poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Stralsund - Ozeaneum und Stadt


W ubiegły weekend uczestniczyłam w, kolejnej już w mojej podróżniczej "karierze", wycieczce organizowanej przez Kołobrzeski Oddział PTTK. Już chyba łatwo się domyślić, że znów zajrzałam za naszą zachodnią granicę, a na wypad udało mi się namówić też Tomka. Tym razem celem było nadbałtyckie miasto Stralsund. Zapoznając się z historią tego miejsca dostrzegłam kilka faktów zbieżnych z historią Kołobrzegu: oba miasta w średniowieczu były lokowane na prawie lubeckim: Stralsund w 1237, Kołobrzeg w 1255 r.. Oba miasta należały do Hanzy, czyli średniowiecznego związku miast handlowych. Dzisiaj jedyną wyraźną podobizną jest to, że zarówno Stralsund, jak i Kołobrzeg, są portami południowego wybrzeża Bałtyku.
Mówiłam już, że mam małego fioła na punkcie pokryw studzienek kanalizacyjnych?
Hansestadt Stralsund - hanzeatyckie miasto Stralsund. W Niemczech do dzisiaj podkreślane są średniowieczne tradycje miasta.
Jechaliśmy nadmorską drogą, przez Rewal, Dziwnów, Międzyzdroje. Szosa jest tak usytuowana, że dzięki prześwitom na wydmach można oglądać morze. W Świnoujściu czekała nas przeprawa przez Świnę promem MF Karsibór. Przepisy wymagają, aby pasażerowie autokaru opuścili pojazd i na własnych nogach weszli na prom i z niego zeszli. I bardzo dobrze! Bo dzięki temu mogliśmy podziwiać cudne widoki. Słońce sprawiło, że woda była zachwycająco błękitna.
A mnie się ciągle nie nudzą marynistyczne motywy, przeprawy promowe, nadmorskie atrakcje. Oczywiście pod warunkiem, że są rzeczywiście morskie, a nie chińskie!
Mijanka - bliźniaczy do naszego prom, Karsibór VI. My chyba płynęliśmy Karsiborem III.
Granicę przekroczyliśmy w Gartz, po czym odpłynęłam, bo jazda autokarem nie należy do moich ulubionych zajęć. Spałam do samego Stralsundu, by ocknąć się na Rügenbrücke, czyli moście łączącym Rugię ze stałym lądem. Jest to najdłuższy w Niemczech wiszący most, a wraz z przedwojennym mostem kolejowo-drogowym Rügendamm, stanowi jedyne stałe połączenie Wyspy Rugia z lądem. Widoki rozpościerające się z mostu są iście pocztówkowe.
Plan wycieczki zakładał wizytę w Oceanarium oraz delikatne zwiedzanie. Miałam mieszane uczucia co do Ozeaneum, bo wielkim miłośnikiem ryb i innych stworzeń wodnych nie jestem. Jeszcze w autokarze się wahałam, czy pójść, czy jednak skorzystać z pięknej pogody, ale doszłam, wspólnie z Tomkiem, do wniosku, że pójdziemy i zobaczymy, ale nie będziemy trzymać się grupy i wygospodarujemy czas na spacer po porcie. I tak też zrobiliśmy, a teraz kilka ujęć z Oceanarium.
Futurystyczny budynek Oceanarium







