czwartek, 12 marca 2015

Marchevkowo na folkowo - Kujawy


Kujawy są regionem Polski położonym między trzema dużymi krainami geograficznymi: Pomorzem od północy, Wielkopolską od zachodu i Mazowszem od południowego wschodu. Południowy kraniec Kujaw jest jednocześnie północną granicą Ziemi Łowickiej, omówionej w poprzednim folkowym wpisie. W odniesieniu do współczesnego podziału administracyjnego Polski  obszar Kujaw można wyznaczyć na terenie województwa kujawsko-pomorskiego, a południowy fragment wielkopolskiego. Istnieje kilka klasyfikacji, dzielących Kujawy na pomniejsze regiony, jednak rozdrobnienie to (nawet na 8 części!) jest tu zbyteczne, a w zupełności wystarczy wyróżnić Kujawy Wschodnie, mające swoją stolicę we Włocławku, oraz Kujawy Zachodnie, których miastem stołecznym jest Inowrocław.
Region zawiera wiele bogactw naturalnych. Do najważniejszych należą złoża soli kamiennej (kopalnia znajduje się w Inowrocławiu). Obszar ten charakteryzuje się bardzo żyznymi czarnymi glebami. Kujawy są najmniej zalesionym obszarem w Polsce, natomiast mogą pochwalić się około 600 jeziorami, z których największym jest Jezioro Gopło. Nie brakuje tu wzniesień, które osiągają wysokość ponad 100 m n. p. m., a tzw. Garb Kujawski stanowi przedłużenie Gór Świętokrzyskich. Wyjątkowy charakter regionu podkreślił sam Oskar Kolberg, nazywając Kujawy krainą mlekiem i miodem płynącą.


Po raz pierwszy nazwa Kujawy odnotowana została w znanej Wam już z łowickiego wpisu bulli papieża Innocentego II z 1136 r. Pojawiła się także w kronikach Wincentego Kadłubka. Nie ma jednoznaczności co do znaczenia nazwy. Badacze przywołują różne tezy:
W słowniku wyrazów kujawskich Oskara Kolberga znaleźć można hasło: „wiatr - kujawa, wiatr północy”. W „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych Krajów Słowiańskich” czytamy: „Kujawa oznacza w mowie ludu polskiego pewną odmianę gleby...” Stąd poszła nazwa całego obszaru nad Wisłą i Notecią mającego przeważnie glebę oznaczoną tą nazwą. A Brukner podejmuje interpretację związaną z wiatrem: nazwa dzielnicy wielkopolskiej i kui, wichru.[1]


Umieszczona na złotym polu hybryda połulwa czarnego i połuorła czerwonego we wspólnej koronie to jeden z najbardziej poważanych symboli herbowych w Polsce. Na przestrzeni dziejów zmieniały się barwy herbu, niejednokrotnie wprowadzając w błąd i omyłkowo przedstawiając wyróżniki innych miast. Wizerunek ten zakorzeniony jest w kulturze kujawskiej już od XIII w. Pod chorągwiami z hybrydą kujawskie rycerstwo walczyło pod Grunwaldem. Motyw używany był także jako element zdobniczy. Do dzisiaj obecny jest w heraldyce, występuje m. in. w herbie Brześcia Kujawskiego.
Znaczenia połączenia połulwa z połuorłem można jedynie się domyślać, a uzasadnienia szukać w uwarunkowaniach geograficznych: książę wielkopolski w herbie miał lwa, natomiast Mazowsze utożsamiane jest z orłem.


Strój kujawski szyty był z wysokiej jakości jedwabiu i sukna, przez co należał do najdroższych polskich strojów ludowych. Był bardzo podobny do stroju szlacheckiego, a to dodawało mu splendoru. Różnice w majętności Kujawian były dość wyraźnie zarysowane. Miał na to wpływ chociażby fakt podziału regionu przez zaborców: jedna część Kujaw była zajęta przez Prusy, druga przez Rosję. Mimo tych trudności, każdy mieszkaniec miał swój własny odświętny strój.
Damski strój w podstawowej formie składał się z nakrycia głowy, koszuli, sznurówki bądź gorsetu, kabatu, spódnicy, zapaski i obuwia. Marchevka ma na głowie kopkę, przeznaczoną dla mężatek, którym obyczaje zabraniały pokazywania włosów nad czołem. Panny nosiły chusty, które były odpowiednio modyfikowane, w zależności od pory roku i temperatur panujących na zewnątrz.

