niedziela, 8 września 2013

Podewils, czyli koronny przykład braku poszanowania dla historii

Decydując się na urlopowy wyjazd do dużego miasta, niewiele osób zastanawia się nad tym, jakie możliwości rozpościera przed nimi najbliższa okolica. Dla mnie, mając samochód, granicą jest promień 50 km od miejsca docelowego, z którym się zapoznaję i uwzględniam ewentualny "wyskok" poza bazę, aby lepiej poznać odwiedzany region. Jeśli nie mam samochodu, muszę się dostosować do możliwości, jakie oferuje komunikacja zbiorowa.
Jadąc nad morze, turyści najczęściej zapatrzeni są tylko w stronę plaży i morza, a na zwiedzanie miasta wybierają się tylko wtedy, kiedy jest zbyt zimno, by leżeć na piasku. Nie rozumiem tej fascynacji morzem i piachem, którego później jest wszędzie pełno, ale cóż - podobno górale nie wchodzą na Giewont, bo go z okna widzą, więc ja mam tak samo z morzem. Po co ja mam leżeć na plaży, skoro ją z okna widzę? (No prawie, prawie!).
W pobliżu jednak jest sporo miejsc, które warto zobaczyć, bo najprawdopodobniej za kilka lat przestaną istnieć. No, chyba że cudem rozkwitną - wtedy docenimy to, co zmieniło się na dobre, pamiętając ruinę, w jaką popada dany obiekt na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.

Obserwatorzy