piątek, 15 września 2017

Szlakiem hotelowych trzech gwiazdek

Na wstępie zaznaczę: nie jest to wpis w żaden sposób sponsorowany. Nie jestem także znawcą tematu ani żadnym koneserem. Tak się złożyło, że kilkukrotnie w tym roku zdarzyło mi się mieszkać w różnych hotelach i różnych okolicznościach, co zamierzam Wam pokrótce opisać. Tak dla informacji - jak to wygląda. Opiszę tylko to, czego doświadczyłam sama, a we wpisie zamieszczę linki do witryn, gdzie można poznać szczegółowy cennik samej usługi hotelowej, jak i dodatkowych opcji.


Lokalizacja w sam raz dla żołnierzy i pacjentów szpitala wojskowego, ewentualnie sportowców. Hotel mieści się bowiem kilkaset metrów od siedziby 1 Pomorskiej Brygady Logistycznej i tyleż od 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego, a równiutki kilometr od siedziby Cywilno-Wojskowego Klubu Sportowego Zawisza i stadionu.

Mieszkałam w pokoju dwuosobowym z jednym podwójnym łóżkiem, które miałam calutkie dla siebie (haaaa!). Do dyspozycji miałam także małą toaletkę z lustrem, biurko, stolik, krzesła i dużą szafę. Telewizor posiadał poszerzony pakiet kanałów, w hotelu dostępne było bezpłatne wi-fi, które pracowało z dobrą prędkością (to znaczy, że w telefonie internet się nie zawieszał i bez problemu udźwignął rozmowę głosową przez Messenger). Na stoliku była woda mineralna butelkowana oraz szklanki codziennie wymieniane przez obsługę.





Łazienka czysta, z suszarką do włosów. Dla gości przeznaczone były pakiety kosmetyków w postaci miniaturowego mydła i buteleczki z szamponem. Wymiana ręczników odbywała się na wyraźną prośbę gościa: według instrukcji czysty ręcznik należało powiesić na wieszaku, natomiast zużyty przeznaczony na wymianę - zostawić na podłodze.



Korzystałam tylko ze śniadania w hotelowej restauracji, które było wliczone w cenę noclegu. Nie robiłam zdjęć, bo zdawało mi się to krępujące - był to wyjazd służbowy, zatem nie miałam przy sobie aparatu fotograficznego, natomiast latanie ze smarfonem nad stołem szwedzkim jawiło mi się jako coś zdecydowanie nieprofesjonalnego. Musicie uwierzyć na słowo - jedzenia nie zabrakło, panie kelnerki uwijały się jak w ukropie. Było kilka rodzajów pieczywa (różne opcje chleba i bułek), na ciepło kiełbaski, jajecznica, parówki, naleśniki. Duży wybór wędlin i serów, do tego świeże warzywa, sałatki, jajka. Serwowana była także kawa i herbata w różnych wariantach oraz soki owocowe. Goście mogli liczyć na całkiem niezły wybór ciast oraz owoców.


Jak już sama nazwa wskazuje - hotel położony na warszawskim Okęciu w sąsiedztwie Lotniska Chopina. Znacznie oddalony od centrum Warszawy, przez co atrakcyjny raczej dla osób mających interesy w tej części stolicy, bądź też dla oczekujących na lot.

Pokój z definicji miał być dwuosobowy, jednakże po ustaleniach poczynionych w recepcji okazało się, że spokojnie wyspałyby się w nim trzy (a na upartego i cztery) osoby. W dyspozycji było bowiem jedno dwuosobowe łóżko oraz rozkładana sofka, która wyglądem przypominała łóżko szpitalne. W pokoju znajdowało się także biurko i telewizor, podobnie jak w bydgoskim hotelu, a także sprawne wi-fi (sprawdzone w taki sam sposób). W szafie wnękowej schowana była deska do prasowania i żelazko, krzesełko pod prysznic oraz sejf z zamkiem cyfrowym. Co było zaskakujące, na stoliku znajdował się ekspres do kawy oraz czajnik elektryczny wraz z zapasem różnego rodzaju herbat i kapsułek z kawą oraz cukier. Standardowo była także butelkowana woda mineralna.




Łazienka na pozór czysta, jednak prysznic dość niepraktyczny - szklana przesłona nie dawała odpowiedniego zabezpieczenia przed zalaniem, albo to Marchev chlapie się jak kaczka... Zamiast wydzielonych kosmetyków, zamontowane były spore dozowniki. Pod prysznicem trzy, zawierające szampon, odżywkę oraz balsam do ciała, natomiast przy umywalce z balsamem do ciała i mydłem do rąk. Obieg zużytych ręczników podobnie, jak w Maratonie. Do dyspozycji także suszarka do włosów.