Damskie koszule były długie, wykończone stojącym bądź marszczonym kołnierzykiem. Szyto je z dwóch gatunków płótna. Górna część, wykładana na wierzch, była robiona z bielutkiego, cienkiego płótna, natomiast dolną część szyto z gorszego gatunkowo, grubego płótna. Powody takich kombinacji były dwa: pierwszy to oczywiście oszczędność i dbałość o budżet rodzinny. Drugi jest mniej oczywisty, ale równie logiczny: Kujawianki nie nosiły innej bielizny, a grubszy materiał zapewniał lepszą izolację termiczną.
Na koszulę zakładano gorset bądź sznurówkę. Gorsety często bywały nakryciem wierzchnim panien, natomiast starsze kobiety używały sznurówek. Na nią zakładano kabat, czyli kaftan podszyty wełnianą tkaniną. Wykonany był z granatowego lub ciemnozielonego sukna, podszywany czerwoną lub zieloną tkaniną. Był mocno pasowany w talii. Nie posiadał kołnierza, a pelerynkę i był zapinany na haftki, a widoczne na grafice guziki służyły celom dekoracyjnym. Kujawianki nosiły przynajmniej trzy spódnice. Wiadomo – im bogatsza, tym miała ich więcej.Na sam spód zakładano spódnicę wełnianą, najczęściej koloru czerwonego. U dołu zdobiona była czarnym haftem bądź aksamitką. Następnie przywdziewano płócienną białą warstwę, haftowaną białą nitką. Na wierzch zakładano najobszerniejszą i najdłuższą spódnicę - letnią z jedwabiu, a zimową z wełny. Kolory były zróżnicowane, przy czym panny wybierały raczej jasne barwy, natomiast starsze kobiety miały spódnice w ciemniejszych, stonowanych kolorach. Zapaska to nieodzowny element stroju kujawskiego, bez względu na wiek. Szyto je najczęściej z zielonych, złotych bądź fioletowych tkanin, jednak do najcenniejszych należały pąsowe haftowane zapaski. Haft na zapasce był zawsze biały z motywami kwiatowymi. Na marchevkowym elemencie stroju można obejrzeć przykład haftu kujawskiego. Noszono sznurowane buty z miękkiej skóry, a w święta zakładano do nich białe lub granatowe pończochy. Z biżuterii Kujawianki wybierały korale – był to obowiązkowy element uzupełniający. Korale oczywiście były naturalne, wielokroć stanowiły część posagu.
W skład męskiego stroju wchodziło nakrycie głowy (kapelusz lub rogatywka), koszula, jedwabna chusteczka, kamizelka, jaka, wełniany pas oraz spodnie i obuwie. Według ludowych podań jeszcze w XIX w. młodzi chłopcy nosili tylko długie koszule przepasane pasem, a pierwsze spodnie dostawali dopiero w okresie przedślubnym.
Nasz Marchevek ma na głowie rogatywkę, czyli opcję dla ubogich. Kapelusze były bardzo kosztowne i mogli pozwolić sobie na ich zakup tylko najzamożniejsi gospodarze. Koszule miały wykładany wysoki kołnierzyk oraz proste rękawy wszyte w mankiet. Podobnie jak w damskich koszulach, tutaj także oszczędzano na materiale i z lepszego płótna wykonywano jedynie przody, kołnierzyki i mankiety. Jaka to luźny męski kaftan z długim rękawem, uszyty z czerwonego sukna. Zapinana była na pięć czerwonych guzików. Katanka zaś była prostą kamizelką z granatowego sukna, podszytego czerwoną podszewką. Na przodach zdarzały się ozdobne pętlice, a guziki spełniały rolę wyłącznie dekoracyjną. Katanka zapinana była bowiem na haftki. Na kamizelce wiązano pas. W zależności od sposobu wykonania, miały one różną sztywność. Najcenniejsze były własnoręcznie robione i bardzo rozciągliwe. Każdy pas miał około 20 cm szerokości oraz 3,5 m długości. Po kilkukrotnym przepasaniu wiązano go w luźny węzeł w taki sposób, by jego końce swobodnie zwisały. Spodnie Kujawiaków to zagadka stulecia, bowiem nie zachowały się ŻADNE. Dlatego też można polegać tylko na szczątkowych informacjach podających, że ta część garderoby zawsze miała bardzo prosty krój. Szyto je z płótna, sukna oraz innych tkanin, natomiast zimą noszono spodnie z owczej skóry  runem do wewnątrz. 
Kujawiacy nosili buty z wysoką cholewą, układającej się w okolicach kostki w harmonijkę. Iskrzoki, bo tak brzmi nazwa tego obuwia, miały podbite obcasy. Stopę przed włożeniem owijano onucą, a zimą dodatkowo wyściełano wnętrze buta słomą.



Jak wiadomo, obrzędowość ludowa miała ścisły związek albo z religią, albo z rocznym rytmem natury, szczególnie na obszarach wiejskich. Należy przy tym zaznaczyć, że wierzenia związane z cyklem pór roku odnoszą się do pogańskich bożków. Postaram się teraz przedstawić kujawskie zwyczaje w kolejności chronologicznej. Sami się przekonacie, jak religia przeplata się z wierzeniami pogańskimi, a zarówno jedne, jak i drugie tradycje były bardzo sumiennie kultywowane.
Do dzisiaj przetrwał zwyczaj chodzenia z Kozą, praktykowany w trzecią niedzielę Wielkiego Postu, będącym przerywnikiem od czasu zadumy i umartwiania się. Według podań Oskara Kolberga, obrzęd ten polegał na tłuczeniu glinianych garnków wypełnionych popiołem. Aktów wandalizmu (;)) dokonywano na różne sposoby. Jednym z nich było rozbijanie naczyń o drzwi domu, w którym mieszkała panna na wydaniu. Zdarzało się tłuc garnki pod nogami przypadkowych przechodniów. Oczywiście była możliwość uniknięcia tej wątpliwej przyjemności poprzez podarowanie młodzieńcom drobnej kwoty pieniędzy.
Kiedy nadchodziła wiosna, przeganiano zimę topiąc słomianą kukłę, zwyczajowo nazywaną Marzanną. Powrót znad rzeki przypominał orszak, którego głównym punktem była panna przebrana za królową, dzierżąca gaik-maik, czyli gałąź drzewa iglastego, przystrojoną wstążkami i papierowymi kwiatkami. Pochodowi towarzyszyły tradycyjne pieśni i życzenia składane mieszkańcom wsi. Pieśń poniżej, polecam odtworzenie od 1:20 :)