Oceanarium jest niewątpliwie największą atrakcją Stralsundu, a być w Stralsundzie i nie pójść tam to jak być w Rzymie i nie widzieć papieża. Hm, tylko czy aby na pewno ta oceaniczna atrakcja nie jest lekko przereklamowana? Koszt biletu to 15 euro w grupie, a 16 indywidualnie. Do tej pory mam mieszane uczucia, bo ekspozycja wrażenia zbyt wielkiego na mnie nie zrobiła. Uważam, że rozmiar nie ma znaczenia, a ważniejszy jest ogólny wygląd. A wygląd był ciemny (co zapewne ma związek z zapewnieniem rybom komfortowych warunków) i ponury. Z opowieści znajomych o tym, jaka ta ekspozycja jest cudowna, bajeczna i wspaniała spodziewałam się większych fajerwerków. Wydaje mi się, że kołobrzeskie oceanarium, chociaż o wiele mniejsze, jest zdecydowanie przyjemniejsze.
Załapaliśmy się na karmienie pingwinów :)
Żeby jednak nie było wszystko na NIE, to ekspozycja jest naprawdę duża. Aby się nie zgubić i niczego nie pominąć, na podłodze narysowana jest ścieżka, po której idąc, można zobaczyć wszystko, co jest do zobaczenia. Mieliśmy niezłą zabawę, kiedy schodziliśmy "ze szlaku" i co rusz któreś upominało, że trzeba wrócić na właściwą drogę :) Pingwinki są przecudne, a leżanki w sali gigantów naprawdę wygodne. Wrażenie zrobił na mnie też tunel, w którym nad głowami pływają rybki.
Sala gigantów, na dole były wygodne fotele, na których można było się położyć i wsłuchać się odgłosy morskich olbrzymów. A sufit falował jak ocean. Wspaniałe zakończenie zwiedzania.
Mam pewien niedosyt, jednak w ogólnym rozrachunku cieszę się, że zdecydowałam się na zwiedzenie Oceanarium przede wszystkim z jednego powodu. Gdybym tego nie zrobiła, ciągle żyłabym w iluzorycznym przeświadczeniu o cudowności tego przybytku i żałowała, że nie poszłam i nie zobaczyłam na własne oczy. A tak - byłam, widziałam. Poza tym dzień był taki piękny, że nie ma co roztrząsać tematów morskich, tylko wyjść na słońce i cieszyć się iście letnią pogodą. Zapraszam!
Gorch Fock I
Przy nabrzeżu w pobliżu Oceanarium, stoi trzymasztowiec Gorch Fock I. Jego historia jest kręta i burzliwa. Na początku służył jako żaglowiec szkolny niemieckiej marynarki wojennej. W maju 1945 zatopiony przez swoją załogę właśnie w Stralsundzie. Wydobyty stał się zdobyczą wojenną ZSRR i otrzymał nazwę Towariszcz. Wszedł do radzieckiej służby, a po rozpadzie Związku Radzieckiego pływał pod handlową banderą ukraińską. Pod koniec lat '90 XX w. trafił na powrót do Niemiec i został zakupiony przez stowarzyszenie Tall-Ship Friends Deutschland, a w 2003 został przetransportowany do Stralsundu i na powrót przemianowanych na Gorch Fock.
Spichlerz podobny do tych z kołobrzeskiego portu

Kiedy nasza grupa jeszcze oddawała się przyjemnościom podglądania podwodnego świata, my już buszowaliśmy po nabrzeżu, ciesząc oko gotyckimi zabytkami oraz chłonąc ciepło, jakiego tego dnia natura nie poskąpiła. Było wręcz gorąco i słonecznie. Po małym rekonesansie poszliśmy poszukać czegoś do jedzenia. Z dość dużą dozą ostrożności zakupiłam Fischbrötchen z matiasem. Buła wyglądała imponująco, a smakowała jeszcze lepiej. Smaku nie da się opisać, to trzeba poczuć! :)
 A później wygrzewaliśmy się patrząc w morze i popijając stralsundzkie piwo.

Kolejnym punktem grupowego zwiedzania było miasto. Urokliwymi uliczkami powędrowaliśmy w stronę zabudowań franciszkańskiego klasztoru św. Jana. Obejrzeliśmy ruiny kościoła, zajrzeliśmy na uroczy dziedziniec i zobaczyliśmy klimatyczne domki. Obecnie w zachodnim skrzydle mieści się archiwum miejskie, a na dziedzińcu odbywają się koncerty.


