy nie pozwolił uwierzyć, że może być tak pięknie i równy asfalt prowadzący do Nowielic nie jest mi przeznaczony. Drogowskaz przy krzyżu bezlitośnie kierował na kocie łby w kierunku Bieczyna. Zainteresowały mnie mijane przy drodze kamienne słupki z krzyżykiem na szczycie. Wyglądały jak te przez wieżą kościelną w Cieszynie pod Koszalinem, co nasunęło mi myśl, że w przeszłości mógł być tam kościół bądź kaplica. Wszak w moich stronach co wieś, to kościół...

Na Bieczyno!, Gorzysław, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Ruiny kościelne?, Gorzysław, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Zaraz za wsią kocie łby przeistoczyły się w bardzo nierówną i dziurawą drogę gruntową, która wśród łąk i pól, wiodła do samego Bieczyna. Po kilku kilometrach zrobiłam przerwę przy kopalni gazu ziemnego, gdy na horyzoncie ujrzałam wieżę kościelną. Ta wieża była jak fatamorgana - niby blisko, a daleko i przybliżyć się nie chciała. Ale w końcu dotarłam do kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia NMP z początku XX w. Jak to bywa na naszych ziemiach - wcześniej ewangelicki, po wojnie poświęcony i przyjęty do obrządku rzymskokatolickiego.

Droga powiatowa nr 0123Z, Gorzysław, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Kościół pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, Bieczyno, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
Droga do domu, Bieczyno, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
W Bieczynie przed kościołem znalazłam tablicę informującą, że do Karcina zostało mi 5 km, a do Kołobrzegu już tylko 18. Trochę to było przekłamane, ale o tym za moment, bo te pięć kilometrów po polnych wertepach było dość męczące i znów wyglądałam za wieżą kościelną, a gdy już ją ujrzałam, jęknęłam - że ona tak daleko. I nawet tablica Karcino mnie nie podbudowała, bo doskonale wiedziałam, że do kościoła jeszcze daleka droga, a do Kołobrzegu to pięć dni wołami. Ale co było robić. Wsiadać i jechać. Już i tak było blisko.

Karcino, ©Marchevka, 22.04.2018 r.
W ubiegłym roku Karcino atakowałam bez żadnego planu od strony Kołobrzegu i dojechałam do tego miejsca. Zobaczywszy polną drogę - zawróciłam i przez Dźwirzyno wróciłam do domu. Tym razem nadjechałam od strony pola i poznałam tajemniczy mordor kryjący się za tym znakiem. Chwila odpoczynku i policzenia kilometrów zaowocowała odkryciem, że 18 km zostało mi od tego miejsca, a nie od kościoła w Bieczynie. Jadąc znajomymi już ścieżkami, minęłam Głowaczewo z ewangelickim cmentarzem i inne wioski, by znów na horyzoncie wypatrywać kościoła w Korzystnie, a gdy minęłam ten ostatni wiedziałam, że do domu już blisko. Wycieczkę zakończyłam ze średnim wynikiem 55 km (znów endo wykazało mniej niż licznik w rowerze) i bez chęci na szybkie bicie rekordu odległości. ;) Pozdrawiam!

Trasa i statystyki z endo.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Rowerowe otwarcie sezonu