Wielkanoc to czas przygotowywania pisanek, które na Kujawach nazywa się kraszankami. Są to jajka bez wzorków, barwione na jednolity kolor poprzez gotowanie w łupinach cebuli lub korze olchy. W pierwszy dzień świąt odbywały się przywoływki, które w jednej z dzielnic Inowrocławia praktykowane są do dziś. Tego dnia młodzieńcy z wybranego wysokiego punktu (może to być drzewo, dach, ambona) wywołują imiona dziewcząt i w rymowankach zapowiadają, ile wody dlań przeznaczą w Dyngusa.
W wigilię św. Jana, oprócz obchodów znanych powszechnie wianków, rzucano na dachy domów liście łopianu. Według kujawskiej tradycji, była to niezawodna ochrona przed czarownicami.
Czas żniw to czas wyjątkowy dla mieszkańców wsi. W tym okresie odbywało się tzw. frycowe, czyli włączenie młodych mężczyzn do grona kosiarzy. Musieli oni pomyślne zdać egzamin, w tym wykazać się znajomością budowy kosy. Praca w polu kończyła się okrężnym, czyli po prostu dożynkami. Ważnym elementem były wieńce ze słomy, a z ostatniego snopa tworzyło się babę żniwną, którą ustawioną na granicy wsi i polewano wodą.

Wesele kujawskie także rządziło się swoimi prawami. Prawdziwym rytuałem były odgrywane przed oczepinami zabawne scenki, w których każda postać miała do odegrania ściśle określoną rolę. Bohaterowie targowali się o wieniec panny młodej. Rybak łowił na wędkę smaczne kąski z weselnego stołu, Golibroda próbował ogolić pana młodego, a Żyd kończył zabawę, sprzedając wianek panu młodemu.
Okres Bożego Narodzenia trwał od Wigilii aż do 2 lutego, czyli święta Matki Bożej Gromnicznej, a główne uroczystości świąteczne odbywały się między Wigilią a 6 stycznia, czyli świętem Trzech Króli. Podczas kolacji wigilijnej spożywano 9 potraw, a do stołu podawał gospodarz domu. Gospodyni zaś nie mogła w czasie Wigilii wstawać od stołu, co miało zagwarantować w nadchodzącym roku obfite znoszenie jaj przez kury.


Z Kujawami nie mam absolutnie żadnych skojarzeń kulinarnych. Nie byłabym jednak sobą, gdybym czegoś niebanalnego nie wyszukała. Głównymi składnikami wykorzystywanymi przez kujawskie gospodynie domowe są warzywa (głównie ziemniaki i fasola), owoce (przede wszystkim śliwki i jabłka), a także produkty zbożowe. Z mięs królował drób, nie żałowano sobie także ryb wszak kraina jeziorami stoi. Do regionalnych potraw należy m. in. czernina z kaczej krwi i kluski ziemniaczane. Biały barszcz czy krupnik wydają się dość pospolite, ale na uwagę zasługuje też ryba po toruńsku przyrządzana w ciemnym piwie z dodatkiem przypraw korzennych. Toruńskie pierniki to klasyka gatunku. Do słodkości należą też rogaliki barcińskie z migdałowym nadzieniem, jednak gwoździem programu jest... fjut. Grzeczniejsza nazwa to cyrop. Jest to syrop wytwarzany z buraków cukrowych. Proces przygotowania jest dość żmudny (kilkanaście godzin gotowania), dlatego nie jest on używany na co dzień. Fjuta wykorzystuje się np. do dosładzania potraw, a nazwę zawdzięcza swojej rozciągliwej konsystencji. :D A zdjęć nie ma specjalnie – wyobraźnia i tak już wyjątkowo pracuje ;)


Polski folklor, choć bogaty i mocno zróżnicowany w zależności od regionu, był uzależniony także od aktualnych potrzeb życiowych ludzi. Stąd też dużą wagę przykładamy do ukazania kolorów, strojów ludowych i tego, co wyróżnia poszczególne regiony. Myślę, że z każdym kolejnym wpisem będzie doskonale widać, że Polska, chociaż etnograficznie zróżnicowana, suma summarum była (i mam nadzieję, że nadal jest), jednym, spójnym krajem, ze wspólnymi cechami obejmującymi nie tylko etnoregiony, ale też zdecydowanie większe obszary, a może nawet cały kraj. Rzemiosło miało najczęściej charakter użytkowy, a ludzie są tacy sami i mają podobne potrzeby. 
Stąd też np. plecionkarstwo, które uprawiano również na Kaszubach, ma podobny cel uzyskanie przedmiotów przydatnych w codziennym życiu: koszy wszelkiego rodzaju na ziemniaki, na chleb, na codzienne sprawunki, a także żywy drób! Ponadto wyplatano misy, a nawet... buty na zimę. Używano do tych celów głównie wikliny i słomy, a królowała żeberkowo-krzyżowa technika wyplatania. Same produkty plecionkarskie nie posiadały specjalnych cech, wyróżniających je od tych powstających w innych częściach kraju.
Ceramika była bardzo zbliżona do łowickiej, łącznie z problemami dotyczącymi zapotrzebowania na naczynia gliniane, które zostały wyparte przez kamionkę. Kujawskie naczynia były proste, pozbawione wydumanych zdobień, jedynie bielone glinką. Produkcja kafli trwała, dopóki do ogrzewania izb wykorzystywano piece kaflowe. Ciekawostką może być fakt, że zdunowie nie zajmowali się jedynie budową pieców, ale także parali się ocieplaniem drewnianych domów poprzez oblepianie ich gliną.
Kujawskim zwyczajem było także ozdabianie mebli pięknymi malowidłami, a do najważniejszych elementów kujawskiego domu należał kredens. Służył do przechowywania oraz eksponowania najcenniejszych przedmiotów, głównie ceramicznych: mis, talerzy, kubków. Podzielony był na dwie części: zamykanej szafki oraz przeszklonej nadstawki z witryną. Charakterystyczne i najcenniejsze są miśniki, czyli kredens ozdobiony malowidłami.
Zgłębiając jednak temat znalazłam coś jeszcze. Coś ciekawego i niebanalnego, na co nie natknęłam się nigdy wcześniej i nigdzie indziej. Kujawiacy byli bardzo kreatywni. Na luksus użycia żelaza mogli pozwolić sobie tylko zamożniejsi, a jak wiadomo potrzeba jest matką wynalazków. I jednym z takich oto wynalazków były różnego rodzaju kombinowane zamknięcia budynków. Dzisiaj sprawa prosta kupujemy Gerdę albo innego Loba, montujemy i mamy. A niegdyś? Używano różnych zasuwek, belek, wykorzystywano kamienie i proste mechanizmy blokujące. Niby proste, a jakie skuteczne.


