poniedziałek, 2 września 2013

Weekend w Kołobrzegu

Zupełnie inaczej organizuje się wyjazd dla siebie samej. Wiem, co mnie interesuje, co chciałabym zobaczyć, jaki mam limit czasowy. Planując własne wakacje układam ramowy plan, przy czym zostawiam sobie pełną dowolność w jego modyfikowaniu – oczywiście w granicach możliwości. Kiedy przychodzi do tego, że ja mam komuś coś pokazać – pojawiają się małe schody, bo zwyczajnie nie wiem, co gościa zainteresuje. Przejmuję się, bo przecież wakacyjny wyjazd ma być przyjemnością, a nie męczarnią. Staram się zatem dobrać repertuar tak, żeby Gość był zadowolony, a ja bym miała coś do powiedzenia na temat zwiedzanych miejsc.

Pirat na morzu.
Zdjęcie wykonane z molo.
Miniony weekend pokazał, że te najgłówniejsze miejsca Kołobrzegu można zwiedzić w jeden dzień. Nie przesadzam, a jeszcze powiem, że gdybyśmy nie mieli do dyspozycji samochodu, nie byłoby co robić drugiego dnia, tylko bez sensu łazić po osiedlu. Na dwa dni pobytu jeden dzień spędziliśmy w Kołobrzegu, a drugi na wycieczce po okolicy.
Oczywiście, gdyby wchodzić do każdego zakamarka, rozczulać się nad bryłą Bazyliki, przeżywać każdą cegiełkę w ratuszowych flankach to można tak łazić od świtu do nocy przez tydzień czasu. Zważać jeszcze trzeba na to, że było z nami czteroletnie dziecko i wszystko trzeba było dostosować do jego możliwości :)
Wycieczkę po moim rodzinnym Kołobrzegu podzieliłam na trzy etapy: przed obiadem port pasażerski i molo, z wejściem na latarnię morską i odwiedzeniem przez Nastolatka wystawy owadów. W planie był jeszcze port jachtowy i rybacki, ale nasz mały turysta usnął, więc wróciliśmy do domu na obiad.

Latarnia Morska, widok od strony ulicy Morskiej.
Myślałam, że zwierzęta się Hoduje, nie CHoduje. Może dlatego zgubiliśmy jajo i ostatecznie nie wykluło się nic.
Staliśmy na molo, kiedy bardzo nisko nad nami przeleciał ten oto samolot.
Nawet nie chcę wspominać, co wtedy poczułam. Brrr...

Popołudniu dotarliśmy do dwóch wspomnianych portów, a później poszliśmy na spacer uliczkami kołobrzeskiego śródmieścia. Nieśpiesznym krokiem obeszliśmy całe centrum, zatrzymując się na karmienie gołębi pod ratuszem. Zjechaliśmy do domu na kolację, aby pod osłoną nocy jeszcze raz wybrać się do miasta.

Reduta Morast, czyli Bagienna, inaczej Tawerna 1774 w porcie Jachtowym.
Okręt w Skansenie Morskim (Port Rybacki).
Dziedziniec kołobrzeskiego ratusza i "genialna" fontanna w kształcie kuli.
W każdej rodzinie trafia się czarna owca. A że akurat w tej jest biała... :-)

Tym razem temat – Kołobrzeg nocą. Mamy na Placu 18. Marca bardzo ładną fontannę, która imponująco wygląda wieczorem. Turyści bardzo ją lubią i na bazie doświadczeń pomyślałam, że i moim się ona spodoba. Rzeczywiście – to chyba był dobry pomysł, bo najmłodszy był zachwycony i chciał jeszcze jakąś. Mówisz i masz. Z Marchevką rzeczy niemożliwe załatwisz od ręki, a na cuda musisz poczekać 10 minut. :D Na Parsęcie koło Szkoły Muzycznej jest fontanna. Być może już nie tak spektakularna jak na skwerze, ale jest. Świeci? Świeci. Tryska wodą? Tryska. Mały zadowolony stwierdził, że musimy jechać jeszcze na inne, bo w Kołobrzegu jest 56-60 różnych fontann J Muszę zgłębić temat, bo może coś się zmieniło na przestrzeni kilku ostatnich lat :D

Kolorowa fontanna na Placu 18. Marca - tym razem na niebiesko.
Test zoomu w warunkach nocnych - największa kula fontanny, tym razem na biało.
Fontanna i Parsęta nocą.
PS: Druga fontanna bliżej ulicy Solnej nie świeci nocą, tylko ta przy Frankowskiego jest podświetlana w sezonie letnim.