Pierwszy prawdziwie ciepły weekend należało wykorzystać maksymalnie. Sobotni chłodny wiatr nie zachęcał, ale w niedzielę, zgodnie z prognozami, aura zdecydowanie dopisała. Całe szczęście rower miałam już przygotowany do wiosny, więc po zjedzeniu solidnego śniadania wyruszyłam na szlak. Ścieżki do Dźwirzyna i Ustronia trochę mi się opatrzyły, chciałam czegoś nowego i to znalazłam. Udałam się na południe, w stronę Zieleniewa, mając w planie zapoznanie się ze ścieżką rowerową wiodącą aż do Gościna. Tak dalekiej trasy w planach nie miałam, początkowo obliczyłam, że sił mi starczy na jakieś 20 km, więc po 10 km chciałam zawrócić. Zawróciłam wcześniej...
Powtórzyła się sytuacja sprzed roku, kiedy to zgubiłam się w okolicach kołobrzeskiego cmentarza. Sytuacja tyleż komiczna, co żenująca, więc oszczędzę opisu. Teraz też zgłupiałam, ale przy cmentarzu wojennym. Tam miałam pierwszy przystanek, gdzie po rozeznaniu zawróciłam kilkadziesiąt metrów i przeprawiłam się na drugą stronę ulicy, by móc kontynuować podróż.
Cmentarz wojenny, Kołobrzeg, ©Marchevka, 08.04.2018r.
Jechałam chodniko-ścieżką, by już za Zieleniewem znów przeprawić się na drugą stronę jezdni i znaleźć się na ścieżce właściwej. Licznik wskazywał na przejechane 8 km. Wizja średnia, bo teoretycznie zostały mi 2 km do zawrócenia, a raczej nie zapowiadało się, bym dojechała do Błotnicy i kolejnego przejazdu przez ulicę. Po 10 km stwierdziłam, że jadę dalej, żeby chociaż zobaczyć, jak wygląda ścieżka w lesie.
Ścieżka rowerowa do Gościna, Bezpraw, ©Marchevka, 08.04.2018r.
Gdzieś tu minęło mi 10 km, Błotnica, ©Marchevka, 08.04.2018r.
Zdziwiłam się, kiedy w pewnym momencie polbruk się skończył, a przed oczami stanęła mi budowa nowej drogi S6. Zgłupiałam, bo nie było żadnych oznakowań, tylko jakaś ścieżka wytyczona siatką ochronną. Zatrzymałam się, by zrobić kilka zdjęć, a w tym czasie wyprzedzili mnie inni rowerzyści. Ruszyłam więc ich śladem i po przejechaniu budowlanych wyrobisk na powrót znalazłam się na ścieżce. Zrobiłam małą przerwę na zastanowienie się, co dalej i... pojechałam przed siebie, bo doszłam do wniosku, że nie chcę wracać tą samą drogą a w najgorszym razie jak wyjadę za daleko, zadzwonię po posiłki czy coś...
Ślepa uliczka - koniec gry, widok od strony Charzyna, Błotnica, ©Marchevka, 08.04.2018r.
Budowa drogi S6, Błotnica, ©Marchevka, 08.04.2018r.
Budowa drogi S6, Błotnica, ©Marchevka, 08.04.2018r.
Jedziemy dalej, Błotnica, ©Marchevka, 08.04.2018r.
I tymże sposobem dotarłam do Charzyna, gdzie przy małym sklepiku zatrzymałam się na łyk wody i kolejny raz zastanowiłam się, co dalej... Ale tym razem wątpliwości rozwiał drogowskaz na Ząbrowo, sugerujący 5 km do miejscowości. Szybko policzyłam, że skoro do Ząbrowa 5, a z Ząbrowa do Kołobrzegu niecałe 15 km, to chyba dam radę...
Czysta woda zdrowia doda!, Charzyno, ©Marchevka, 08.04.2018r.
Kolejny postój miałam już nad Parsętą, schroniłam się w cieniu i zrobiłam kilka zdjęć. Odpoczęłam moment i po cudownych dwóch zjazdach (w jednym miejscu miałam ponad 40 km/h) zebrałam siły na niewielkie, ale dość długie podjazdy. To było męczące, tym bardziej że jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności cały czas jechałam pod wiatr.
Most na Parsęcie, Ząbrowo, ©Marchevka, 08.04.2018r.
Nad Parsętą, Ząbrowo, ©Marchevka, 08.04.2018r.
Parsęta, Ząbrowo, ©Marchevka, 08.04.2018r.
Starałam się jechać z prędkością 18-20 km/h ale nie dało się wszędzie i np. w Pustarach w pewnym momencie licznik wskazywał wynik poniżej 10, ale było mi już wszystko jedno. Miałam tylko jeden cel - wrócić do domu. Na szczęście po skręceniu na Kołobrzeg było znów z górki i teraz w głowie miałam tylko jedną zagadkę - czy tym razem na górkę w Niekaninie wjadę, czy znów rower będę prowadzić, jak kilka lat temu, kiedy pierwszy i ostatni raz dałam się na taką trasę namówić Tomkowi.
Już bliżej jak dalej..., Pustary, ©Marchevka, 08.04.2018r.
Efekt był taki, że na górkę wjechałam, radośnie śmignęłam obok korka na Krzywoustego (wlot od Białogardu), spowodowanego budową drogi S6 i po czasie 2:09:15 zakończyłam trening z endomondo z wynikiem 32,79 km. Licznik rowerowy wskazał 33,58 km, ale różnica pewnie wynikała z tego, że GPS włączyłam i wyłączyłam w pewnej odległości od domu. Z 20 km zrobiło się ponad 30, czuję się świetnie, tylko trochę boli pewna część ciała. :P Jeszcze jeden pozytyw to taki, że przetestowałam moje nowe okulary z magnetyczną nakładką przeciwsłoneczną. W końcu nie muszę wybierać między okularami korekcyjnymi (i dobrym wzrokiem) a komfortowymi przeciwsłonecznymi, w których nie widziałam zbyt dobrze. Fajna sprawa nie tylko dla sportowców, ale też dla kierowców. Fotochromy nie zawsze dają radę, a tu tylko nakładasz ciemne szkło i już :)
Moja trasa na endomondo.
GPS prawdę Ci powie - na liczniku max było 42 km/h.
A jak Wam minął weeken? :)