Kruszwicka legenda o królu Popielu była pierwszą, jaką poznałam na lekcji historii w szkole podstawowej. To był jeden z bodźców ku mojej fascynacji Polską w ogóle, a historią i ciekawostkami w szczególe. Do dzisiaj, chociaż minęło dobrych 15 lat, z sentymentem wspominam lata szkolne i uśmiecham się po wielokroć, gdy widzę moją panią nauczycielkę historii. Przytaczam Wam tę legendę bez modyfikacji. 
Książę Popiel, władca Kruszwicy, od dzieciństwa bardzo źle rokował. Hulał, pił, leniuchował, a walki unikał jak ognia. Przezywali go "Chwostkiem", czyli nikczemnikiem.
Jego żona, niemiecka księżniczka Gerda, była piękna, acz chciwa. Tak przekabaciła męża, że ten słuchał tylko jej, a nie dobrych doradców. Kiedy na świat przyszli dwaj synowie, Lech i Popiel, książę w ogóle stracił głowę.
Wielka nienawiść zrodziła się między stryjami Popiela a jego żoną. Gerda chciała ich zgładzić, obawiając się, że zamiast jej synów, na tron wybiorą kogoś innego. A że była sprytna, to przygotowała straszny plan. Zawiadomiła stryjów o ciężkiej chorobie Popiela i zaprosiła ich do grodu, żeby się pożegnali. Posłuchali jej prośby i u wezgłowia czekali na śmierć kuzyna.
Książę poprosił ich, aby na pożegnanie wypili z nim czarę miodu. Trunek był oczywiście zatruty, a Popiel tylko udawał, że pije. Po paru chwilach stryjowie padli bez tchu, a książę ogłosił, że chcieli go zrzucić z tronu i spotkała ich słuszna kara. Zakazał też wyprawiać im pogrzebu.
Popiel świętował, a w pobliżu porzuconych ciał wylęgły się roje myszy. W poszukiwaniu jedzenia ruszyły w kierunku grodu. Bez przeszkód przypuściły szturm i zdobyły zamek. Przerażony Popiel uciekł z rodziną na wyspę, na której schronił się w wieży.
To mu jednak nie pomogło – myszy dostały się do środka po murach, zjadły całą rodzinę i zniknęły... Od tej pory kruszwicka wieża nosi miano Mysiej Wieży. A gryzonie ponoć skryły się gdzieś w pobliżu i czekają, aż w okolicy pojawi się następny morderca.[2]
Warto też wspomnieć o legendzie na temat powstania Bydgoszczy. Według podań, gród nad Brdą założyli dwaj bracia - Byd i Gost. Trochę jak Vars i Sava, nieprawdaż? :)


Gwara kujawska należy do dialektu wielkopolskiego. Zauważa się jednak także wspólne cechy z gwarą Mazowsza czy Ziemi Dobrzyńskiej. Dość silnie zakorzenione jest używanie niemieckich zapożyczeń: jo – tak, fest – mocno i kilku innych. Do głównych cech gwary kujawskiej należą:
  1. Brak mazurzenia tak bardzo charakterystycznego dla wielu innych polskich gwar.
  2. Labializacja samogłoski o” – czyli wymawianiu zamiast „o” – „ło” na początku wyrazu (łokno, łoglądać, łosiemnaście) oraz „ó” w środku wyrazu (dóm zamiast dom).
  3. Uproszczenie grup spółgłoskowych, zauważane najczęściej w wymawianiu przymiotników w stopniu wyższym: wyższy – wyszy, dłuższy – dłuszy. Może to dotyczyć także rzeczowników: durszlak – duszlak.
  4. Zamienienie znaczenia przyimków bez i przez: Szedł przez czapki. Szedł bez las.
Dla dociekliwych polecam Słownik Gwary Kujawskiej opracowany przez Kronikarza Jerzego, a także całe Kroniki Inowrocławskie, które na pozór będące kronikami Inowrocławia, są prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat Kujaw. A na deser okładka gazety włocławskiej z czasów okupacji:




Kujawy  jak sama nazwa wskazuje, są ojczyzną jednego z polskich tańców narodowych – kujawiaka. Jest to taniec wirowy, o subtelnym charakterze, dodatkowo podkreślanym spokojną muzyką.  Ze względu na ekspresję tańca (a raczej jej brak), kujawiak bywa nazywany śpiącym. Dla odmiany, szybszy i żywszy mazurek, dzięki energicznej pracy kolan, bywa nazywany skocznym. Od kujawiaka odróżnia się przede wszystkim tempem. Polonez natomiast, czyli chodzony, otwierał większość ważnych uroczystości, na których przewidziane były tańce.