I tak minął pierwszy i ostatni dzień oprowadzania Gości po Kołobrzegu. W sumie tak – to jest małe miasto nadmorskie, a Goście byli także znad morza, więc zwiedzanie okrętu ORP „Fala” to żadna atrakcja, bo mają ORP „Błyskawica” u siebie. Latarnię morską zaliczyliśmy, bo np. dla mnie zaliczanie latarń na Wybrzeżu to jak osiąganie kolejnych szczytów w górach. Po molo się przespacerowaliśmy, bo to drugie najdłuższe żelbetowe molo w Polsce (pierwsze jest w Międzyzdrojach). Dodać należy, że moje miasto w czasie wojny zostało zniszczone w ponad 90% i zachowało się naprawdę mało ciekawych miejsc, rozrzuconych po różnych jego krańcach. Spacer po mieście bez samochodu miałby długość 8-10 km, co jest niewykonalne z czteroletnim dzieckiem. Kołobrzeg jest mały – dla porównania w Krakowie mogłam przejść w jeden dzień na piechotę 15 km i zobaczyłam może 1/3 tego, co było do zobaczenia.

O wrażenia z Kołobrzegu należałoby zapytać moich Gości. W sobotę wykorzystując całkiem niezłą pogodę pojechaliśmy do pobliskich Gąsek, gdzie znajduje się latarnia morska, jednak mgła z morza wchodząca na ląd trochę pokrzyżowała fotograficzne plany. Nie ma jednak tego złego - jest panorama, jest zabawa. Popatrzcie sami.

Latarnia w Gąskach wygląda niepozornie.
Schody w środku były jednak dość przestronne i wygodne.
Z góry wszystko wydawało się takie bardzo malutkie.
Od wschodu do zachodu, widok z latarni morskiej w Gąskach.
Po kliknięciu zdjęcie się powiększy, będzie lepiej widać :)
Zaproponowałam także wyjazd do Ogrodu „Hortulus” w Dobrzycy. Ogród jest duży i barwny. Cały kompleks podzielony jest na tzw. ogrody tematyczne. W wielu zaskakujących miejscach znajdują się stylizowane miejsca do siedzenia. Może to być np. ławka w zaciszu parkanu, albo hamak, na którym można się położyć i pobujać! Mam trochę zdjęć, jednak według regulaminu zwiedzania, mogę je posiadać tylko na własny użytek – nie mam prawa do ich rozpowszechniania. Za to dorzucam LINK do galerii zamieszczonej na stronie ogrodu. Uważam, że warto tam się wybrać na spacer, aby pobyć blisko zieleni. Zauważyłyśmy jednak, że niektóre kwiatki nie są w najlepszej formie. Być może ma na to wpływ pora roku. Ja się na roślinach nie znam, mogę tylko złożyć, że schyłek lata to schyłek kwiatków, które niedługo ustąpią miejsca wrzosom. J

Podsumowanie:

Bileciki :D
Kołobrzeg i okolice to region mało przyjazny studentom i uczniom. Przeważnie, jeśli jest jakaś zniżka, to dotyczy ona np. bezpłatnego wstępu dzieci do lat trzech/czterech oraz zniżki dla młodzieży szkolnej do 15 roku życia. Powyżej piętnastu lat płaci się normalnie za wszystko. Uważam, że jest to niesprawiedliwe i niechlubne, aby tak bardzo promujące się miasto miało tak nieatrakcyjną ofertę. Wcale się nie dziwię, że nie przyjeżdżają do nas młodzi ludzie, bo po pierwsze – zero zniżek, a po drugie – lokale zamykane o 22 w okresie letnim wcale nie zachęcają.