niedziela, 25 marca 2018

Irlandzka codzienność, czyli tydzień w Limerick

Nie da się poznać miejsca przez tydzień, ale można je zwyczajnie liznąć. I ja liznęłam irlandzkiej miejskiej codzienności. Wydaje się, że życie tam jest spokojniejsze, wolniejsze, chociaż na ulicach jest pełno ludzi i pełno samochodów. Sklepy zapełniają w centrum każdy lokal użytkowy w centrum miasta, jeśli tylko w tym lokalu nie znajduje się pub :) W zasadzie wszystko jest jak u nas, tylko trochę więcej uśmiechu i życzliwości można doświadczyć w zwyczajnym szwędaniu się tu i tam.

Tablica pamiątkowa - Hrabstwo Limerick, Limerick, ©Marchevka, 14.03.2018 r.
Niezwykła jest mieszanka rasowo-kulturowa, z jaką można się spotkać w Limerick i, jak mniemam, zapewne w całej Irlandii. Można spotkać ludzi różnych nacji i wyznań, chociaż poza muzułmanami, każdy ubiera się podobnie, czyli normalnie zgodnie z niepisaną europejską normą. Nie robiłam zdjęć ludziom, bo nie mam tego w zwyczaju. Ulica to nie zoo a ludzie to nie okazy, które należy uwieczniać. Nie musiałam się jednak specjalnie rozglądać, by zauważyć, że Azjaci to nie tylko Chińczycy czy Japończycy. Tam byli też Mongołowie, Tajowie, Pakistańczycy i wielu innych, których nie potrafiłam zidentyfikować. Osoby czarnoskóre też nie są jednakowe, jak to się zwykło mawiać, ale gdy w Polsce widzi się jednego czarnoskórego na całe miasto, można odnieść takie właśnie wrażenie. Kiedy codziennie mijasz kilkadziesiąt osób, zauważasz różnicę. Jedni są wyżsi, drudzy niżsi, inne rysy twarzy, inny kształt głowy, nawet kolor oczu (!) wskazują na inny kraj pochodzenia. Miałam przyjemność poznać chłopaka z Kongo, który w Irlandii jest już 16 lat. Po usłyszeniu, że jesteśmy z Polski z uśmiechem odparł, że w naszym kraju nie był, ale miesiąc wcześniej wrócił z wycieczki na Słowację, a to przecież blisko :) Raz zdarzyło się nam jechać z taksówkarzem pochodzącym z Ghany. Wydaje się to niesamowicie daleko i dowiedzieliśmy się, że loty do jego ojczyzny są z Londynu i trwają około 6 godzin. Przy założeniu, że z Polski do Irlandii leci się 3 godziny, nie jest to jakaś bardzo duża odległość. Świat się kurczy i wiele osób nie tylko słyszało o Polsce, ale także w niej było. Irlandzka barmanka w ubiegłym roku odwiedziła Trójmiasto i bardzo jej się podobało. Spotkani przypadkiem turyści z Filadelfii mówili, że Polskę mają w planach, bo chcą poznać całą Europę i wybierają się na objazdówki po różnych krajach. Nie brakuje także Polaków na Wyspach, którzy wykonując swoje obowiązki bez problemu przechodzą na język polski w kontakcie z rodakiem. Towarzyską wisienką na torcie niech będzie spotkanie mojego kolegi ze szkoły, który widząc mnie doznał wielkiego szoku i oniemiały nie mógł uwierzyć w to, co widzi "bo tu wszyscy, ale nie Marchev"!