Pisząc o kujawiaku, nie sposób wspomnieć o wybitnych kompozytorach, którzy w swojej twórczości także inspirowali się kujawiakiem. Takie odwołania można znaleźć w mazurkach Fryderyka Chopina. Dzisiaj polecam posłuchać kompozycji Henryka Wieniawskiego w wykonaniu Bartka Nizioła.


Muzyka kujawska to przede wszystkim gra instrumentów. W skład ludowej kapeli wchodziły skrzypce (często dwoje) i basy. Czasami zdarzał się klarnet oraz bębenek, a w podaniach Oskara Kolberga można znaleźć wzmianki o dudach. Mimo powszechnej obecności muzyki w życiu Kujawian, słowa pieśni miały drugorzędne znaczenie. Bardzo często dla zachowania poprawnego rytmu, dodawano przypadkowe sylaby, zupełnie niezwiązane z tekstem. 


Tradycyjnie – wycinanka dla najmłodszych. A tak z ciekawości zapytam  ktoś wycinał, wyklejał, bawił się? :) Pobieramy TUTAJ.




Aby nadać trochę humoru naszemu cyklowi, postanowiłyśmy wyszukać coś zabawnego. Padło na... nazwy miejscowości. Im śmieszniejsze, tym lepsze :) Po przeanalizowaniu znalezionych w sieci nazw, zweryfikowaniu ich istnienia i położenia, wybrałyśmy według nas najśmieszniejsze. Okazuje się, że poczucie humoru mamy nieco rozbieżne, więc nasze typy się różnią i bardzo dobrze! Jest urozmaicenie ;) Sava obstawia jako najzabawniejsze miejscowości o nazwie: Skurgwy, Jajkowo i Tupadły. Marchevka natomiast, nie dość, że geograf, to chyba jeszcze anatom, wybrała Suchorączek i Krzywe Kolano. Obie nas natomiast bawi nazwa Ciućmanija. Tylko czy aby na pewno taka miejscowość istnieje? Jeśli są tu jacyś Ciućmanijacy, prosimy potwierdzić! :)


Kujawy to ciekawy region, kojarzący się z Ciechocinkiem i tężniami solankowymi. To także kolebka polskości – stanowisko archeologiczne w Biskupinie jest pomnikiem historii Polski. Istnieje jednak jeszcze wiele innych miejscowości, których wymienić tu nie sposób. Opiszę tylko kilka z tych, w których byłam lub mam szczególny stosunek do nich i wiem, że polecić je warto.

Bydgoszcz

Miasto pełne niespodzianek, zachwycające, ciekawe. Na pewno zaskakujące. Po prostu ładne, bez zbędnego poszukiwania specjalnych walorów. Dzień dla niej to za mało. Dwa to już coś, ale dla dociekliwych i tak potrzeba więcej czasu.


 Toruń
Słyszałam wiele, ale jeszcze nie miałam okazji dotrzeć. Wydaje się być magiczny i warty poświęcenia czasu. Toruń jest wyjątkowy, bo leży na pograniczu Kujaw i Pomorza. A toruńskie pierniki, chociaż dostępne już prawie w całej Polsce, na pewno najlepiej smakują nie gdzie indziej, jak tylko w Toruniu. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat tego miasta - zapraszam niżej, do dyskusji, a szczególnie do komentarzy Tomika, rodowitego torunianina :)

                                                                  Inowrocław
To stolica Kujaw Zachodnich. Jest uznany za miasto uzdrowiskowe ze względu na tężnię solankową i wiele domów uzdrowiskowych. Ponadto posiada ogromne złoża soli kamiennej. Przy tym wszystkim to dość duży ośrodek wojskowy. Odwiedziłam to miasto na bardzo krótko – zdecydowanie za krótko.
Włocławek
Kojarzy mi się z keczupem :) Jest stolicą Kujaw Zachodnich, a przez niektórych uznany za miasto stołeczne całego regionu. Jest jednym z najstarszych miast w Polsce. Sporo tu sprzeczności podwyższających atrakcyjność miasta: wielkie zakłady przemysłowe, malownicze nadrzeczne zakątki, parki oraz oczywiście zabytki architektoniczne.
                                                                                    Pieczyska
Miejsce wprost idealne dla amatorów wypoczynku nad wodą. Piaszczysta plaża nad Zalewem Koronowskim to atrakcja nie tylko na słoneczne, letnie  dni. Wczesną wiosną, gdy przyroda budzi się do życia, to doskonałe miejsce  do odpoczynku od powszedniego zgiełku wielkich miast.


Tekst
Marchevka przy wykorzystaniu następujących źródeł:
  1. Dialektologia.uw.edu.pl;
  2. Dziedzictwo.ekai.pl – bezpośredni cytat [2];
  3. Interklasa.pl – w tym bezpośredni cytat [1];
  4. D. Jędrzejewski, 20 najpiękniejszych miejscowości uzdrowiskowych w Polsce;
  5. Nasze.Kujawsko-Pomorskie.pl;
  6. E. Piskorz-Brenekowa, Polskie stroje ludowe, t. I.;
  7. Polska na weekend: Kujawy i Bory Tucholskie.
  8. PolskaTradycja.pl;
  9. Wikipedia.org;
  10. Wikipedia.org.