Wstęp na latarnię w Kołobrzegu – 6 zł/os.
Wstęp na molo – zwykły 2,50 zł, ulgowy 1,00 zł. Przy czym: ulga należy się mieszkańcom miasta, uczniom i studentom do ukończenia 26. roku życia, ale jeśli uczeń lub student uczy się dziennie. Zaoczni nie mają zniżek – uprzedzam, bo ja i tak mam zniżkę dla mieszkańca, ale nie spodobało mi się to, że jest taki podział. W tym wypadku student zaoczny jest traktowany jak normalny klient, mimo że niejednokrotnie jest mu wiele ciężej niż studentowi dziennemu.
Skansen Morski – zwykły 15 zł, ulgowy 10 zł. Nowootwarty oddział Muzeum Oręża Polskiego mieszczący się na terenie hufca harcerskiego w Porcie Rybackim. Jest to niewątpliwa atrakcja dla ludzi, którzy morze widują raz do roku albo rzadziej. My, mieszkający od zawsze nad morzem, zrezygnowaliśmy z tej atrakcji, bo widzieliśmy i torpedowce i „opeciaki” i inne takie jeszcze przed demobilem :)
Do tego parkometry. Nie chcę liczyć, ile kasy wydaliśmy na parkowanie. Podział miasta na strefy wszystko utrudnia, bo w porcie pasażerskim jest inna stawka, niż w jachtowym, a w centrum jeszcze inna, w związku z tym za każdym razem po parę złotych do automatu trzeba było wsypać. Gdyby nie było tego durnego podziału, bilet by obowiązywał na terenie całego miasta i problem z głowy. Niestety – bez auta byłoby dużo trudniej, ze względu na czterolatka, który by się tylko niepotrzebnie umęczył.
W Gąskach – wejście na latarnię za 4 zł/os. Niby wejście promocyjne z okazji 135-lecia jej istnienia. Dziwnym trafem, przez promocją, bilet ulgowy kosztował 3 zł, a normalny 4. Taka promocja – teraz wszyscy wchodzą za 4 zł J
Parkingowy jedynie skasował mnie za godzinę postoju, chociaż trochę przekroczyliśmy czas i powinien zainkasować za następną rozpoczętą godzinę. Dzięki chłopie ;-)

Jeśli chodzi o ogród w Dobrzycy –  Wstęp za darmo dla dzieci do lat trzech, za resztę płacisz 12 zł/os. Zero oznakowań i drogowskazów, tablic informacyjnych itd. Wiedziałam tylko, gdzie jest ta miejscowość, dalej jechałam „na czuja”, w dodatku według nawigacji pod prąd. W końcu zapytałam idącego drogą autochtona o drogę, bo myślałam, że się zgubiliśmy. Dotarliśmy na miejsce, a tam wielki sznur autobusów, ale pan w żółtej kamizelce kazał mi wjechać na sam przód kolejki i poczekać – z góry zjeżdżał samochód. Na górze stał drugi pan, obaj porozumiewali się przez krótkofalówki, dzięki czemu ruch przy wjeździe/wyjeździe był płynny i bezpieczny – pan na dole pokazywał, kiedy droga jest wolna i można spokojnie włączyć się do ruchu.
Najmłodszy uczestnik naszej wyprawy na pytanie, co mu się najbardziej podobało odpowiedział, że zakupy w Stonce. Cóż, ja za zakupami nie przepadam, ale o gustach się nie dyskutuje ;D

15 komentarzy:

  1. Na razie wpadłam tylko powiedzieć na widok zdjęć: WOW! Piękna ta Twoja kolejna wyprawa. Poczytać zajrzę, jak będę wolniejsza :)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Zapracowana Kobieto! :-)
      Trzymaj się :)

      Usuń
  2. A jednak! Dobrze, że zauważyłyśmy ten 'dziwny zakaz' fotografowania- haczyk jednak był! Jeśli chodzi o dojazd do Ogrodu zapomniałaś dodać, iż oprócz 'wstecznej' nawigacji, miłego Pana, który w połowie pytania już dawał odpowiedź, pomagała nam kobieca pamięc fotograficzna do szczegółów ;)

    Jak Ty to foto z góry zrobiłaś to ja sie nigdy nie dowiem, bo jedyne co tam mogłam u góry to przylepiać się plecami do muru latarni :D

    Odpowiedź na pytanie co się najbardziej podobało zmieniła się u najmłodszego po przybyciu do domu na: schody na szczyt latarni ( której? nie wiem :D )

    Natomiast moja odpowiedź jest bardzo oczywista: Hortulus!!! Poszukiwania trolli i te cudowne zakątki, w których marzeniem jest mieć kubek kawy i ksiązkę w rękach :)

    Dziękuję! Było cudownie!