Ciekawostką jest fakt, że większość znaków i tablic informacyjnych występuje w wersji dwujęzycznej, to znaczy angielskiej i irlandzkiej. Irlandia ma bowiem dwa powyższe języki za urzędowe, przy czym irlandzki w konstytucji jest pierwszy przed angielskim. Nie wiem, jaki odsetek Irlandczyków posługuje się swoją narodową mową, wszędzie obecny jest angielski z jego licznymi odłamami/dialektami właściwymi poszczególnym grupom społecznym. A i mój angielski nie jest wysokich lotów i ograniczał się do zwrotów typu hi, bye, have a nice day, thanks I', fine i two Carlsberg please ;) no i oczywiście wszechobecne nieodzowne sorry, trudno mi więc było pytać o cokolwiek więcej. To akurat było niefajne - poczuć się językowym kaleką. Tak właśnie się czułam, a jak już się zdecydowałam odezwać, niemal zawsze od razu padało pytanie "You're from Poland?" albo przynajmniej "Where are you from?". Nasza książkowa, literacka, wyuczona mowa brzmi w obcym kraju jak "Kali jeść Kali pić" w inteligenckiej formie. Pewnie gdybym bardzo musiała, to bym wdawała się w dyskusje, ale w tym zakresie wysługiwałam się M. Dla nieśmiałych mam jednak radę - po dwóch piwach język mięknie i nie myślisz, jak mówić, by było poprawnie, tylko mówisz, żeby się dogadać. I co najlepsze - to naprawdę działa :)
Tablica z nazwą ulicy - na górze irl., na dole - ang., Limerick, ©Marchevka, 11.03.2018 r. 
Tablica z nazwą ulicy - na górze ang., na dole - irl., Limerick, ©Marchevka, 12.03.2018 r. 
Dwujęzyczny drogowskaz, Limerick, ©Marchevka, 15.03.2018 r. 
Tablica wyświetlająca przyjazdy autobusów - wersja angielska, Limerick, ©Marchevka, 15.03.2018 r. 
Tablica wyświetlająca przyjazdy autobusów - wersja irlandzka, Limerick, ©Marchevka, 15.03.2018 r. 
Strzałki wskazują kierunek, z jakiego nadjeżdżają samochody, angielski napis wzywa do zatrzymania się i rozejrzenia, Limerick, ©Marchevka, 15.03.2018 r. 
To samo przejście dla pieszych, ale po przeciwnej stronie ulicy i irlandzki napis, Limerick, ©Marchevka, 15.03.2018 r. 
Do tego w Irlandii można spotkać piętrobusy i nie omieszkałam takim się przejechać. Miałam zawroty głowy, siedząc na górze i patrząc, jak niechybnie autobus zaraz uderzy w znak... A tu nic takiego się nie stało. Specyfika zachodzenia tego typu pojazdów, ruch lewostronny i poziom siedziska skutkowały kurczowym zaciskaniem marchviowych dłoni na poręczach. Żałuję tylko, że bilety to zwykłe paragony drukowane u kierowcy - ależ by była pamiątka do kolekcji :( A tak niestety, z całym sentymentem, ale paragonów nie zbieram.
Piętrobus, , Limerick, ©Marchevka, 13.03.2018 r. 
Na pokładzie piętrobusu, Limerick, ©Marchevka, 13.03.2018 r. 
A jeśli już o kolekcjonowaniu mowa - znaczki pocztowe są samoprzylepne, więc z lizania irlandzkiego kleju nic nie wyszło. A i ochoty nie miałam, by kupić takowy na pamiątkę. Co klej, to klej, a tak do klasera musiałabym włożyć znaczek z podkładem. Nie podobało mi się to, więc zakupiłam tylko tyle, by nakleić na widokówki i wysłać.
Irlandzkie znaczki pocztowe, Limerick, ©Marchevka, 13.03.2018 r. 
Jeśli chodzi o służby, to z zaciekawieniem przyjrzałam się patrolowi Limerick Marine Search and Rescue Service. Jest to odpowiednik polskiej Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa, z tym, że w tym przypadku działa nie ma morzu, a na wodach rzecznych, a konkretnie - na rzece Shannon. W związku z wysokim odsetkiem samobójstw (według danych WHO z 2015 roku samobójstwo w Irlandii popełnia 18 osób na 100 000, a według UNICEF samobójstwo popełnia 10 irlandzkich nastolatków na 100 000), uruchomione zostały patrole, które mają za zadanie monitorować brzegi rzeczne i reagować, ratując topielców i wzywając wsparcie - bardzo często helikopter ratowniczy. Przechodząc koło nas, jeden z ratowników zaproponował, że zrobi nam wspólne zdjęcie, na co przystaliśmy z ochotą. Po wymianie kilku uprzejmości i uśmiechów pożegnał się, by dołączyć do pozostałej czwórki patrolujących limerycki brzeg rzeki Shannon.
Limerick Marine Search and Rescue, Limerick, ©Marchevka, 11.03.2018 r.
Poza tym policja na świecie nazywa się Police, Polizei i tym podobne, a w Irlandii jej pełna nazwa brzmi An Garda Síochána, co znaczy "straż pokoju", jednak na co dzień używa się określenia Garda. Funkcjonariusze tej służby (poza specjalnymi wyjątkami) nie posiadają broni palnej, a jedynie pałki.
Radiowóz Garda, Limerick, ©Marchevka, 17.03.2018 r.