Redakcja tekstu – Sava

Materiały graficzne
Ubrania państwa Marchevków – Sava:

Strój damski:
-kabat – polalech.pl po modyfikacjach;
-spódnica – polalech.pl po modyfikacjach;
-kopka – strój lalki folkowej;
-trzewiki – sklep internetowy z folkowymi strojami po modyfikacjach;
-koszula – sklep internetowy z folkowymi strojami po modyfikacjach;
-korale – sklep internetowy z folkowymi strojami po modyfikacjach;
-zapaska – sklep internetowy z folkowymi strojami po modyfikacjach.

Strój męski:
-rogatywka – polalech.pl po modyfikacjach;
-katanka – polalech.pl po modyfikacjach;
-iskrzoki – sklep internetowy z folkowymi strojami po modyfikacjach;
-spodnie – sklep internetowy z folkowymi strojami po modyfikacjach;
-pas – polalech.pl po modyfikacjach;
-jaka – sklep internetowy z folkowymi strojami po modyfikacjach;
-koszula + kokarda – polalech.pl po modyfikacjach.

Zdjęcia – Marchevka.
Zdjęcie z Torunia – Tomik.
Zdjęcie wrót stodoły – Dialektologia.uw.edu.pl.
Strona Gazety Włocławskiej – Wikipedia.org.
Nagłówki – Sava.
Wycinanka – Sava.
Mapka konturowa – Marchevka.
Herb Kujaw – Wikipedia.org.


Dziękujemy za uwagę!

39 komentarzy:

  1. Witaj serdecznie Marchevko, nie miałam okazji zwiedzić Kujaw, wspaniałe jest to, że są jeszcze w Polsce miejsca gdzie można "zażyć" odrobinę rodzimego folkloru.
    Twój blog ma świetną oprawę graficzną, Marcheveczki są przeurocze!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, ja też raczej nie mogę mówić o zwiedzeniu Kujaw, odwiedziłam kilka miejsc - część dogłębniej, część tylko tak, raczej przejazdem. Ale te wpisy, nad którymi jednak trochę czasu spędzam, pobudzają mnie tak bardzo, że gdybym mogła, najchętniej dziś wyruszyłabym na jakąś wyprawę i wróciła dopiero, kiedy miałabym pewność, że widziałam już wszystko, co było do zobaczenia :D
      A komplementy co do grafiki trzeba kierować do Savy, to jest autorka podobizny Marchevki i spóły :)

      Usuń
  2. Skoro już trafiłem do Marchevkowej bibliografii to chyba mogę mówić, że jestem sławny? :D Wpis świetny, tym bardziej, że o moich rodzinnych stronach (w końcu pochodzę z Podgórza, czyli kujawskiej części Torunia), choć jeszcze nie do końca przeze mnie odkrytych. Może dlatego, że od lat czaję się na to odkrywanie na rowerze, zamiast spokojnie przemieszczać się transportem publicznym ;) Z pewnością region ciekawy turystycznie, kulturalnie, no i przede wszystkim historycznie, bo to właśnie w tych okolicach przebiegały granice pomiędzy państwem polskim i ziemiami Zakonu Krzyżackiego, a później zaborów pruskiego i rosyjskiego, tu toczyły się ważne historyczne bitwy i inne wydarzenia. Wymienione zostały najważniejsze miejsca do odwiedzenia na Kujawach (choć oczywiście słynne toruńskie Stare Miasto zostało założone przez Krzyżaków i leży już na Pomorzu, co pewnie nie wszyscy wiedzą), ale miejsc godnych odwiedzenia na Kujawach jest znacznie więcej i zgodzę się, że nie sposób wszystkie wymienić :)
    Nie byłbym sobą oczywiście, gdybym jednak nie zwrócił uwagi na jeden element dotyczący Torunia, który od wielu lat mnie mocno drażni, mianowicie te słynne toruńskie pierniki. "Jedziesz do Torunia? Kup mi pierniki!", "Byłeś w Toruniu? A jadłeś pierniki? Nie? To nie byłeś w Toruniu". Nikogo nie interesuje piękna starówka, ruiny zamku krzyżackiego (a także dybowskiego, wzniesionego przez Polaków na przeciwnym brzegu Wisły na Podgórzu - wówczas Nieszawie), zdjęcie z panoramą miasta w tle, spacery Bulwarem Filadelfijskim, ani nic innego. Zauważyłem, że gdy opowiadam o Toruniu to pytania dotyczą pierników lub Radia Maryja. Praktycznie niczego więcej. Ot taki symbol jednego z najpiękniejszych, jak nie najpiękniejszego miasta w Polsce... No ale może to tylko takie moje odczucie ;) będę tam za 2 tygodnie to wrzucę co nieco do siebie na bloga i zapewniam, że nie zjem nawet pół piernika ;) Kończę te moje wywody, bo mi Marchevka da bana na swoim blogu ;) Natalia, pamiętaj - ta kwestia pierników w żaden sposób nie jest skierowana do Ciebie tylko do ogółu ludzi, którzy wynoszą parę ciasteczek ponad piękno zabytków :) Tekst jest rewelacyjny i tak trzymaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, Tomik, alem się obśmiała! Masz całkowitą rację, w kółko popadamy w stereotypy, nawet miastowe regionalne. Podczas wycieczki do Torunia co prawda próbowałam stanąć pod Krzywą Wieżą (niejako byłam do tego zmuszona, długa historia), ale zapewniam Cię, że nie zjadłam ani jednego piernika, żadnego też z Torunia nie wywiozłam. Zajadałam się lodami, o których opowiadałam Marchevce, a jako pamiątkę mam z Torunia książkę - to są zresztą przeważnie moje pamiątki z wojaży, wolę książki niż kubki, a nawet zdjęcia. Wpisuję do nich datę i miejsce pobytu, gdy następnym razem sięgam po książkę, nawet przypadkiem, jest mile wspomnienie. Pierniki tylko w brzuchu zalegają :)