    W_M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to foto zrobiłam, jak z Małym już schodziliście, żeby Cię nie narażać na takie przejmujące widoki :D
      Mi też się marzy spocząć w takim magicznym ogrodzie, nawet niekoniecznie z kawą - może być herbata z imbryczka.
      Jeśli chodzi o publikację zdjęć - zawsze przed, teraz zdarzyło się inaczej, zapoznaję się z regulaminami zwiedzanych miejsc, żeby uniknąć później nieprzyjemności.

      Następnym razem pojedziemy na zachód od miasta. Tam też jest co zwiedzać!
      Uściski!

      Usuń
  3. W tym co piszesz, jest sporo racji. Nigdy nie byłam w porcie jachtowym. Muszę to nadrobić, a sama w Kołobrzegu najbardziej lubię galerię sztuki współczesnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do jachtowego najlepiej jechać latem - lipiec/sierpień, wtedy coś się dzieje, teraz można do Tawerny zajść, ale pustki odstraszają. Przy ładnej pogodzie można się wybrać na spacer wokół reduty, nabrzeżem zaledwie kilkadziesiąt centymetrów nad poziomem morza. Od zeszłego roku funkcjonuje też nowoczesna marina, no i został zburzony straszliwy barak, w którym mieścił się Zarząd Portu.

      Usuń
    2. PS: A do GSW zrywaliśmy się z lekcji w liceum ;)

      Usuń
  4. Z tego co widzę na fotografiach,to warto pojechać do Kołobrzegu. Może na przyszłe lato?
    Pozdrawiam
    Antoneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla osób, które nie mają morza na co dzień, Kołobrzeg na pewno będzie interesujący. Zapraszam i służę pomocą w zwiedzaniu miasta! :) :)

      Usuń
  5. Piękne zdjęcia, ciekawy post, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, zapraszam ponownie :)

      Usuń
  6. Super! Uwielbiam morze i miasta portowe:) Kilka lat temu myślałam nawet o zamieszkaniu nad morzem :)) Duża odległość od domu rodzinnego sprawiła, że się nie zdecydowałam.
    Bardzo fajnie zaplanowałaś ten pobyt, ja jako gość byłabym zachwycona:D
    Nudzą mi się już te same krakowskie atrakcje, topowe miejsca w które zabieramy naszych gości :))) Muszę do Kołobrzegu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, bo jak się ma coś blisko, to wszystko powszednieje i traci swój urok. Ja w tym roku Krakowem byłam zachwycona i aż żal mi było wyjeżdżać! Będę musiała tam koniecznie wrócić, ale to pewnie dopiero za kilka lat.
      Nadmorskie kurorty są świetne dla turystów. Życie codzienne tu jest straszne pod każdym względem - od masakrycznie wysokich cen rosnących przed każdym sezonem, na wszędobylskich tłumach kończąc.
      Jednak dla turysty z głębi Polski mamy jeszcze inne atrakcje, więc myślę, że warto odwiedzić moje miasto, bo to co wyżej to tylko mała namiastka. Oczywiście - służę pomocą w poruszaniu się po mieście, chociaż tutaj wszędzie jest blisko, a wszystkie drogi prowadzą do Katedry.
      Pozdrawiam cieplutko! :)

      Usuń
  7. Kołobrzeg...to tam ukradli mi aparat:( zachęciłaś mnie Marchewko do odwiedzenia go raz jeszcze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to masz ładne wspomnienia z mojego miasta ;(
      Ale teraz może rzeczywiście warto przyjechać tu jeszcze raz, żeby zostały już tylko miłe wspomnienia :)

      Usuń

Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna. Dziękuję :)

Obserwatorzy