Śniadanie było wliczone w cenę hotelu, ale i tym razem nie miałam ze sobą aparatu, bowiem wyjazd był związany z oddaniem szpiku dla osoby potrzebującej, więc byłam raczej przejęta kwestiami zdrowotnymi, niż turystycznymi. Z Tuv, która mi towarzyszyła, stwierdziłyśmy jednak zgodnie, że menu jest bardzo bogate. Duży wybór dań na ciepło (tak jak powyżej plus smażone plastry boczku). Różne rodzaje dodatków do mleka (płatki kukurydziane, owiane, musli i inne), bogaty wybór świeżych owoców, warzyw, gorących napojów sprawił, że każdy z międzynarodowej mieszanki gości hotelowych znalazł coś dla siebie i raczej nikt nie wyszedł z restauracji głodny.


Hotel położony 2 km od centrum Gdańska i 10 km od Lotniska im. Lecha Wałęsy. Mimo odległości, dojazd samochodem nie stanowił żadnego problemu. Położony w zacisznym miejscu gwarantuje odpoczynek w komfortowych warunkach nawet po bardzo długiej podróży.

Przy rezerwacji wybrałam pokój dwuosobowy w wersji DeLuxe. W tym pakiecie pokój wyposażony jest w klimatyzację. Standardowo, do dyspozycji gości, jest biurko z fotelem, stolik, telewizor oraz wi-fi, które działa dobrze. Przestronna szafa oraz półki na ubrania są dużym ułatwieniem w organizacji hotelowego życia. Można skorzystać z sejfu, a także minibarku - zużycie rozliczane w recepcji.  Na dole szafy znajdowały się niezbędne akcesoria, które mogą uratować życie w podbramkowej sytuacji: igielnik i zestaw do czyszczenia butów, a także worek na brudną bieliznę, którą, za dodatkową opłatą, można oddać do pralni. Można było korzystać z czajnika i bogatej oferty herbat, jednakże do dyspozycji były jedynie malutkie filiżanki, co było dość problematyczne dla koneserów parującego... kubka ;)









W łazience standardowo - była suszarka do włosów, a wraz z ręcznikami na umywalce leżał też pakiet z czepkiem kąpielowym. Nie otwierałam, ale byłam ciekawa, czy jest tam jedna czy dwie sztuki. Jak jedna, to byłoby ciągnięcie zapałki: kto pierwszy się kąpie :) Kosmetyki i tutaj nie były porcjowane, a w dozowniku umieszczony był uniwersalny żelo-odżywko-szampon do mycia. Niestety kafelki w ciemnym kolorze sprawiły, że w pomieszczeniu było dość ciemno i efektu tego nie zniwelowały nawet dodatkowe źródła światła przy lustrze.



Śniadanie porównywalne do bydgoskiego Maratonu, jednakże na tutejszym stole zagościły dodatkowo ryby: śledziki, łosoś wędzony, pasta z makreli i zapewne to nie wszystko. Zdjęć nie ma, bo zamiast rozglądać się za jedzeniem, wolałam wpatrywać się w najpiękniejsze oczy świata. Ale głodna nie wyszłam, bo przy tak bogatym menu było to zwyczajnie niemożliwe, nawet będąc szalenie zakochaną.

Podsumowanie

Jak można zauważyć, standard wyposażenia pokoi w hotelach oznaczonych trzema gwiazdkami zbytnio nie odbiega od siebie. Poza drobiazgami typu barek czy porcjowane kosmetyki w łazience, nie ma zbyt wielu różnic. Najbardziej zauważalne były rozbieżności w menu śniadaniowym. W tym kontekście zdecydowanie na pierwsze miejsce wysuwa się warszawski hotel, jednak i w pozostałych dwóch nie można zbyt wiele ująć. Bezpłatne wi-fi stało się oczywistym standardem. Bezpłatny parking oferuje Amber Hotel oraz Hotel Maraton. W Hampton by Hilton Warszaw Airport parking nie jest wliczany w cenę noclegu.

Obsługa w każdym obiekcie na wysokim poziomie, jednak w Gdańsku zdarzyło się, że pan konserwator nie wiedział, że pokój już jest zajęty i wszedł do środka za pomocą uniwersalnej karty. Konsternacja moja, a jego wręcz przerażenie powiedziały wszystko. Przeprosił i wycofał się, nim zdążyłam zareagować, a on prawdopodobnie przyszedł z drabiną wymienić żarówkę, która się przepaliła. Nie winię go jednak, bo mogła do niego nie dotrzeć informacja - w pokoju zdążyłam zdjąć tylko plecak z pleców (i na szczęście tylko to!) :) Trudno, wymienił pewnie po naszym wyjeździe.

W warszawskim Hampton by Hilton dodałabym w windzie naklejkę, że przed wybraniem piętra należy przyłożyć kartę do czytnika. Ja próbowałam przez kilka minut wjechać na moje piętro, aż w końcu wpadłam na pomysł, że ten czytnik nie jest zamontowany dla ozdoby. Przez dwa dni pobytu spotkałam jeszcze dwie rodziny, w tym jedną niepolskojęzyczną, które zgubiły się w windzie podobnie jak ja. A i Tuv miała przeboje w tej kwestii.