Wojsko jest, podobnie jak w Polsce, w pełni zawodowe, ale liczy zaledwie 8,5 tysiąca żołnierzy plus ochotnicze rezerwy. Irlandia, jako państwo neutralne, nie należy do NATO, ale bierze aktywny udział w misjach pokojowych ONZ i UE. Ponadto Minister Obrony odpowiada także za Obronę Cywilną. Na paradzie z okazji Dnia św. Patryka przeżyłam niemały szok, gdy zobaczyłam spory zastęp pojazdów i funkcjonariuszy w uniformach oznakowanych niebieskim trójkątem na pomarańczowym tle z napisami Civil Defence. W Polsce ta instytucja jest uważana za martwą i ogólnie za relikt przeszłości, a okazuje się, że w Irlandii jest to całkiem nieźle działająca jednostka wsparcia bezpieczeństwa i porządku publicznego, w dodatku działająca na zasadzie wolontariatu.
Wojsko Irlandzkie, Limerick, ©Marchevka, 17.03.2018 r,
Jeden z pojazdów Irlandzkiej Obrony Cywilnej, Limerick, ©Marchevka, 17.03.2018 r.
Urzekły mnie też irlandzkie podwórka. Zaglądałam z ciekawością tu i tam. Pozorną szarość budynków i pochmurnej pogody rozświetlają kolorowe detale, takie jak barwne drzwi i furtki oraz różnorodna zieleń i kwiaty często zdobiące podjazdy przed domami. Jak na zieloną Irlandię przystało, jest tam zielono, ale zwyczajnie tę zieleń chcieć zobaczyć :)
Limerick, ©Marchevka, 13.03.2018 r.
Limerick, ©Marchevka, 13.03.2018 r.
Limerick, ©Marchevka, 13.03.2018 r.
Limerick, ©Marchevka, 13.03.2018 r.
Limerick, ©Marchevka, 13.03.2018 r.
Limerick, ©Marchevka, 13.03.2018 r.
Limerick, ©Marchevka, 14.03.2018 r.
A następnym razem będziemy zwiedzać miasto turystycznie :)

Obserwatorzy