sobota, 20 grudnia 2014

Muzeum Zabawek i Zabawy w Kielcach (Z cyklu: Polska na 100%)

Kielce przywitały mnie deszczowo, albo: bardzo deszczowo. Lało równomiernie przez cały dzień. Teraz też leje kolejny dzień z rzędu, deszcz miarowo wali w parapet, a na morzu hula sztorm. Za dużo szczęścia na raz, więc zabieram Was dzisiaj w miejsce suche, ciepłe i kolorowe. Miejsce, gdzie wracają miłe wspomnienia z dzieciństwa. Muzeum Zabawek i Zabawy w Kielcach to muzeum, w którym każdy znajdzie coś dla siebie, ponieważ eksponaty znajdujące się w nim pochodzą z różnych czasów. Zachwycona była pani Agata z Gliwic (to ona gorąco mnie namawiała do odwiedzenia tego miejsca), zachwycona byłam ja. Wcześniejsze pokolenia także znajdą coś dla siebie, a i najmłodsi nudzić się nie będą. Dla każdego coś miłego. Zapraszam Was na spacer śladami lat '90, czyli wspomnień z mojego dzieciństwa :)


Najbardziej ruszyło mnie to, że w tamtych latach bawiliśmy się nie tandetną chińszczyzną z domieszką Bóg-jeden-raczy-wiedzieć-jakich-chemikaliów, a produktami krajowymi, które może nie były takie barwne i kolorowe jak dziś, ale za to pobudzały wyobraźnię i chyba... bardziej cieszyły. Mam sentyment do maskotek, a misie mieszkają ze mną po dziś dzień :)

Sami przyznajcie, czy te misie nie są przesłodkie?

To kącik zabaw, dzieci mogą się tu pobawić, a po zabawie udać się na dalsze zwiedzanie. Oczywiście - obowiązuje zasada sprzątania po sobie :)
Kiedy na polskim rynku powszechne stały się lalki Barbie, byłam w początkowych klasach podstawówki. Jednak w dzieciństwie większość lalek było takich, jak ta poniżej. Nawet buty miały takie same :) Któregoś razu dziadek z babcią z Warszawy nie mogli przyjechać do nas razem i przyjechali w jakimś odstępie czasowym. Najpierw jedno, później drugie. Jaki był śmiech, gdy się okazało, że zarówno od dziadka, jak i od babci, dostałam takie same lalki, które różniły się tylko ubrankami! Jedna miała sukienkę, a druga kombinezon. Jedno jest pewne - byłam chyba jedną z nielicznych dziewczynek, które miały lalki-bliźniaczki. Wspominam też lalkę-bobasa, która płakała i dla której szyłam ubranka. Dla Barbie nie było już to takie proste i chociaż była ona bardziej światowa, chodziła w ubraniach zrobionych ze skarpetek, bo moje małe rączki nie były w stanie stworzenia czegoś dokładniejszego na tak filigranową figurę ;)

Jak widać, lalka została wyprodukowana w 1980 roku. Urodziłam się równą dekadę później i nadal bawiłam się tego typu zabawkami.
Układanki to mój konik z dzieciństwa i zostało mi to do dziś. Puzzle układałabym nałogowo, gdybym tylko na to miała czas. Kwadratowe klocki natomiast to wspomnienie zerówki. Jeden zestaw to sześć układanek, każda drewniana kostka zawierała na swoich ściankach fragmenty różnych obrazków. 


A taką huśtawkę miałam w domu! W futrynie drzwi od małego pokoju były śruby, do których się zaczepiało zabawkę i heja!


Poniższych zabawek chyba przedstawiać nie muszę? Dodam tylko, że teraz w bierki nie bram, ale w gry planszowe ze znajomymi potrafimy "ciąć" przez kilka godzin nieprzerwanie. Do komputerowych nie mam już takiego zapału.