Widoczny na pierwszym planie pomnik jest poświęcony pamięci Żydów wydalonych i eksterminowanych ze Stralsundu.
Następnym celem naszego zwiedzania był Stary Rynek z szaleńczo ozdobnym ratuszem i kościołem św. Mikołaja a także różnorodne, wzniesione w różnych architektonicznych stylach kupieckie domy. 
W centralnym miejscu Commandantenhaus z herbem w szczycie domu - dawna komendantura szwedzkiego garnizonu, wybudowany w latach 1748-51.
Ceglany dom to Kamienica Wulflama, wzniesiona w roku 1358. 
Ratusz z ozdobną elewacją oraz kościół św. Mikołaja
Stralsundzki ratusz należy do jednych z cenniejszych punktów na Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego, jest też ważnym świadectwem istnienia gotyku świeckiego.
Brama ratusza
Wejście na dziedziniec od strony wschodniej
Wewnętrzny dziedziniec ratusza
O kościele św. Mikołaja chciałabym napisać oddzielny wpis, bo nie da się tego opisać w kilku słowach i przedstawić na dwóch zdjęciach. Wnętrze wymaga remontu, zabytki ruchome odrestaurowania, jednak brak środków finansowych uniemożliwia przeprowadzenie wymaganych prac. Przedstawiam Wam dzisiaj tylko trzy zdjęcia - nawy głównej, figury Chrystusa z 1932 roku oraz gotyckiego portalu zachodniego.


Mieliśmy trochę czasu wolnego, który z Tomkiem wykorzystaliśmy na włóczenie się po uliczkach  i szukanie pamiątek, co wcale takie proste nie było, bo Centrum Turysty przy Dworze Artusa zamknięte zostało o 14:00, a my wyszliśmy z kościoła św. Mikołaja o 14:08. W sklepikach z pamiątkami mało było drobiazgów typowo stralsundzkich, więcej było związanych z Meklemburgią-Pomorzem Przednim i Rugią. Ale w końcu i to się udało.
Kościół św. Jakuba
Ostatnim miejscem, które obejrzeliśmy, już w drodze do autokaru, był Kościół Mariacki, a w zasadzie nie on sam, a stojący obok pomnik Bohaterów Armii Radzieckiej. Płaskorzeźba przedstawia żołnierza radzieckiego podającego dłoń cywilowi. Mundurowy stoi krok przed Niemcem, co było charakterystycznym zabiegiem mającym na celu ukazanie wielkości radzieckiego mocarstwa. Na górze pomnika natomiast umieszczone zostały symbole ZSRR: sierp i młot oraz pięcioramienna gwiazda. Monument budzi podobne kontrowersje, jak tego typu zabytki na polskich ziemiach. I trwa oczywisty dylemat: zostawić, czy przenieść? Zachować, czy zniszczyć?
Kościół Mariacki
Pomnik Bohaterów Armii Radzieckiej przy Kościele Mariackim
Dzień minął w świetnej atmosferze, grupa była bardzo zdyscyplinowana, nikt się nie zgubił, nikt się nie spóźniał na zbiórki, humory dopisywały wszystkim. Nasza Pani Przewodnik natomiast nosi w sobie ogromne pokłady niegasnącego optymizmu i cierpliwości, co udowodniła już kolejny raz (na Festiwalu Światła też przewodziła wycieczce, w której uczestniczyłam). I chociaż miłośnikiem zorganizowanych wyjazdów nie jestem, był to kolejny wypad, z którego oprócz zdjęć przywiozłam świetne wspomnienia :)

25 komentarzy:

  1. Nosiłyśmy się z zamiarem zwiedzenia oceanarium, ale było zbyt wcześnie. Teraz wiem, że nic nie straciłyśmy (wystarczy mi, ze obejrzałam Twoje zdjęcia) Miasto ma tak wiele do zaoferowania turystom, że i tak spędziłyśmy w nim więcej czasu niż początkowo planowałyśmy.
    Fiszbuła to obowiązkowy punkt programu nadmorskiej wycieczki do Niemiec :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, ciekawych miejsc i obiektów jest tak dużo, że myślę, iż jeden cały dzień od rana do wieczora na stralsundzkich brukach to wcale nie byłoby dużo czasu na zwiedzanie miasta.
      Ten matias trochę groźnie wyglądał, ale w smaku był wyśmienity. Gdyby nie perspektywa obiadu, to pewnie byśmy się na jeszcze jedną bułkę skusili. :)