Odnośnie bydgoskiego Maratonu ciężko mi cokolwiek dodać, bowiem nie miałam wobec tego miejsca żadnych oczekiwań poza jednym: porządnie się wyspać przed zawodami oraz wykąpać się w dobrych warunkach po piekielnych godzinach spędzonych na kortach i to otrzymałam. No, może trochę brakowało czajnika na wyposażeniu pokoju - jednak wieczorna herbatka by się przydała.

We wpisie zawarłam chyba już wszystko co wiem, jednakże jeśli macie pytania odnośnie powyższych obiektów, chętnie odpowiem w granicach własnej wiedzy i doświadczenia. A na pytanie, czy polecam te hotele czy nie, odpowiem tak: gdyby mi przyszło znów nocować w którymś z tych miast i byłoby to możliwe, nie szukałabym nowych wrażeń tylko wróciła do już sprawdzonych miejsc.

Pozdrawiam!

11 komentarzy:

  1. Od wielu lat jeżdżę na różne imprezy jako tłumacz i sporo już przeżyłam :). Te wszystkie hotele mieszczą się w standardzie, który lubię, a te z czajnikiem i ekspresem do kawy to nawet nieco wyższy standard, w niektórych hotelach, które znam określany jako business premium. I też to lubię, bo lubię poczuć się w takim pokoju także po całym dniu jak u siebie u wypić gorącą herbatkę do wyboru a nawet kawę.
    Ostatnio coraz mniej fotografuję te hotele, w których przebywam, kiedyś robiłam w każdym sesję zdjęć i potem lubiłam je sobie przypominać. :)
    Ale szwedzkiego stołu i potraw też tam nie fotografowałam, bo to jednak nie wypada. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, poza tymi wyżej wskazanymi przyczynami, które były raczej z przymrużeniem oka, nie fotografuję w sposób publiczny bo to jednak trochę nieładnie, przynajmniej ja czułabym się bardzo niekomfortowo. W zaciszu pokoju to co innego - wszak nie zwraca się na siebie niepotrzebnej uwagi otoczenia :)

      Usuń
  2. Cudowna Marcheweczko..Oj,jak ja bym Ciebie schrupał!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie to opisujesz.:) Czasem żałuję, że nie zapisywałam nazw hoteli, w których byłam.:) Bo jak to była np. wycieczka objazdowa, to było tego trochę.:)))
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to atrakcja, bo na wyjazdach albo gdzieś przycupnęłam u znajomych, rodziny, albo zwyczajnie planowałam wycieczki tak, żeby noce spędzać w pociągach :) A tu atrakcje takie, że głowa się kręci, a nać faluje :D :D

      Usuń
  4. Przez lata odwiedziliśmy nie jeden hotelowy pokój i po prawdzie różnice są niewielkie. Czasem tylko wystrój jest bardziej stylowy, a szwedzki stół bogatszy. Najlepsze śniadanie jadłam w Senatorze w Dźwirzynie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, a dla mnie kłopotliwe jest, kiedy znajomi z Polski pytają, jakie miejsce na nocleg polecam - bo nie znam bazy hotelowej w mieście na tyle, by polecać. Wiem, który hotel ile ma gwiazdek i według lokalizacji też mogę coś polecić, ale na tym moja wiedza się kończy - nie korzystam z takich usług i lojalnie nie chcę nikogo wpakować na przysłowiową bombę, by polecić coś bez sprawdzenia. A to najczęściej spotyka się z niezrozumieniem - bo jak to? Mieszkasz i nie wiesz?! No właśnie nie wiem, bo mieszkam i mam swoje prywatne gniazdo, nie chadzam po hotelowych ;))

      Usuń
  5. szczur z loch ness26 września 2017 09:22

    Po prawdzie jak mawiam, że mawia Imć wachmistrz trudno byłoby zliczyć w ilu hotelach mieszkałem. Po jakimś czasie przestaje się zauważać różnice, bo jak wspomniałem - po prawdzie - są one w granicach błędu statystycznego.
    Buziaki z Krainy Loch Ness :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, pewnie za jakiś czas i ja przestanę obserwować, tym bardziej, że poza Bydgoszcz i Gdańsk, czasem Grudziądz nosa nie wystawiam hotelowo. Chociaż kto wie, co się jeszcze wydarzy... :)

      Usuń
  6. Lubię Twoje opisy, są takie ... świeże, ciekawe, rzeczowe :) nawet opis hotelowych pokoi czytałam z ogromna ciekawością jakby to była powieść Marchewko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Aga! :)
      No bo ja nie umiem tak na sucho faktów podawać, ponieważ takowe można zaleźć przez google, a blog to blog :)

      Usuń

Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna. Dziękuję :)

Obserwatorzy