Że żołnierzyki to chłopięce zabawki? Nic bardziej mylnego, przynajmniej w moim przypadku. Bawiłam się nimi razem z bratem. Jakoś ani ja, ani on nie wyrośliśmy na psychopatów przez to, że bawiliśmy się plastikowymi czołgami, ustawialiśmy żołnierzy na pozycjach, a on miał jeszcze wielki świecący karabin maszynowy na baterie. Powiem więcej - o ile ja bardzo lubię wojsko, a co za tym - swoją pracę, o tyle brata wcale do armii nie ciągnie i nawet, gdy go namawiałam, pozostał nieugięty. Nie latamy też po mieście z maczetami, z bronią palną tym bardziej. Ale może to także dlatego, że rodzice nie pozwalali nam "strzelać do siebie", jakoś nigdy nasze zabawy nie były nastawione na zrobienie krzywdy drugiemu, to była TYLKO ZABAWA, a figurki strzelały do siebie i ani ja, ani brat nie mieliśmy wyobrażeń, że żołnierzyki to żywi ludzie, których trzeba skasować. Dlatego niepojęte dla mnie są wieści płynące z mediów, kiedy dzieci zabijają babcię, by sprawdzić, czy rzeczywiście  ma ona trzy życia. I nasuwa się pytanie: gdzie byli rodzice, którzy powinni im pokazać granicę między zabawą, a życiem...?


Eksponatów była cała masa, ale okazało się, że nie tylko z Opola zniknęły mi zdjęcia i doprawdy, nie wiem, co się stało. Część jest, części nie ma. Ktoś był głodny i się nie przyznał, że zjadł ;) 
Ciekawa jestem, czy ktoś z Was znalazł tutaj coś "swojego"? Jakie refleksje nasuwają się Wam po tym wpisie? Podzielicie się swoimi wspomnieniami z dzieciństwa? :)

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję, że byliście ze mną przez ostatni rok. Razem pokonaliśmy wszystkie 9 kroków Polski na 100%! Za kilka dni ukaże się post podsumowujący cykl. Zapraszam :)

PS: Przypominam o trwającym konkursie pod poprzednim wpisem. Nadal można obstawiać, jaki to strój i zgłaszać swoje typy. Kolejność nie ma znaczenia, bo i tak będzie losowanie zwycięzcy :)

8 komentarzy:

  1. prawie wszystkie te zabawki miał mój syn, miał taką lalkę z włosami blond aż urwał jej ten łebek jak bawiliśmy się w teatrzyk
    klocki z obrazkami miały wersję z literami i cyframi, dziecko się nauczyło czytać nie wiadomo kiedy

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam okazję w tym roku być w Muzeum Bajki w Rzeszowie i potwierdzam, że super są takie miejsca:) Jak widzę tą lalkę na zdjęciu to mi się przypomina moja, miałam prawie identyczną - dostałam ją od chrzestnej i powiem Ci, że do tej pory ją mam. Tylko czuprynę ma zdecydowanie mniej bujną, bo ja lubiłam się we fryzjerkę bawić:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobne muzeum jest w Karpaczu i pamiętam, jaką frajdę miały dzieciaki ze zwiedzania.

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja miałam taką lalkę i nazywałam ją Eliza :) a szczytem nowoczesności była mini pralka automatyczna przywieziona przez mego chrzestnego z ZSSR.. można było nalać do niej wody i włączyć bęben na płaską baterię :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Każdy ma radochę ze zwiedzania takiego muzeum.

    Zdrowych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja chce do tego muzeum! uwielbiam zabawki! Pasjami grywałam w bierki :) na dywanie z całą rodziną:) wesołych świat moja droga!

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje dziewczynki byłyby zachwycone wizytą w takim muzeum :) Powspominałam sobie ....to były zabawki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. u mnie też relacja z tego muzeum w swoim czasie była, ale niektóre lalki to straszne takie;-) uwielbiam Kielce, po prostu zakochałam mieście w tym mieście (podobnie w Bydgoszczy) i nawet trudno mi powiedzieć dlaczego

    OdpowiedzUsuń

Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna. Dziękuję :)

Obserwatorzy