      Usuń
    2. Pod Krzywą Wieżą ostatnio stawałem podczas wycieczki szkolnej w podstawówce, to było jakoś... 18 lat temu chyba. Od tamtej pory byłem w Toruniu prawdopodobnie ponad setkę razy. Swoją drogą będę za dwa tygodnie to muszę trochę zdjęć porobić, bo jestem tam kilka razy w roku, a nawet porządnych fotek starówki nie mam :D po prostu traktuję Toruń jako drugi dom, jako swoje miasto, a nie cel turystyczny, co oczywiście nie znaczy, że nie dostrzegam jego atrakcji. Przeciwnie, jak bym bodajże dwa lata temu nie zabrał kuzyna (który mieszka tam od urodzenia już ponad 20 lat) na wieżę ratusza to pewnie nigdy by tam nie wszedł :D Stereotypy są wszędzie, ale ja ich nie lubię. Jakie są pierwsze skojarzenia przeciętnego Polaka? Warszawa - Pałac Kultury, Kraków - Wawel, Gdańsk - fontanna Neptuna, Kołobrzeg - morze, Zakopane - góry, Poznań - koziołki, Toruń - pierniki... Jak to wygląda? :P Co do pamiątek to zbieram magnesy na lodówkę (od niedawna), robię całą masę zdjęć (z kilkugodzinnego wypadu potrafię zrobić galerię na ponad 100 zdjęć), ale sukcesem jest jak z danego wyjazdu trafi się choćby 10 fotek, na których ja jestem. Wolę uwieczniać to co widziałem, jak chcę popatrzeć na siebie to idę do lustra :D Nie kupuję tych przeróżnych pamiątek bo szkoda mi kasy i miejsca na półce, chyba, że trafi się coś naprawdę wyjątkowego i do tego użytecznego, ale z kolei ile można mieć kubków w domu? W końcu szafek zabraknie :D Mam też całą masę książek podróżniczych, które kupuję regularnie (wolę kupić, bo biblioteki potem każą płacić kary za nieoddanie w terminie :D ) i brakuje mi już miejsca na nie, więc upycham gdzie się da :P Mam parę ulubionych pozycji, które mogę polecić, ale trafiały się też takie, których nawet nie doczytałem do połowy, wiadomo jak to jest :)

      Usuń
    3. A Szczecin - paprykarz :D Mój mąż lubi podróżować z aparatem w dłoni, wracamy nawet z kilkoma tysiącami zdjęć, których potem nikt nie ogląda, wierz mi. Robimy katalog, wrzucamy je z datą i klikamy zamknij. Ale może na emeryturze przyjdzie czas na oglądanie zdjęć. Zdjęć, podkreślę, zabytków i przyrody, bo zdjęć, na których bylibyśmy my sami, nie mamy ani jednego. Zawsze, jak widzę zdjęcie, na którym ktoś mizdrzy się przed obiektywem na tle jakiegoś pięknego zabytku, mam ochotę wpisać komentarz - ej, posuń się, bo zasłaniasz! :P Z kubeczkami mam dodatkowy problem, bo muszę mieć po dwa z każdego rodzaju - identyczne, Marchevka coś o tym wie ;) a więc potrzeba dwa razy tyle miejsca :) Jednakowoż pamiątkowe kubeczki zazwyczaj ocierają się o kicz i mają fatalne wręcz kolory, więc niewiele mamy ich na półce.

      VarSavskie pozdrowienia! :)

      Usuń
    4. Podpisuję się obiema rękami i nogami pod tym komentarzem, kliknąłbym "lubię to", ale to nie facebook :D Zdjęcia po wyjazdach ogarniam dlatego, że mnie Marchevka namówiła poniekąd do prowadzenia bloga :D no i trzeba tam coś wrzucić :D a tak to kopiuj-wklej z karty pamięci, obejrzeć i zamknąć, to nic, że 60% nie nadaje się do oglądania :D Kiedyś sobie kupiłem album, wybrałem kilkadziesiąt najważniejszych dla mnie zdjęć z różnych wypadów i wydrukowałem u fotografa. Planuję uzupełnić... od trzech lat :D Pozdrawiam również z Kołobrzegu, choć jutro będzie Gdynia :)

      Usuń
    5. Jaka wspaniała dyskusja Wam się wywiązała! :) Aż miło poczytać. To ja się Wam wtrącać nie będę, a jedynie powiem: Tomik, gdyby chodziło mi stricte o pierniki, to nie prosiłabym Cię o fotkę Torunia, tylko kupiłabym jakieś ciastka w Biedronce i je sfotografowała :D :D :D Ale wiem, wiem, o co Ci chodziło,bo Kołobrzeg też słynie tylko z morza :) a w wielu miastach "nic nie ma".

      Savo - nooo, kubeczki to akurat się złożyły wiesz w jakich okolicznościach i bilans i tak wyszedł Ci na zero :D

      Usuń
  3. jak zwykle świetny wpis. Przeczytałem z zainteresowaniem, zwłaszcza, że to mój region.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może opowiesz nam o jakichś regionalnych ciekawostkach? :)
      VarSavskie pozdrowienia!