      Usuń
  2. Ale treściwe sa te twoje wpisy, solidne! :) naczytałam się, naogladałam i jeszcze zajrzałam do... Tomka z twojej rekomendacji :) Początek tygodnia fajnie zaczęty :) Pozdrówka.
    P.S. Ja tez chcę tam między pingwiny! świetne miejsce, i starówka, i... wszystko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pingwiny wymiatają :)
      A z Tomkiem znamy się od lat, to chyba jedyny człowiek, który na hasło "w sobotę pociąg o 4 rano, jedziesz?" nie patrzy dziwnie, tylko sprawdza prognozę pogody, żeby się odpowiednio ubrać :D
      Do Stralsundu Cię chyba nie zabiorę, ale gdyby tak spacer po Kołobrzegu...;)

      Usuń
  3. usiadłbym w tym Oceanarium i gapił się na te pingwiny - i to by mi wystarczyło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzi na to, że te cudne nieloty wygrały dzisiejszy dzień :)

      Usuń
  4. znam kogoś, kto z oceanarium nie chciał wychodzić;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale mnie to nie dziwi, wszak to taka specyficzna atrakcja :)

      Usuń
  5. Byłam kiedyś w Stralsundzie, dawno temu. Okazuje się, że niczego, ale to absolutnie niczego nie widziałam! Dopiero teraz bym wiedziała, gdzie pójść i co obejrzeć.
    Oceanarium bym pewnie też zwiedziła, mimo wszystko :).
    Bardzo Ci dziękuję za tę wycieczkę bogato ilustrowaną bardzo dobrymi zdjęciami!!!
    Buziak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam we wpisie - ja nie żałuję, że poszłam, ale nie mogę z całym przekonaniem polecić Oceanarium, bo mnie nie uwiodło :) Za to samo miasteczko jak najbardziej godne odwiedzenia i zwiedzenia. Tam jest po prostu ładnie :)

      Usuń
  6. No, te pingwiny są super! napatrzeć się nie mogę! Niby wycieczka zorganizowana, ale Ty poszłaś swoim Marchevkowym szlakiem;) I bardzo dobrze! Podoba mi się Stralsund!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo akurat w Stralsundzie zgubić się nie da, przynajmniej w centrum, więc sobie podreptaliśmy swoją drogą :)

      Usuń
  7. Przez Stralsund jedynie kiedyś przejeżdżałem. Nawet mi w głowie nie postało że tam tyle ciekawych rzeczy! Inna sprawa, ze i tak nie było możliwości i czasu na zwiedzanie. Ale kiedyś, może? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie musisz, sam sobie polecałem, co z tego. Ale może kiedyś??? :(

      Usuń
  8. Pięknie wszystko wygląda. A takie piwko to chyba sobie w weekend wypiję na olsztyńskiej starówce :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy ładnej pogodzie smakuje nieźle :)))

      Usuń
  9. Ale super! Ciekawe są te Twoje wpisy i fajne zdjęcia :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam oceanaria! Przechadzać się tymi ciemnymi korytarzami i tylko wpatrywać się w ten niezwykły, wodny świat. A miasteczko zachwyca. Kolory, woda i ceglane budynki. Myślę, że i tam będę musiała zawitać w najbliższym czasie!

    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, a skoro lubisz oceaniczne klimaty, Ozeaneum na pewno Ci się spodoba :)

      Usuń
  11. We środę jedziemy tam całą rodzinką. Siedzimy na wczasach w Świnoujściu; Ahlbeck, Heringsdorf i Banzin już odwiedzone. Teraz czas zapuscic się nieco dalej : Stralsund.

    OdpowiedzUsuń
  12. We środę jedziemy tam całą rodzinką. Siedzimy na wczasach w Świnoujściu; Ahlbeck, Heringsdorf i Banzin już odwiedzone. Teraz czas zapuscic się nieco dalej : Stralsund.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny post, super blog!
    Zazdroszczę tych wszystkich przygód :)
    Zapraszam również do mnie w odwiedziny, a tam post o muzeach w Polsce.

    OdpowiedzUsuń

Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna. Dziękuję :)

Obserwatorzy