      Usuń
  4. Ho ho, ile ciekawych informacji :) Na Kujawach byłem w tamtym roku. Trafiłem do Bydgoszczy. Nawet mi się podobało. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się, aby było ciekawie, jednak miałam małe wątpliwości w wieczór przed publikacją. A może nawet nie małe, ale cieszę się, że jednak się udało zainteresować tematem :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. O! Marchewko Ty mnie po prostu zadziwiasz, zaskakujesz, a ja się zaczytuje! Skarbnico wiedzy ma!
    Co mogę powiedzieć, Toruń jedynie z tych miast, no i Włocławek jakoś przejazdem, również Bydgoszcz.
    Zawsze te Kujawy jakoś po macoszemu, bo Kaszuby i Mazury, jakoś bliższe mym wyprawom, i sercu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, za to ja mam zupełnie nie po drodze na Mazury :)

      Usuń
  6. Twój post to skarbnica wiedzy. Podziwiam Cię za tak wiele ciekawych informacji. Toruń to moje ulubione miasto, jego zabytki, nie pierniki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, teraz pierniki staną się antysymbolem Torunia. :D
      Szczerze, to przy pisaniu tekstów sama się dużo uczę o naszym folklorze, bo wiedza ma jest raczej przeciętna. A skoro oprócz mnie i Savy jeszcze kogoś to interesuje - to już pełen sukces! :)

      Usuń
  7. Ile ciekawych informacji.
    Super post. Bardzo fajnie przygotowany! :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Marchewko znam stroje i zwyczaje kujawskie. Moje córki tańczyły kilka lat w zespole ludowym. W programie ich występów były tańce kujawskie. Pamiętam jak moja siedmioletnia córka w trakcie bardzo szybkiego tańca, była na końcu łańcucha i nie mogła nadążyć.Grupa dzieci rzucała nią jak piórkiem.Z rozrzewnieniem wspominam tamte czasy, a tańce i zwyczaje kujawskie mają swój urok. Piosenki są melodyjne, a taniec żywiołowy.
    Pozdrawiam Marchevko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe, jak pod wpływem czytanych/oglądanych treści potrafią nam otworzyć się różne szufladki w głowie :) Nie znam chyba nikogo, kto tańczył w zespole ludowym, u nas raczej taniec współczesny wiedzie prym :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Moje dzieci tańczyły w Cybince, Cepelii, Poligrodzianach, Wielkopolanach. Wszystkie zespoły ludowe. Cudowna sprawa, dzięki podróżom i udziałowi w różnych turniejach, zwiedziły wiele bliższych i dalszych krajów.
      Pozdrawiam Marchevko:)

      Usuń
  9. Jako była mieszkanka Torunia pałam miłością do tych stron, ale przyznam, że tych ciekawostek nie znałam. Jakoś nie kojarzyłam też stroju ludowego z tamtych okolic. Za to do śmiechu doprowadzało mnie, jak mieszkańcy wtrącali w zdanie "JO". Czułam się, jak na wsi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To "JO" też mnie bardzo wkurza, ale co zrobić?

      Usuń
    2. "JO" funkcjonuje także na Kaszubach. A i mnie czasami się wyrwie, chociaż naprawdę staram się nad tym panować i nie jojować :D

      Usuń
  10. Jak zwykle ciekawy i super dopracowany wpis folkowy. Uwielbiam Toruń, uwielbiam Kujawy, ale to już wiesz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do czerniny, to ja bym tego nie zjadła, a jak mieszkałam w tamtych okolicach to moi sąsiedzi ciągle próbowali mnie przekonać, że to jest pyszne! Nie dałam się:D

      Usuń
    2. W mojej rodzinie - tej części toruńskiej - je się ją na świąteczny obiad :P na szczęście tylko dla chętnych, bo mnie samo patrzenie na to odrzuca :D

      Usuń
    3. Na szczęście nie dostąpiłam wątpliwego zaszczytu patrzenia na czerninę, nie mówiąc o spożywaniu. Brrr...

      Usuń
    4. Przypomniało mi się, że jak już jesteśmy we Włocławku to warto wybrać się do Kujawsko-Dobrzyńskiego Parku Etnograficznego w Kłóbce:) Świetne miejsce!

      Usuń
  11. Przeczytałem "od deski do deski"!
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to znaczy tylko"przeczytałem"? Skoro to Twój Heimat, to może byś coś dodał, Mości Kneziu?:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
    2. Jaki tam znowu Heimat? To jeszcze parę wiorst dalej! :D :D :D

      Usuń
  12. Super te figury ze słomy! Twój post jest dowodem na to, że Kujawy zachwycają pod wieloma względami - krajobrazami, architekturą i kuchnią. Sama z chęcia wybrałabym się do Torunia i Bydgoszczy. Chylę czoła za wpis o Kujawach przygotowany z wielką starannością - super się czytało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Mo. :) Uważam, że to naprawdę ciekawy region i warto się bliżej zainteresuje tym, co oferuje - a oferuje naprawdę dużo więcej niż to, co napisałam we wpisie. Bo to tylko taka pigułka :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Poznajemy kolejną część Polski, bardzo fajnie zebrane informacje. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kolejny bardzo dobry wpis. Jak zwykle dużo wiedzy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. jeszcze kilka miesiecy i tam bedziemy! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak już zaplanujesz wyprawę do Torunia to koniecznie opisz ją na blogu. :) Z chęcią skorzystam ze wskazówek od Ciebie, sama nigdy nie byłam w Toruniu a słyszałam, że jest tam pięknie. Chciałabym się tam kiedyś wybrać.

    OdpowiedzUsuń

Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna. Dziękuję :)

Obserwatorzy